poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Lektura trochę nieświąteczna

       Do reportażu trzeba dorosnąć. U mnie trochę to trwało. Może dlatego, że w dzieciństwie były to moje pierwsze, zbyt dojrzałe lektury i  potem nie miałam odwagi do nich wracać?
       Było minęło. Ostatnio do reportażu wracam z dużą sympatią. Najpierw była lekka , łatwa i przyjemna Beata Pawlikowska, potem guru polskiego reportażu Kapuściński. Wczoraj skończyłam pasjonującą książkę „Ginące plemię” Farleya Mowata. Książka została wydana w Polsce w 1972 (czyli w 20 lat po wydaniu kanadyjskim) nakładem wydawnictwa Iskry.

           Reportaż przedstawia losy kanadyjskich Eskimosów z plemienia Ihalmiutów  w pierwszej połowie XX w.   Trzeba przyznać, że losy te nie są wesołe. Już w czasie czytania nasunęło mi się kilka myśli.
Po pierwsze Kanada zawsze kojarzyła mi się z dobrą organizacją i cywilizowanym podejściem dożycia.  A tu okazało się, że Kanadyjczycy dopuścili poprzez zaniedbania i zaniechania, a czasem przez bezmyślność do prawie całkowitej zagłady plemienia, które … wymarło z głodu!!!
Po drugie-  ponieważ książka została napisana w połowie ubiegłego wieku, pokazuje sposób patrzenia „cywilizowanego” człowieka na ludność tubylczą.  Chwilami zastanawiałam się, co znaczy cywilizowany.
Po trzecie reportażysta obdarzony był ogromnym zmysłem obserwacji i umiejętności opisywania widzianej rzeczywistości. Dzięki temu  poznałam życie ludu, którego nędzne resztki pewnie całkowicie już zasymilowały się z Kanadyjczykami i nie kultywują dawnych tradycji.
Po czwarte poznałam kolejną wersję stworzenia świata. Według Ihalmiutów świat został stworzony przez Kailę- istotę wszechrzeczy, Boga Niebios. Co ciekawe, na początku Kaila stworzył zająca i pardwę. 
Po przeczytaniu obudziła się we mnie ciekawość, co stało się z tymi resztkami plemienia, które zostało przesiedlone ze swojego terytorium. Zaczęłam szperać po internecie i niestety poza kilkoma ubogimi wzmiankami w angielskojęzycznej wikipedii , niewiele znalazłam. Już miałam się poddać, gdy trafiłam na blog z interesującym reportażem:
Może nie jest tego dużo, ale przynajmniej wiem, że choć częściowo kultura Ihalmiutów nie zaginęła. 
            Eskimosi na tyle mnie prześladowałi przez ostatnie dni, że i w czasie świątecznych rozmów ich temat pojawiał się co jakiś czas, zwłaszcza, gdy ktoś próbował na cokolwiek narzekać. 

6 komentarzy:

kasia.eire pisze...

Kiedy byłam nastolatką, lubiłam tę serię. Najbardziej zapadła mi w pamięć książka 'Rubikon czarnych dziewcząt', dla mnie wówczas wstrząsająca

Ruda pisze...

Mój ojciec skolekcjonował chyba cała serię. Mnie podsuwał przede wszystkim reportaże z morskich wypraw i zdobywania kolejnych szczytów Korony Ziemi.

Est-Ouest pisze...

ta ksiazka stoi na polce u moich rodzicow... sa ich dziesiatki podobnych bo moj tato marzyl kiedys o takim pisaniu. Jest w koncu z wyksztalcenia etnografem i sporo podrozowal po Indiach, Pakistanie, Iraku itd... Reportaz to jeden z moich ulubionych gatunkow choc sama pisze teraz powiesci!

Ruda pisze...

Etnografia- o niej marzyła Chuda nim zdecydowała się na filologię polską.

Ania pisze...

My się ostatnio zaczytujemy Hugo-Baderą...

Chuda pisze...

I jeszcze to zrobię! Może podyplomowo, może jakoś dziwnie, ale zrobię. Pomijając, że gdybym chciała zrobić wszystko o czym marzyłam przed FP, to zabrakło by mi życia. Moim córkom też. I wnuczkom... ;)