wtorek, 20 listopada 2012

sushi

O kuponie, który wykorzystaliśmy przy okazji poniedziałkowej kolacji, było już tu. W końcu udało nam się go zrealizować - zabrałam swojego K. na kolację. Z początku podchodził do tematu bardzo nieufnie - "ale to będzie dawało rybą!", z czasem jednak oswoił się z tą myślą i przeżył ten posiłek bez uszczerbku na zdrowiu. Obserwowanie go, przysporzyło mi jednak sporo radości. Rzadko bowiem widzę, jak robi coś po raz pierwszy, a tak był w przypadku jedzenia sushi. 
Lokal w którym jedliśmy to Sushimado, niewielka szczecińska restauracja specjalizująca się w kuchni japońskiej. Lokal urządzony jest skromnie i nowocześnie, acz z kilkoma wyraźnie japońskimi (lub japonizującymi) akcentami. Niewiele z tego co napisano w karcie było dla nas zrozumiałe, niemniej pomoc obsługi i podstawowe rozeznanie w temacie pozwoliły nam podjąć decyzję - ja zdecydowałam się na maki z surowym łososiem, K. uznał, że aż tak odważny nie jest i zamówił maki z gotowanymi krewetkami. Sympatyczna kelnerka, przy zaserwowaniu zamówionych specjałów wyjaśniła "z czym to się je", w jakiej kolejności, dlaczego tak, a nie inaczej. Uspokoiła nas też, stwierdzając, że jedzenie palcami nie jest w złym tonie i można sobie na to jak najbardziej pozwolić, z czego ja skwapliwie skorzystałam, a K. męczył się pałeczkami. Z właściwą sobie beztroską rozrzucał ryż po podstawkach i stole, cieszył się do swojego odbicia w kulistej lampie, popijał wszystko zimną colą (która skończyła się bardzo szybko ze względu na ilości chrzanu wasabi, jakie dodawał do swojego sushi).
Do tego zamówiliśmy herbatę jaśminową - K. wrzucił do niej taką ilość brązowego cukru w kryształach, ze momentami zastanawiałam się, czy przypadkiem nie usiłuje wyprodukować jakiegoś sosu. ;)
Samo sushi określę jako potrawę smaczną, acz jedną z tych, które można zjeść raz na jakiś czas - codziennie niekoniecznie. 

Zdjęcia robione w połowie posiłku, pojedynczą porcją sześciu "zawijasków" można się spokojnie najeść. 


Ten dzbanuszek mieścił w sobie taaaaakie ilości herbaty, że zastanawiam się, jak było to możliwe. Ponadto był tak ciężki, że mógłby służyć za sprzęt na siłowni ;) Ale był piękny.



K. walczy z wasabi. Zielony japoński chrzan bardzo przypadł mu do gustu.

"Popatrz, umiem jeść pałeczkami!"

Brak komentarzy: