poniedziałek, 6 maja 2013

Majówkowe wspomnienia cz.1


Wiosna wreszcie się zaczęła , a z nią okres naszych peregrynacji. Zaczęłyśmy bardzo intensywnie od wyjazdu na długi weekend majowy. Byłyśmy w wielu miejscach, które postaramy się w najbliższym czasie opisać (jak wreszcie uporządkujemy zdjęcia, wspomnienia i znajdziemy czas). Razem z Marzeną byłyśmy w Trzebnicy, potem ja spędziłam dwa dni w moich Izerach, Marzena dotarła do Wrocławia. Chuda w tym czasie zwiedzała Poznań. Koniec majówki spędziłyśmy z Chudą na Śląsku.
Zacznę zatem od Trzebnicy, do której dotarłyśmy z Marzenką rowerami z Wrocławia w upalny kwietniowy piątek. Zdjęć zrobiłyśmy niewiele, zbyt zafascynowane rozpoczynającym się sezonem i spotkaniami z przyjaciółmi. Obiecałyśmy sobie za to, że w przyszłym roku przyłożymy się do zwiedzania barokowej bazyliki i innych zabytków.
Zachwyciłyśmy się ilością zieleni, ogromnym placem zabaw, parkami. W sobotę Marzena w takim tempie ruszyła ze startu, że nie miałam szansy jej dogonić. Zrezygnowałam więc z pościgu i delektowałam się pięknem doliny Baryczy. Miałam czas na obserwowanie dzikiego ptactwa na rozlewiskach, a nawet kontemplowanie wiekowych dębów.
Nasze maratony to jednak przede wszystkim spotkania z ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Już w pociągu spotkałyśmy dwoje fantastycznych rowerzystów, z którymi jesteśmy już umówione na wspólną wycieczkę po niemieckich ścieżkach.
W Trzebnicy zaś miałam okazję pokonać ostatnie 20 km. trasy w towarzystwie 77-letniego rowerzysty, dla którego był to… pierwszy maraton, a namówiony został do niego przez swojego… starszego brata, który tez gdzieś tam był na trasie!
Takie spotkania naprawdę potrafią podbudować, udowadniają, że wiek jest stanem ducha, a nie ciała. 
Gdy ja jeszcze podziwiałam schludne wioski i zielone pola, rozmawiając o życiu, śmierci i wybaczaniu, moja Marzenka dawno czekała na mnie na mecie. Efekt widać na zdjęciu:) 


Brak komentarzy: