piątek, 5 października 2012

"Matka wszystkich lalek"


Lubię powieści Moniki Szwai, bo pisze o Szczecinie i o Karkonoszach- oba regiony są mi znane i lubiane. W jednej ze swoich książek wspomniała nawet mieszkankę Trzebiatowa – autentyczną- która zna na pamięć całego „Pana Tadeusza”. 

Z zaciekawieniem sięgnęłam więc po kolejną książkę autorki:  : "Matkę wszystkich lalek”. Już wcześniej dowiedziałam się, że książka jest „inna”, poważniejsza i trudniejsza.  Zasiadłam do czytania i… chyba mi się powieści pani Moniki przejadły, bo nijak nie mogłam się przekonać.
Po pierwsze: sięgnęła do tematyki śląskiej i jej zapis gwary mnie –rodowitej Ślązaczki- nie przekonał. W moim domu mówiło się inaczej- z większym pochyleniem samogłosek, a próbowałam się przekonać, bo w domu babci też była lalka z porcelanową buzią i miała na imię… Elza, Elżunia- tak jak lalka bohaterki.
Po drugie przeplatanie losów współczesnej Klary i wojennych losów Elżuni za bardzo „nie trzymało się kupy”. Zabieg retrospekcji w tej powieści mnie nie przekonał.
W sumie połączenie dotychczasowego stylu pisania prozy lekkiej , łatwej i przyjemnej z jakąś próbą udokumentowania czasów minionych, moim zdaniem, się pisarce nie udał. A szkoda, bo temat wynarodowienia śląskich dzieci z pewnością zasługuje na uwagę.
I na koniec jeszcze jedno ale- po raz kolejny zakończenie powieści kuleje. Zazwyczaj czytając książki Szwai już w połowie wie się, jak potoczą się losy bohaterów- tym razem też- konieczny jest totalny happy end. 

2 komentarze:

Ania pisze...

Szwaja to według mnie jest na wakacje, ale ciekawe są Twoje oceny języka z punktu widzenia kogoś rodowatego. Skąd pochodzi Szwaja? Bo ja mam męza mówiącego gwarą, ale o naśladowanie się nie pokuszę ;)

Ruda pisze...

Monika Szwaja jest Pomorzanką na stałe związaną ze Szczecinem. Trochę przebywała w Karkonoszach,ale jej życiorys milczy, by miała jakikolwiek związek ze Śląskiem.