sobota, 28 września 2013

Po dary jesieni

Usiedliśmy przy kuchennym stole- Ślubny i ja. Ostatnio często tak siadamy we dwoje, bo dzieciaki się porozjeżdżały. 
Tym razem jednak nie piliśmy herbaty, lecz po lampce wina z białej porzeczki, bo właśnie to wino było dziś zlewane do butelek. Z wszystkich win, jakie robimy od wczesnego lata, to z białej porzeczki smakuje mi najbardziej. Wytrawne, o lekko owocowym smaku. Właśnie to wino podajemy do wigilijnej kolacji ( i dlatego zlewane jest już do bożonarodzeniowych butelek ;) )



Delektując się owym „beaujolais nouveau” , przetwarzaliśmy dary jesieni – suszyliśmy grzyby zebrane o poranku w pobliskich zagajnikach(prawdziwki i kozaki- niestety nim zdążyłam zrobić zdjęcia- grzyby były już pokrojone). Jabłka i głóg Ślubny wrzucił do kolejnej butli na wino- wychodzi takie ładne, różowawe w barwie i delikatne w smaku.
Z jabłek przygotowałam też ciasto do porannej kawy, a dzikie gruszki obrałam i wyłożyłam do suszenia- przydadzą się do wigilijnego kompotu.







Pracując wspólnie, rozmawialiśmy o dniu, który powoli się kończy. Miła była ta sobota. Najpierw o poranku pojechaliśmy rowerami na grzyby i dzikie owoce- zabraliśmy naszego psa.
 Na obiad przygotowaliśmy sobie grzybki z kiełbaska i ziemniakami. Potem zaplanowaną mieliśmy przejażdżkę rowerową z dzieciakami z mojej szkoły. Na powitanie jesieni stawiło się dwóch rozrabiaków, z którymi pokonaliśmy kilkunastokilometrową trasę wśród pól i pobliskich wiosek. Pogoda nam dopisała, jechało się raźnie i wesoło. Wybrałam odpowiedni dystans- pod koniec chłopcy już narzekali na ból nóg. Mam nadzieję, ze następnym razem będą już w lepszej kondycji. To była pierwsza z zaplanowanych na tę jesień wycieczek. Kolejna za tydzień.



Teraz słucham jednostajnego szumu wentylatora kuchenki, gdzie suszą się nasze grzyby i owoce, sączę wino i cieszę się z przyjemnie spędzonego dnia. 

4 komentarze:

anetapzn pisze...

Nie masz pojęcia jak wam zazdrościmy tego wina. Uwielbiam wino, a już takie domowej roboty, miodzio:) A wiesz, że takiego z białej porzeczki nigdy nie piłam.

Ruda pisze...

Jest czego zazdrościć:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Zmyliły mnie troszkę te jabłka i głód, wrzucone do butla, ale potem pomyślałam, że chyba chodzi o głóg :-) przed nami zlewanie wina z mniszka, i z kwiatów czarnego bzu, które robiliśmy po raz pierwszy; miłe są takie chwile, wspólnie spędzane, wspólne roboty, wolny czas, nieśpieszne rozmowy, nawet ta lampka wina wieczorem, to tzw. celebrowanie chwil; pozdrawiam.

Ruda pisze...

Oj , oj... juz poprawiłam literówkę:) a o winie z mniszka słyszałam, ale nie próbowałam.