niedziela, 19 lutego 2017

Jednodniowy Poznań

Był piątek. Miałam doła, obudziłam się bladym świtem, padał deszcz, było zimno, ponuro i paskudnie. Z roweru nici, bo po kilku pierwszych km byłabym przemarznięta i przemoczona, a nie o to przecież chodzi w tej zabawie. Trzeba było więc coś na to poradzić. Na poprzednie silne obniżenie nastroju pomogła wizyta u Stasia i Jacka, czyli...w Muzeum Narodowym w Poznaniu na piętrze z malarstwem polskim XVIII-XIX w. Czyli między Stanisławem Wyspiańskim, Jackiem Malczewskim i Józefem Mehofferem. Szybki rzut oka na rozkład PKP i stronę Muzeum. W piątki czynne do 21! Jeszcze szybsza rezerwacja pokoju usytuowanego przy Świętym Marcinie - w połowie drogi miedzy dworcem a Starym Rynkiem. Muzeum natomiast miałam tuż za rogiem. Już ekspresowe pakowanie i śniadanie, marsz na pociąg. Podróż Przewozami Regionalnymi trwa jakieś 5 godzin (wraz z przesiadką), kosztuje mnie niecałe 40 zł. 

sobota, 18 lutego 2017

Zimowy izerski las

Idę, woła mnie las, woła mnie Góra. Pogoda nadal idealna. Ciepło, słonecznie. Wędruję zachodnim zboczem Blizbora. Wśród brzóz swoje żerowisko mają jelenie, o czym świadczy obdarta kora i mnóstwo jelenich śladów. Na szukanie poroży jest jednak jeszcze za wcześnie. Pies został w domu, mam więc nadzieję, że uda mi się dojrzeć jakieś zwierzęta. Chwilę później słyszę natarczywe szczekanie koziołka, samych saren jednak nie udaje mi się dojrzeć. Uciekają gdzieś za kolejny garb. W lesie leży sporo śniegu, więc żeby nie wpaść w jakiś dołek,

środa, 15 lutego 2017

Na dnie dolinie

Siedząc przy kaflowym piecu w Domku pod Orzechem, delektowałam się smakiem świeżo parzonej kawy z piankami marshmallow. Przez okno widziałam, jak niebo powoli zaróżowiało się i jaśniało. Trochę trwało nim przekonałam swoje rozleniwienie, że warto wyjść obejrzeć wschód słońca.

wtorek, 14 lutego 2017

Zima w Domku pod Orzechem

Gdy podjeżdżaliśmy pod górkę, niebo błękitniało a południowe słońce odbijało się od zmrożonych śnieżnych zasp. Przywitał nas radosny śmiech biegających po górce młodych sąsiadów, korzystających z pierwszego dnia ferii. Od razu przypomniałam sobie moje pociechy baraszkujące od rana do wieczora z przerwą na obiad.

niedziela, 12 lutego 2017

Grosz do grosza a będzie kokosza

Tak, tak o oszczędzaniu będzie :)
Pewnie zauważyliście już, że nie należę do osób rozrzutnych, staram się tak gospodarować tym, co mam, aby móc czasem pozwolić sobie na szaleństwo w postaci licytacji na balu charytatywnym lub wyjazdu w nieznane w czasie urlopu.