poniedziałek, 5 marca 2012

Rowerowo

Zaczęła się wiosna, słoneczko przyjemnie grzeje, czas odkurzyć rowery i ruszyć na wycieczkę! Z Rudą planujemy w tym roku dużo jeździć, więc rozpocząć trening należy jak najwcześniej. Lubimy razem pedałować, bo to umacnia naszą więź matka-córka i daje nam sposobność do rozmów. 
Wybrałyśmy się wczoraj do miejscowości Dreżewo, w której znajduje się piękny, klasycystyczny pałac. Po drodze naturalnie dużo rozmawiałyśmy, chociażby o tym, jak ważna jest własna wola i kontrolowanie kompromisów w związku. Wzięło się to z tego, że zrobiłam sobie drugi kolczyk w uchu, mimo że Maćkowi to nie odpowiadało, jednak zrezygnowałam już z wielu rzeczy tylko z Jego powodu, więc czasami mogę sobie pozwolić na mały bunt. Tak więc spełniłam swoje kilkuletnie marzenie i mam dwa kolczyki w prawym uchu!
W drodze powrotnej wiatr dawał nam się we znaki, szczególnie Rudej, więc zdecydowałyśmy się na przerwę. Mimo, że odwiedziłyśmy jedną z większych nadmorskich miejscowości w naszym regionie nie znalazłyśmy żadnej czynnej kawiarni czy cukierni, więc zmierzyłyśmy do pizzerii "Róża Wiatru" mieszczącej się przy stacji paliw. Nie spodziewałyśmy się niczego szczególnego, byłyśmy gotowe napić się ze styropianowych kubków, a tu proszę - miłe zaskoczenie. Okazuje się, że nawet w przydrożnym barze można porządnie podać herbatkę. Dostałyśmy śliczne filiżanki "Liptona", torebki wybranych herbat, cukier i cytrynkę no i przede wszystkim: Wodę w osobnych dzbanuszkach. Miłym zaskoczeniem były też żywe papryczki rosnące  w doniczkach na parapecie. Zaspokoiłyśmy swoje pragnienie dwoma filiżankami, bo tyle herbaty wyszło z owych dzbanuszków i ruszyłyśmy do domu.
Po powrocie doszłam jednak do wniosku: żadna, nawet najlepiej podana herbata nie dorówna gorącemu, prawdziwemu kakao z cynamonem i cukrem, przy ciepłych tostach, do których użyłam sosu pozostałego po sobotnich pizzerkach. Zmęczone i zadowolone usiadłyśmy przy naszym ukochanym, kuchennym stole i w ciszy delektowałyśmy się przygotowanym przeze mnie posiłkiem.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Marzenka...miło czytać o takiej frajdzie, jaka jest wyskok na rowerze..tez bym tak chciała..razem mama i córka..tak pedzimy przed siebie, podziwiajac piękno natury..
Fajnie, ze sa takie "zbuntowane" Marzenki:-)bo one nam przypominają o radosci życia.