wtorek, 13 sierpnia 2013

Morskie potwory w Rewalu

- Radości życia powinniśmy się uczyć od dzieci.- stwierdziłam, gdy już obie z moją koleżanką Dorotą klapnęłyśmy na drewnianej ławce w Parku Wieloryba w Rewalu. 
- Ale to wcale nie jest takie proste, westchnęła Dorota, sącząc mrożoną kawę przez słomkę. Uśmiechnęłam się do niej. W tej chwili akurat my też już miałyśmy wszystko, co było nam potrzebne do szczęścia. Po ponadgodzinnej bieganinie za dwojgiem dzieciaków wreszcie mogłyśmy usiąść, bo dzieci zajęte były skakaniem na dmuchanej trampolinie. 
To było rewelacyjnie spędzone popołudnie. 

Już od początku wakacji obiecywałam bratankowi mojego męża, że odwiedzimy Park Wieloryba. Jeszcze w czerwcu widziałam, jak budowano tę nową rewalską atrakcję i byłam jej bardzo ciekawa. Moje dzieci są już jednak za duże na taką zabawę, więc zwiedzanie zaplanowałam z Wojtkiem (czasami "pożyczam" go, gdy mam ochotę na jakąś dziecięcą zabawę). Do towarzystwa zabrałam jeszcze Dorotę z Weronką - w końcu miałam wolne miejsca w samochodzie, a i towarzystwo koleżanki wydawało mi się wskazane.

Miałam pewne obawy dotyczące parkingu. Okazało się jednak, że ten przy parku jest dosyć przestronny i łatwo znalazłam miejsce. Po zakupie biletu rodzinnego (cena 60 zł) - bardzo nowoczesna rodzina 2+2 ;) znalazłyśmy się na terenie parku. Dzieciaki radośnie popiskiwały już od dobrych kilku minut, teraz rzuciły się do zwiedzania. Ledwo nadażyłyśmy za tą roześmiana parą. Co jakiś czas maluchy przystawały. Wojtek jako starszy, czytał nazwy ryb lub innych stworów, wymieniał się z Weronką spostrzeżeniami. My zaś biegałyśmy z aparatami fotograficznymi, by uwiecznić tę niskrępowaną dziecięcą beztroskę. 


Gdy już wszystkie stwory zostały dokładnie obiegnięte, obejrzane i sfotografowane, dzieci poszły na plac zabaw, a my delektowałyśmy się wspomnianą już kawą. 


Obie stwierdziłyśmy, że pomysł na zabranie tu pociech to strzał w dziesiatkę. Dzieci były żywo zainteresowane przedstawionymi  stworzeniami morskimi, chętnie słuchały ciekawostek na ich temat , a nawet same próbowały czytać nazwy. 
Nam spodobała sie lokalizacja parku. Po pierwsze usytuowany jest na wjeździe do Rewala, z dala od plażowo-jarmarcznego zgiełku. Po drugie świetnie wykorzystuje możliwości terenu. Zachowano zarówno wzniesienia, jak i nieckę z bagnami. Zamiast niwelować teren, wybudowano kładki, z których ogląda się wychylające się z trzcin stworzenia. Po niewielkim stawie pływa tratwa z szkieletem pirata, z wody wystają płetwy rekina, a na niewielką plażę próbuje się wydostać nurek. 

Na plaży umieszczono też leżaki, ławy, parasole i sztuczne palmy, by utrudzeni rodzice mieli gdzie odpocząć, zjeść i napić się kawy. Nawet niewielki sklepik z pamiątkami oferuje dosyć wyważoną tandetę z zachowaniem tematyki morskiej. Pozwoliłyśmy zatem dzieciom na pobuszowanie po sklepiku i wybranie pamiątek. 

Myślę, że Park Wieloryba jest ciekawą alternatywą dla panoszących się wszędzie dinozaurów. 

1 komentarz:

Andrzej Fijałkowski pisze...

A tutaj wieloryby z lotu ptaka http://www.rewal.net.pl/pano/rewalskie-wieloryby/