sobota, 24 sierpnia 2013

Jedziemy nad jezioro

Sobotni poranek, właśnie wtaszczyłam przywiezione ze sklepu zakupy. Głowę mam pełną spraw do załatwienia i rzeczy do zrobienia „przy sobocie”. A tu mąż wyskakuje z tekstem:
- Jedziemy nad jezioro? – zaniemówiłam. Wszystkiego się spodziewałam, ale nie własnej inicjatywy mojego Ślubnego!
- Nie tak zaraz! Muszę przygotować obiad, podgotować pomidory na przecier, ze słoninki zrobić smalczyk. Pomóż mi w kuchni, będzie szybciej.
Ślubny ochoczo wziął się do pracy. Dzięki temu przed jedenastą mogliśmy zapakować kawałki gorącego kurczaka, chleb, trochę owoców i warzyw i ruszyć nad jezioro.
Wybraliśmy się do Kołomącia, bo blisko i dawno tam nie odpoczywaliśmy. Rowery jakby same sunęły, zwłaszcza mój , bo schowana za Ślubnym nie odczuwałam wiatru.  Jechaliśmy trochę ponad godzinę. Na kąpielisku zapłaciliśmy za wejście, rozłożyli koc i mogliśmy rozpocząć leniuchowanie.

No tak, ale leniuchowanie w naszym wydaniu polegało na jedzeniu, godzinnym pływaniu kajakiem po jeziorze i planowaniu dwudniowego biwaku na kąpielisku połączonego z wędkowaniem i zwiedzaniem pobliskich lasów. Po 14.00 stwierdziliśmy, że jeszcze sprawdzimy temperaturę wody w jeziorze- mąż nawet chwile popływał, ja z racji braku umiejętności pływania połaziłam po mieliźnie i … stwierdziliśmy, że dosyć już się nabyliśmy, możemy wracać!
Kąpielisko w Kołomąciu jest popularnym miejscem wypoczynku gryficzan. Czasami można spotkać tu także trzebiatowian, bo leży zaledwie 25 km od Trzebiatowa. Można tu rozbić namiot lub wykupić noclegi w domkach (część to pamiętające poprzednią epokę campingi, część to całkiem stylowe drewniane domki. Całkiem nieźle wygląda krąg ogniskowy i otoczenie niewielkiego baru.  Jest także niewielkie pole namiotowe. Infrastruktura kąpieliska mile nas zaskoczyła w porównaniu z tym, co pamiętaliśmy sprzed… 20 lat! Ślubny zdziwiony był spokojem- nad jeziorem wypoczywało zaledwie kilka rodzin. Wyjaśniłam mu zatem, że w sobotnie południe ludzie zazwyczaj gotują obiad lub sprzątają i robią zakupy. Gdy my już opuszczaliśmy Kołomąć, w kierunku jeziora zmierzało kilka samochodów.
Może nie ma tu luksusów, ale mile spędzić czas. (pod warunkiem, że nie ma się za sąsiadów rozwrzeszczanej grupy dzieciaków).

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w CzekoladowejLokomotywie na mrożonej kawie, a po południu ja dokończyłam przecier pomidorowy i smalec ze skraweczkami do chleba. Sprzątanie odłożyłam na czas bliżej nieokreślony. Cóż. Dom jest do mieszkania, a nie do sprzątania. 

7 komentarzy:

ardiola pisze...

Jaki miły dzien i ostatni weekend wakacji. Ja tez tam muszę pojechać.Zdjęcia zachęcają bardzo.

Małgorzata Chrobak pisze...

Piękne zdjęcia:) Od razu widać, że warto odwiedzić to miejsce:) Pozdrawiam:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Może to i lepiej, że nad jeziorem nie ma rozbudowanej infrastruktury, przez co i ludzi mniej, bardzo ładne otoczenie, piaszczyste zejścia do wody, a najbardziej zauroczyła mnie głębia z białymi liliami wodnymi, czarowne miejsce; a tak naprawdę, to nie chciałoby mi się już kończyć przecieru i smalczyku po powrocie, dobrze, że darowałaś sobie sprzątanie, odpoczynek jak najbardziej wskazany, wszak przejechaliście trochę kilometrów i powiosłowaliście; pozdrawiam serdecznie.

Ruda pisze...

Widzisz, Mario, tylko, że pomidorki już musiały być zrobione, a smalczyk był dla Gui, która następnego dnia wyjeżdżała do Wrocławia:)
A miejsce faktycznie czarowne, pod warunkiem, że chciało się trochę odpłynąć;)

sia pisze...


dom to nie muzeum, a takie wycieczki nie powinny czekać...
To lubię
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
http://kadrowane.bloog.pl/

Trajbajowa pisze...

Zgadzam się z Twoim podsumowaniem :) Fajna wycieczka!

agrestaco6 pisze...

wspaniały blog <3 wpadnij do mnie i zaobserwuj jak Ci się u mnie spodoba ;D http://agrestaco6.blogspot.com/search?updated-min=2013-01-01T00:00:00-08:00&updated-max=2014-01-01T00:00:00-08:00&max-results=6