niedziela, 20 stycznia 2013

Rodzinna niedziela


Zaczęło się od herbaty, bo jakże inaczej. A dokładnie od dzbanka i kubków. Kilka dni temu umówiłam się ze znajomymi ze stowarzyszenia, w którym działam . Spotkaliśmy się w pizzerii „Gromada”. Omawialiśmy szczegóły balu charytatywnego i przy okazji zamówiłam herbatę. Zakochałam się w dzbanku! Byłam pewna, że muszę  wrócić tu, aby napić się herbaty i spróbować pizzy. Okazja przytrafiła się sama. Szczecińscy studenci nie przyjechali na weekend i nie chciało mi się gotować niedzielnego obiadu dla naszej trójki. Zdecydowałam więc, że idziemy na pizzę.
Dzień wyszedł nam bardzo udany- lekka zupa serowa w południe, potem odwiedziny u babć i dziadka z okazji nadchodzącego święta, wreszcie wizyta w „Gromadzie”. Miejsce niesie za sobą wiele wspomnień. Ponad 20 lat temu była tu popularna w mieście dyskoteka. Klimat i muzyka odpowiadały nam na tyle, że czasami ją odwiedzaliśmy na początku naszego małżeństwa. Potem przez wiele lat był tu sklep z materiałami ogrodniczymi.
Ucieszyłam się, gdy kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że znów będzie to lokal , bo miejsce jest urokliwe.
Składa się z kilku pięter. Na parterze i pięterku są stoliki (przy czym piętro jest rodzajem galeryjki). Na drugim piętrze umiejscowiono salkę zabaw dla dzieci. Dzięki temu miejsce jest przyjazne rodzicom z dziećmi. Moje pociechy już wyrosły z „kulek”, co nie zmienia faktu, że z przyjemnością przyprowadziłam tu męża i Marzenę.
Zamówiliśmy oczywiście herbatę podaną w uroczym dzbanku (tak jak należy- wrzątek osobno, herbata osobno) oraz pizzę. Jedzenie smaczne- na naszej hawajskiej z dodatkowym brokułem było mnóstwo ananasów, a na brokułowej męża sporo  brokułów. Ciasto miękkie i smaczne. W opinii Marzenki- najlepsza pizza w Trzebiatowie.
Zdjęcia może nie najlepsze, bo zapomniałyśmy aparatu fotograficznego, więc tylko telefon został:(

Spędziliśmy miłe popołudnie, wspominając owe dawne dyskoteki. Z Marzeną wróciłyśmy myślami do naszej wyprawy i do planów na ten rok. Zauważyłyśmy, że z jednej strony chcemy, by już była wiosna, a z drugiej nie chcemy żeby już był kwiecień, bo… oczekiwanie jest takie ekscytujące.
Ważne okazuje się dążenie do celu, a nie samo jego osiąganie. Przypomniałam sobie swoje uczucia na latarni w Krynicy Morskiej, gdy okazało się, że od tego miejsca będziemy już tylko wracać. Cel został osiągnięty. I pojawił się… smutek. Ogromna satysfakcja- udało się, dokonałyśmy tego, co wydawało się nierealne, ale także smutek, że to już…
Teraz lubię czekać. Nie niecierpliwię się, nie denerwuję- czekam, bo wiem, że oczekiwanie jest równie wartościowe jak  spełnienie. 

3 komentarze:

anetapzn pisze...

Super sa takie niedziele i niezmiernie potrzebne.

Niania w Paryzu pisze...

bardzo mila niedziela... i spokojna bo wyznam szczerze, ze za spokojem tesknie od jakiegos czasu... u nas jest stanowczo zbyt duzo zajec! hi, hi!

Ruda pisze...

Każda rodzina potrzebuje chwili zatrzymania się w biegu i spokoju.