środa, 21 sierpnia 2013

Co Bornholmczycy mają w oknach, czyli podsumowanie

Początkowo myślałam, że zmieszczę się ze swoimi wspomnieniami w dwóch wpisach. Okazało się jednak, że Bornholm tak głęboko siedzi w nas, że wyrył się w naszych sercach i potrzebuje jeszcze podsumowania.
Po pierwsze dwa dni to stanowczo za mało, by zwiedzić wyspę, ale akurat tyle, by nabrać apetytu na więcej. Gui przekrzykując wiatr i szum silników statku, wołała do oddalającej się wyspy: „wrócę tu!”
Nie polecam jednodniowego wypadu z wycieczką autokarową. Moim zdaniem szkoda pieniędzy. Najlepszym sposobem poruszania się po wyspie z pewnością jest rower zapakowany sakwami i namiotem, choć dla nie wprawionego turysty może to być nie lada wyczyn, bo w północnej części wyspy są autentyczne podjazdy do 15-20%. Z noclegami nie ma większego problemu, ponieważ na wyspie znajduje się sieć campingów, nie należy za to biwakować na dziko.

Ważne, by zapomnieć o przeliczaniu wszystkiego na złotówki. Bornholm nie należy do tanich. My zapłaciłyśmy 600 zł za rejs w obie strony z rowerami. Na pobyt założyłam 600 koron i to było trafne założenie: nocleg dla dwóch osób z własnym namiotem bez karty campingowej (na jedną noc na wyspie nie trzeba jej wykupić- warto to wiedzieć, bo w przewodniku o tym nie było) – 170 koron, Dwa śledzie po bornholmsku i dwa małe piwa- 154 korony, średnia pizza i dwa napoje -  też tyle. Resztę wydałyśmy na bułki, kawę i pamiątki.
Spokojnie można porozumieć się po angielsku, nasza łamana angielszczyzna była w pełni zrozumiana, do tego na campingu otrzymałyśmy kartkę z mapą campingu i… całostronicową informacją w języku polskim!  
Czasami warto zjechać z utartych szlaków i zobaczyć coś więcej… A miejsc niezwykłych i ciekawych jest bezliku i to zarówno dla miłośników cywilizacji, a raczej jej historii,  jak i natury. My chciałyśmy zobaczyć latarnie morskie- znalazłyśmy ich 6. Reszta została jedynie liźnięta, zaznaczona. Mamy ogromny niedosyt. Tyle jeszcze miejsc zostało do odkrycia i zobaczenia i do tylu chciałoby się wrócić. Sama najchętniej wróciłabym na północny cypel, by pozachwycać się skałami wpadającymi do Bałtyku, by zdążyć na wschód słońca na wschodzie, a na zachód na zachodzie. By chłonąć aurę tajemniczości wśród wrzosowisk i menhirów. I jeszcze posłuchać ciszy. A Gui? Jej najbardziej podobało się wschodnie wybrzeże i małe domki w miasteczkach i wioskach.

A na zakończenie jeszcze kilka słów o bornholmskich oknach. My na parapetach czasami stawiamy doniczki, rzadziej bibeloty, okna szczelnie otulamy firankami, zasłonami, żaluzjami, roletami.
Bornholmczycy całe parapety mają zastawione świecznikami, figurkami z gipsu, metaloplastyką, drewnianymi rzeźbami, doniczkami z kwiatami. Nieraz pojawiają się dodatkowe półeczki na kolejne drobiazgi. W każdym oknie inna wystawka. Firanki pojawiają się rzadko i raczej jako element kompozycji. Przez okno można zajrzeć do środka mieszkania, a nawet na podwórko po drugiej stronie domu, bo większość domków tak jest zbudowanych, by pokój miał szerokość domu.  I jest w tych domach przestronnie i jasno. Widać też, że mieszkańcy wyspy mają zmysł artystyczny, w każdej wsi była przynajmniej jedna galeria. Inną ciekawostką są wystawione przed domem kramy z warzywami z ogródka lub z rękodziełem, lub z tym , co akurat jest w nadmiarze, np. zbędne zabawki. Podane są ceny i wystawiona skarbonka. Potrzebujesz kilogram ziemniaków? Bierzesz woreczek i zostawiasz korony. Proste, prawda?



Wiem, że jest wiele pięknych miejsc i nie sposób zobaczyć wszystkiego, ale jeśli będę miała jeszcze możliwość, to wrócę na Bornholm.

9 komentarzy:

Kingowa pisze...

wystawia się skarbonkę i towar i nikt nie ukradnie. przeprowadzam się tam chyba

Echo pisze...

O tak, okna ogladane ze srodka czesto sa malymni dzielami artystycznymi o tematyce przyroda, ulica, przechodziem, sasiedni budynek... moze to wlasnie dobry smak artystyczny? Mnie tez zauraczaja kolekcje roznych ksztaltow i kolorow malych i duzych buteleczek w oknach 'na poleczkach' lub calkiem okazale egzemplarze zaglowcow.
W Laponii na styku Szwecji, Norwegi czy Finlandii, byl sklep tzw. 'z mydlem i powidlem', byla kasa i otwarte drzwi przez 24 godziny i 7 dni w tygodniu bez sprzedawcy czy innej obslugi, ktos raz na jakis czas uzupelnial polki :). Mozna bylo brac i plcic, i samemu sobie wydawac reszte :) Po dluzszym czasie, po jakims renamencie, okazalo sie, ze w kasie wyszla nadwyzka niewielka (pewno braklo drobnych na reszte). Uczciwi ludzie? Dawniej, no moze jakies 60 lat temu) domow sie nie zamykalo ale gdy wlasciciel wyruszal w gosci lub w sprawach (...-dowych)to stawial pod drzwiami miotle na znak, ze nie przyjmuje dzisiaj gosci... Dzisiaj jeszcze pranie wyschnie na sznurku przez noc bez potrzeby dosuszania go na sznurku innego wlasciciela, ale rowery sie juz zamyka na noc jak i inne pojazdy a domy monitoruje... (na terenach polnocnych nie tylko na wyspach, bo tam jeszcze inne prawa rzadza)

konik polski pisze...

Zazdroszczę wakacji, ale nie tak wrednie, raczej z żalem, tak chętnie uciekłabym od problemów choć na moment.Pozdrawiam - Paulina

Ruda pisze...

Bornholm to dobre miejsce na nabranie dystansu także do problemów.

Sol i Alien pisze...

Aż bym chciała zobaczyć takie przykładowe okno z wystawą... :)
Super, że nawet tam jakieś info po polsku można dostać! :)
Pozdrawiam,
Sol

Ruda pisze...

Sol, strasznie nas korciło, żeby te okna fotografować, ale jakoś wydawało się to krępujące, takie podglądanie cudzego życia. A informacją po polsku byłyśmy mile zaskoczone.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

No właśnie, nie zawsze da się sfotografować otoczenie, jeśli szanuje się cudze życie, też mam takie opory, chociaż niektóre obrazy aż proszą się o uwiecznienie; bierze się ziemniaki, a korony do skarbonki, nie wyobrażam sobie tego u nas, a szkoda! piękna wyprawa, szkoda, że tylko dwa dni, jak mniemam, już planujecie następną; fajnie tak podróżować i zwiedzać z córką, ja mam dwóch synów; pozdrawiam.

Ruda pisze...

Jest tyle nieodkrytych jeszcze przez nas miejsc, że chciałoby się być wszędzie, ale masz rację, myślę, że wrócimy na Bornholm, ale myślimy już o Rugii i latarniach morskich na niemieckim brzegu Bałtyku

Krzysztof Gdula pisze...

Aniu, pozazdrościłem wam tej wycieczki. Z Ustronia do Kołobrzegu niedaleko, a stamtąd odpływają promy na Bornholm, więc… więc będzie mnie korciło wyrwać się tam. Chciałbym połazić uliczkami tych sennych wiosek i miasteczek, zobaczyć te wyjątkowe wrzosowiska na brzegu, może posmakować lokalnej kuchni. Świat jest piękny.
Pozazdrościłem też ludziom tam mieszkającym: zostawić towar i skarbonkę bez dozoru. Coś niesamowitego. Wspaniałego.