środa, 29 sierpnia 2012

Na polskim wybrzeżu


Ostatnie dni urlopu miałyśmy z Marzenką bardzo aktywne. Przejechałyśmy rowerami ponad 500 km, zobaczyłyśmy Pobrzeże Bałtyku od Koszalina po Hel, nocowałyśmy w najróżniejszych miejscach, jeździłyśmy najróżniejszymi drogami i jadłyśmy różności w wielu knajpkach i kafejkach, obejrzałyśmy też sporo ciekawych miejsc. Trasę na bieżąco opisywałyśmy na bikestats, teraz chciałabym opisać te miejsca, które wzbudziły nasz entuzjazm.
Zacznę od początku, czyli od Jarosławca- sama miejscowość niewielka i bardzo malownicza, tylko plażować nie ma gdzie, bo plaża niewielka. Można za to tanio i dobrze zjeść. Nas ugoszczono w barze „Kaprys” przed 9.00 ! Zjadłyśmy gofry z kajmakiem za 4.50 i z bitą śmietaną za 4 zł (tak niskiej ceny nie znalazłam nigdzie indziej na wybrzeżu). Ceny innych potraw równie zadawalające.
Kolejne rewelacyjne miejsce na naszej trasie to pole namiotowe w Smołdzińskim Lesie. Świetna baza wypadowa do Słowińskiego Parku Narodowego. Zacisznie, pusto, z miłą i uczynną obsługą. Pole jest doskonale wyposażone- woda i prąc doprowadzone do miejsc biwakowych, czyste sanitariaty i bar, w którym serwuje się śniadania o porze dogodnej dla klienta – my jadłyśmy jajecznicę punktualnie o 8.00.  ( www.camp-classic.pl) Ceny też są bardzo przystępne.

Najlepszą zupę gulaszową jaką w życiu jadłam (poza tą, którą gotuję sama) zaserwowano w Sopocie w barze „Złota Rybka”. Bar znajduje się przy ścieżce rowerowej i proponuje smaczne dania, oprócz zupy, schrupałyśmy tu placki ziemniaczane i gyrosa.

Najsmaczniejszą rybkę zjadłyśmy za to w Kątach Rybackich w barze „Monika” przy drodze. Miejsce na pozór mało atrakcyjne, ale ryba świeżusieńka i w rozsądnej cenie.
O innych atrakcjach napiszę wkrótce. ( a jest o czym pisać!)

6 komentarzy:

olka pisze...

:)
Super takie wypady,uwielbiam takie miejsca, ale fajnie zazdroszczę dla mnie takie atrakcje skończyły się z dniem narodzin dziecka, ale mam nadzieje, że jak podrośnie to z powrotem będziemy szaleć ...już razem :)
Teraz jeździmy tylko na krótkie wycieczki rowerowe.
Pozdrawiam!

Party in my tummy! pisze...

Zawsze mi się marzył wypad na rowerach gdzieś daleko jak na razie udało mi się przejechać 71km jednego dnia. Podziwiam was! I będę częściej tu zaglądać z pewnością ;)Zapraszam do mnie i wrzucam do obserwowanych ;)

Ruda pisze...

Zawsze na początku sa marzenia, to one nas napędzają i pchają do przodu!

Ruda pisze...

Czasami żałuje, że nie odważyłam się wcześniej zabierać swoich małych jeszcze dzieci pod namioty. ale cóż, lepiej późno niż wcale.

Anonimowy pisze...

mnie też marzy się takie podróżowanie rowerem ale chyba lata już nie te,chyba że mniejsze odległości,ale podziwiam i czytam wszystko z wielką ciekawością,pozdrawiam

Ruda pisze...

Czas na rower jest zawsze, nasi przyjaciele mają ponad 60 lat i jeżdżą dystanse ponad 100 km.