wtorek, 8 października 2013

O jesiennej zadumie i ścieżce rowerowej

Prognozy pogody na niedzielę zapowiadały ciepełko i niewielki wiatr, więc już od piątku szykowałam się na kolejną rowerową eskapadę, zwłaszcza, że Chuda miała własne plany ( a jakie , pewnie na swoim blogu napisze), a Ślubny zapowiedział odsypianie męczącego tygodnia.
Od pewnego czasu chodziła za mną droga rowerowa do Rymania. Postanowiłam więc ten plan wcielić w życie. Wyjechałam, gdy tylko opadły poranne mgły. Najpierw do Kołobrzegu moją ulubioną ścieżką rowerową wzdłuż Bałtyku- o tej porze roku jest ona już pusta i spokojna. 

Żadnych spacerowiczów, rolkarzy, znikoma ilość biegaczy i rowerzystów.  Nim się obejrzałam byłam w Kołobrzegu, skierowałam się w stronę Zieleniewa. Po prawej stronie właśnie mijałam Cmentarz Wojskowy, gdy coś mnie ruszyło. Tyle razy obok tego miejsca przejeżdżałam samochodem, za każdym razem obiecując sobie, że kiedyś zatrzymam się i zwiedzę.


 I nigdy się nie zatrzymałam…. Teraz zeszłam z roweru. Zagłębiłam się w żwirowe alejki. Obejrzałam pomnik i makietę, a potem szłam wzdłuż tablic nagrobnych. Sami młodzi chłopcy. Mieli po 20-22 lata…. Tyle, ile mój syn. Pewnie mieli marzenia i plany, , gdzieś czekały dziewczyny, narzeczone. A oni zostali na zawsze tu… pod Kołobrzegiem.

Ale najbardziej bolały mnie tablice z napisem 30 nieizwiestnych soldat.  Oni przybyli z daleka. Bardzo daleka. Gdzieś czekały na nich matki. Takie jak ja… Czekały i czekały , i nigdy nie dowiedziały się, jak i gdzie zginęli ich synowie, bo oni leżą pod bezimiennymi tablicami.
Zrobiło się cicho i refleksyjnie. Nawet szum ulicy stał się stłumiony i przygłuszony. Pod stopami chrzęścił żwir. Miejsce pełne zadumy…

A potem wskoczyłam na siodełko i pognałam do Bezprawa , obserwując postępowanie budowy ścieżki rowerowej łączącej Kołobrzeg z istniejącą trasą do Gościna i Rymania.
A potem było coraz cudniej i cudniej. Droga rowerowa prościutka, najpierw z kostki a potem elegancki gładki asfalt. Nawet nie przypuszczałam, że zaledwie 20 km od Trzebiatowa znajduje się takie cudo! Łąki, jesienny las… Ścieżka mija wioski, gdzieniegdzie przecina drogi. Tylko w Gościnie musiałam poprosić miejscowych o pomoc w znalezieniu trasy do Rymania, bo akurat w miejscu, gdzie się ta ścieżka zaczyna prowadzone są roboty drogowe. Kolejny cudny las, pełno grzybiarzy z wiadrami grzybów. Także spotykani na trasie rowerzyści byli bardziej grzybiarzami niż rowerzystami. Na jednym z miejsc postojowych minęłam parę sakwiarzy.

 Dalej znów spokój i cisza. Sarny na polach. W Rymaniu przejeżdżam przez drogę krajową na światłach i…. ścieżka prowadzi mnie dalej do Rzesznikowa. A tam…. No mało brakowało, a zamiast skręcić do Gryfic pojechałabym dalej, bo mnie ta ścieżka prowadziła…  Niestety asfalty powiatu gryfickiego dały mi się we znaki i ostatnie 25 km było męczące.
W sumie zrobiłam 100 km, w tym 50 km ścieżką rowerową. Ścieżką nie tylko szeroką i dobrze utrzymaną, ale także poprowadzoną sensownie i z głową- z zabezpieczeniami w miejscach niebezpiecznych, znakami drogowymi i ciekawie urządzonymi miejscami postojowymi.

Jak widać nie tylko na Bornholmie można fajnie pojeździć i u nas też się zaczyna zmieniać na lepsze. 
A dla dociekliwych ślad trasy

6 komentarzy:

Lucia pisze...

Piekny wpis ... szczegolnie wzruszylas tymi refleksjami o Cmentarzu Wojskowym. mam w Tomaszowie mazowieckim na takim cmentarzu bliska mi osobe ( chociaz zginal przed moim urodzeniem sie).

Ruda pisze...

Wiesz, Luciu, na codzień nie myśli się o przemijaniu, ale jesień i bliskość Zaduszek skłania do refleksji...

Marchev ka pisze...

To prawda, wojskowa część kołobrzeskiego cmentarza jest piękna, wzbudza refleksje. Pamiętam szkolne wycieczki z różnych okazji, a w liceum moja klasa miała się zajmować którąś częścią tego miejsca, ale ostatecznie zajęła się tym klasa historyczno-społeczna.
A jeśli chodzi o Rymań - widziałaś odrestaurowany pałac i teren wokół niego? Wraca wiara, że zabytki architektoniczne nie muszą niszczeć i czekać na zawalenie.

Długość ścieżek poza miastem wzbudza radość, w samym Kołobrzegu spójny jest tylko szlak wzdłuż brzegu morza, po centrum jazda rowerem jest trudna i niebezpieczna.
Pozdrawiam i gratuluję świetnej wycieczki :)

Ruda pisze...

Pałac w Rymaniu mignął mi między drzewami, na bliższe oglądanie nie miałam czasu, jeśli chodzi o rower w Kołobrzegu to się z Tobą zgadzam-miejscami masakra, a często mam okazje przecinać miasto z wschodu na zachód i jeszcze nie znalazłam optymalnego rozwiązania:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jak się jedzie samemu na rowerze? czy podobnie, jak samotna wędrówka po górach? często mijamy ciekawe miejsca, dopiero jakiś impuls wewnętrzny każe nam się zatrzymać, doświadczyliśmy tego niejednokrotnie; lubimy zwiedzać stare cmentarze, u nas to zazwyczaj opuszczone w wysiedlonych wsiach, gdzie czas zatrzymał się po wojnie, napisy cyrylicą próbujemy odczytać; bardzo refleksyjny wpis, o tych młodych chłopcach ... matki czują więź z ich matkami, czy to swój czy wróg, ale czyjś syn; pozdrawiam serdecznie.

Ruda pisze...

Tak, Mario- samotna jazda na rowerze przypomina samotną wędrówkę- tylko Ty i Twoje myśli, Twój wysiłek. I zatrzymujesz się, wtedy, gdy masz taką potrzebę.
Widziałam zapomniane wschodnie cmentarze , dawno temu w Bieszczadach, tu na Pomorzu mamy cmentarze niemieckie. Równie zapomniane i równie inne...