sobota, 29 czerwca 2013

Co wydarzyło się na baszcie i "Sąsiady"

Sobota. Pierwszy dzień wakacji. Wydawałoby się, ze czas będzie płynąć leniwie. Nic bardziej mylnego. Od rana mamy z Chudą napięte plany. Dzisiaj Słowianie otwierają podwoje Baszty Kaszanej, Chuda więc zabiera swój słowiański majdan (zwozi go do baszty od kilku dni) i wychodzi. Umawiamy się, że przyniosę jej obiad. Gotuję więc ryż z truskawkami i jadę z obiadem. Na baszcie ruch. Akurat schodzi małżeństwo. Słyszę śląski akcent. Zagaduję. Od słowa do słowa okazuje się, że… jesteśmy spokrewnieni przez moją babcię, dawną mieszkankę Bierunia Starego, skąd pochodzą turyści. Zabawna sytuacja. Wymieniamy się adresami e-mail.

Po południu bierzemy udział w imprezie plenerowej „Sąsiady” organizowanej przez Trzebiatowski Ośrodek Kultury. Chuda, jak co roku, wystawia swoją biżuterię, a ja jej towarzyszę. Oglądam stoiska i słucham występów kolejnych zespołów.


"Sąsiady" to impreza folklorystyczna mająca na celu pokazanie wielokulturowości naszego miasta. Oprócz festynu organizowane są warsztaty sztuki ludowej, można zwiedzić pozamykane na co dzień kościoły i obejrzeć pałacowe wystawy.

Korzystam z okazji i wchodzę do wnętrza grekokatolickiej świątyni. Byłam tu już kiedyś, więc wiem jak ona wygląda. Przysiadam w tylnej ławce i przez chwile kontempluję ciszę i majestat miejsca.
Potem wracam na gwarną ulicę.
Chuda stwierdza, ze jest głodna, więc idę po pyszne swojskie jedzonko serwowane przez zaprzyjaźnione gospodarstwo z Gosławia ( jeden z moich uczniów prezentuje w tym czasie wyrób cegieł), dostaję także dwa talerze „zupy sąsiada”, którą rozdziela sama dyrektor TOK.


Sąsiady w tym roku dały możliwość zaprezentowania się nie tylko zespołom folklorystycznym z okolicznych wsi, ale także zgromadziły zaprzyjaźnione stowarzyszenia i grupy. Grupa rekonstrukcyjna prezentowała się z mundurach z czasów wojny, gang motocyklowy robił mnóstwo hałasu, a Trzebiatowskie Towarzystwo Kulturalne karmiło bigosem, twarogiem, chlebem ze smalcem i ogórkiem. Pojawili się także przyjaciele z Niemiec ze swoim rękodziełem.



Impreza jak zwykle bardzo udana, tylko pogoda niedopisana i raz po raz skrapiała uczestników deszczem. 

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Fajnie że opowiadacie o naszym mieście tylko czemu was tak mało jest w baszcie

Chuda pisze...

Oprowadzanie po Baszcie jest działalnością wolontaryjną, a część z osób należących do Chąśby po prostu chce dorobić sobie podczas wakacji. Niemniej jednak, jest nas wystarczająco wielu, by być w Baszcie codziennie między 10 a 18. :)