poniedziałek, 17 grudnia 2012

Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł. Gdynia '70



Historia jest raczej jednym z najmniej lubianych przeze mnie przedmiotów. Nie mam pamięci do dat, nazwisk, wydarzeń. Ale jest taki okres w dziejach naszego kraju, który interesuje mnie szczególnie, a niestety zazwyczaj na lekcjach nie ma już czasu na jego omawianie: PRL. Wcześniej jednak nie było to nic szczególnego – ciekawe, ale nie dla mnie. Zmieniło się to, odkąd dość mocno zainteresowało mnie jedno konkretne wydarzenie tamtego okresu: Czarny Czwartek Grudnia ’70.  A skąd mi się to wzięło…? Długa historia, zaczynająca się od tego, że moim idolem jest Kazik Staszewski. Jestem zafascynowana muzyką, którą tworzy wraz z KULTem i Kaenżetem, jestem pełna podziwu dla słów, które pisze. 



Nie całe dwa lata temu doszły mnie słuchy, że Kazik nagrał „Balladę o Janku Wiśniewskim” – utwór do filmu „Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski Padł”. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym tego filmu nie obejrzeć, nawet, jeśli jedynym powodem miała być właśnie ta piosenka. Czas jednak mijał, a okazji do odwiedzenia kina nie znalazłam. Pod koniec kwietnia, będąc u rodziny na Śląsku, wreszcie udało mi się namówić kolegę na seans w rybnickim Cinema City. Podejrzewam, że był to już jeden z ostatnich seansów (w końcu premiera odbyła się w lutym). Byliśmy jedynymi widzami w sali.
Film mnie niesamowicie poruszył. Opowiada o wydarzeniach grudniowych w Trójmieście, a szczególnie w Gdyni. Brunon Drywa – pracownik portu w Gdyni, ojciec trójki dzieci, ginie od rykoszetu na przystanku SKM Gdynia Stocznia. Historia jego rodziny jest umiejętnie przepleciona z obrazem strajku, tragedii stoczniowców, sytuacji, w której Polak strzela do Polaka.
Po seansie mocno zainteresowałam się tematem Czarnego Czwartku nie tylko w Trójmieście, ale także w Szczecinie i Słupsku, a nawet wcześniejszych wydarzeń w Poznaniu. Kiedyś z mamą w drodze do rodziny na Śląsk miałyśmy przesiadkę w Poznaniu w środku nocy. Jedyne, co chciałam wtedy zobaczyć to pomnik ofiar strajków PRL, który na szczęście był dość blisko dworca.
Podczas naszej wycieczki rowerowej do Gdańska oczywiście nie mogło mnie zabraknąć w Gdyni, również pod pomnikiem, a przy okazji odbyłyśmy przejazd ulicą Janka Wiśniewskiego. Również w drodze powrotnej pociągiem, gdy staliśmy na stacji Gdynia Stocznia, patrzyłam na kładkę nad torami oraz na wiadukt i widziałam makabryczne sceny z filmu. Aż przechodził mnie dreszcz.
Ale miało być o książce. Przy okazji ogromnych zakupów w księgarni Weltbilt mama kupiła mi książkę „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł. Gdynia ‘70” autorstwa Mirosława Piepki i Michała Pruskiego. Jak się potem z lektury dowiadujemy, są oni scenarzystami filmu oraz kolegami z redakcji. Co ciekawe – chodzili też do tego samego liceum w Sopocie, ale wówczas jeszcze się nie znali. Obaj brali udział w zamieszkach na ulicach: siedemnastoletni Mirek w Gdańsku, szesnastoletni Michał w Gdyni. Obaj widzieli rzeczy, jakich osoba w ich wieku nie powinna ogladać. Wstęp do książki, w którym obaj opowiadają swoje wspomnienia, poruszył mnie niesamowicie. Myślę, że duży wpływ na moje wrażenie miał fakt, że w tej chwili mam siedemnaście lat i nie wyobrażam sobie, że mogłabym przeżyć ten koszmar, który oni przeżyli i potrafią o nim opowiedzieć w tak niesamowity sposób.


Większość książki tworzą wspomnienia związane z tworzeniem scenariusza. Przebiegi wywiadów z ludźmi, którzy brali udział w strajkach i ich rodzinami. Dużo miejsca naturalnie zajmują rozmowy ze Stefanią Drywą – żona głównego bohatera. Jest kobietą spokojną, pogodną, opowiada wszystko, co pamięta. Najbardziej poruszyły mnie jednak dwa inne wywiady: jeden z Wiesławem Kasprzyckim – torturowanym niemal na śmierć, drugi z Panią Żebrowską – matką zamordowanego w wieku siedemnastu lat Janusza Żebrowskiego. Obie te osoby do dzisiaj nie potrafią rozmawiać o tamtych wydarzeniach, gdy mają odpowiedzieć na pytanie - łamie im się głos, łzy napływają do oczu.
Wywiady i rzetelne opisy dziejów są przeplecione autentycznymi zdjęciami i fragmentami scenariusza, również scen wyciętych.
Dlaczego chciałabym polecić tą książkę? Czarny Czwartek należy do najmroczniejszych faktów historii współczesnej Polski i wciąż nie jest do końca wyjaśniony. Straszną tragedią było to, że większość ofiar stanowiła młodzież ucząca się w przystoczniowych szkołach lub dopiero rozpoczynająca pracę w stoczni. Książka jest wyjątkowa, ponieważ pomimo tego, że właściwie przedstawia tylko suche, oparte dokumentami fakty, bez żadnych osobistych odczuć i wtrąceń autora, potrafi niesamowicie wzruszyć. Mnie pozwoliła docenić spokój czasów, w których dane mi jest żyć, dorastać.
Post nie bez powodu opublikowany dzisiaj. Siedemnastego grudnia miała miejsce większość wydarzeń opisanych w książce. Dzisiaj mamy czterdziestą drugą rocznicę...

2 komentarze:

oliwkowe pasje pisze...

oglądałam ich film, coś niesamowitego i przerażającego.... jak ludzie potrafią traktować innych ludzi tak brutalnie....

nałogowiec literacki pisze...

Ważna i wciąż tkwiąca w nas jak zadra historii najnowszej.To jedna z tych lektur które po prostu trzeba przeczytać. Pozdrawiam.