wtorek, 27 listopada 2012

Szczecin na rowerze

A oto kolejny z wpisów cyklu szczecińskiego. :)
Po Nocy Reklamożerców, jak już zostało napisane Ruda obudziła mnie bladym świtem o 10 rano. Zjadłyśmy śniadanie, doprowadziłyśmy się do stanu umożliwiającego pokazanie się między ludźmi i ruszyłyśmy na podbój kolejnych miejsc. Głównym punktem programu było zwiedzenie szczecińskiego, niedawno otwartego Decathlonu. Wsiadłyśmy więc na rowery i ruszyłyśmy. Ruda połechtała nieco moją dumę, stwierdzając, że wjazd za mną pod górkę był dla niej pewnym wysiłkiem (byłam święcie przekonana, że z moją kondycją i na Kozie będę najwyżej widziała majaczącą z przodu tylną lampkę jej roweru). Na ścieżce rowerowej wiodącej wzdłuż Cmentarza Centralnego i później jeszcze dalej jechałyśmy już obok siebie rozprawiając na temat pozytywnych reakcji ludzi na nasz widok, nieodpowiedzialnego zachowania niektórych użytkowników dróg - w tym zarówno pieszych, rowerzystów, jak i kierowców aut. Zanim się spostrzegłyśmy, byłyśmy już na miejscu. Mile zaskoczył mnie fakt, że parking dla rowerów przy sklepie jest zadaszony.



Przynajmniej godzinę spędziłyśmy spacerując między półkami - polary, odzież termoaktywna, rękawiczki, czapki, odzież rowerowa, do biegania, akcesoria do rowerów... i jeszcze parę innych alejek, które żywo nas zainteresowały. Podczas owego zwiedzania znalazłam też swój rower. Wprawdzie jeszcze nie mój, ale mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu. ;) Wygłupiałyśmy się przy dzwonkach z Hello Kitty, dziecięcych kaskach, które były na Rudą za duże i robiłyśmy sporo głupich rzeczy, łącznie z przyznawaniem się do blondynizmu. Z Decathlonu wyszłyśmy z kilkoma zakupami - m.in. polarami, skarpetami i kurtką oraz częścią tatowego wyposażenia kolarskiego (bo ostatnio biedny narzekał, że siodełko ma niewygodne).
Po zakupach ruszyłyśmy w drogę powrotną do centrum, by wykorzystać kolejny Groupon. Niestety pizzeria okazała się otwarta dopiero od późniejszej godziny, na co nie mogłyśmy sobie pozwolić, że względu na pociąg Rudej. Na szczęście w bezpośrednim sąsiedztwie pizzerii otwarta była restauracja Kuźnia. Lokal zrobił na nas bardzo dobre wrażenie już od początku - przepiękny wystrój wnętrza i to co najbardziej lubimy - wygodne sofy przy jednym ze stolików. 

Obie zamówiłyśmy zupę gulaszową, wcześniej jednak podano chleb ze smalcem i ogórkiem. Zupa była naprawdę dobra, a smalec zabójczy. Ponadto miejsce godne polecenia ze względu na ceny - bardzo atrakcyjne, szczególnie uwzględniając interesujące promocje (mnie wybitnie zainteresowała oferta na środy - 40% zniżki z legitymacją studencką - dopytałam, haczyka nie ma).
Po obiedzie zostało nam jeszcze trochę czasu, więc ruszyłyśmy do Kaskady w poszukiwani rękawiczek zimowych dla mnie na rower. I niestety nie produkują rękawiczek na moje łapki. Co nie zmienia faktu, że będę jeździć na rowerze również zimą.

Brak komentarzy: