niedziela, 27 października 2013

Poznań- "dzień nostalgiczny"

- A może Poznań?- zapytałam męża, gdy planowaliśmy nasz coroczny urodzinowy weekend. Pomysł został zaakceptowany, więc zaczęłam szukać odpowiedniej oferty rabatowej na noclegi. Zaplanowałam tzw. minimum programowe i ruszyliśmy w podróż.
Mile zaskoczył nas pociąg interregio  „Mewa”, który nie tylko był nowoczesny i czysty, ale nawet wyposażony był w Internet. Jadać więc do Poznania , mogliśmy dokończyć planowanie. Rozłożyliśmy na stoliku mapy, przewodniki, otworzyli odpowiednie strony internetowe i tak powstał plan naszej eskapady.
Poznań jest dla nas miejscem szczególnym, nostalgicznym. To tu na dworcu PKP poznaliśmy się w czerwcu 1989 roku. Przez cały rok spotykaliśmy się w tym mieście, gdzie Ślubny uczył się w szkole chorążych. Z braku funduszy całymi dniami wędrowaliśmy po muzeach, parkach, skwerkach.
Potem byliśmy w Poznaniu tylko raz- na wystawie malarstwa wielkich impresjonistów francuskich w 2001 r.
Tym razem postanowiliśmy sobie, że zwiedzimy miejsca, których wtedy nie widzieliśmy, bo jakimś dziwnym trafem do nich nie dotarliśmy albo ich jeszcze nie było oraz te, które były nam szczególnie bliskie.
I tak powstał zarys pobytu. Pierwszy dzień- piątek nazwaliśmy „dniem nostalgicznym”. Rozpoczęliśmy go do poszwędania się po dworcu PKP – bardzo zdziwił nas nowy dworzec i to, że został połączony z ogromnym centrum handlowym. Potem, pieszo powędrowaliśmy znanymi uliczkami na rynek, żeby zakupić karty turysty. Z lubością korzystamy z tej formy promocji, gdyż pozwala nam ona nie martwić się o bilety komunikacji miejskiej i daje mnóstwo zniżek w różnych miejscach. Pierwszą zniżkę wykorzystaliśmy już „Pod koziołkami”, gdzie koniecznie musieliśmy zajrzeć. 
Potem obowiązkowe koziołki na ratuszu i można przejść do Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych. To tam, wówczas jeszcze wyższej szkole oficerskiej wojsk pancernych uczył się Ślubny. Na terenie jednostki byłam tylko raz- na mężowskiej promocji ( dobrze znałam tylko izbę odwiedzin) . Teraz miałam okazje obejrzeć miejsce, gdzie Ślubny spędził trzy lata. Na terenie centrum znajduje się niesamowicie nowoczesny sprzęt, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie mniejsze wrażenie zrobiła i kolekcja czołgów, znajdująca się w mieszczącym się tam muzeum.

W pobliżu jednostki znajduje się urokliwe jezioro Rusałka, gdzie także spędzaliśmy mnóstwo czasu, bo było blisko, romantycznie i nie trzeba było płacić. Okazało się, że Rusałka na szczęście niewiele się zmieniła, więc spacerowaliśmy jej brzegiem, przypominając sobie ten pierwszy rok.
Ostatnim punktem programu była Palmiarnia. Jakoś tak się złożyło, że ominęliśmy ją 24 lata temu i należało to niedopatrzenie naprawić. To był dobry pomysł, bo na dworze było deszczowo i chłodno, a w palmiarni cieplutko i egzotycznie. Obejrzeliśmy kolekcje tropikalanych roślin- mnie najbardziej podobały się rośliny kwitnące i… ulubione kaktusy. Potem były motyle i ryby.



Już mocno zmęczeni postanowiliśmy zameldować się w hotelu „Gromada”. Nim tam dotarliśmy, przejechaliśmy kilka przystanków tramwajem w te i we wte, bo się nam kierunki pomyliły . 

9 komentarzy:

Marchev ka pisze...

Pociągi coraz częściej są czyste, czy też prawie czyste. Chyba era klejących się przedziałów powol cai mija iłe szczęście! Podoba mi się ten spacer, a zastanawia mnie tylko możliwość wejścia na teren CSWL. Czy tam jest jakiś oddzielny dział "Muzeum" dostępny dla zwykłych śmiertelników, czy trzeba to załatwiać po tzw. "linii wojskowej"? Chciałabym wiedzieć na wypadek, gdyby mnie wzięło na wycieczkę do Poznania ;)
Pozdrawiam!

Ruda pisze...

Z tego, co zauważyłam, to cywile też mogą wejść do muzeum, które jest częścią centrum. Może na stronie centrum będą informacje.

ardiola pisze...

Pociągi teraz są coraz przyzwoitsze, ja też zauważam, podróżując z kieleckiego na Dolny Śląsk. Również z Poznaniem mam miłe wspomnienia. Moj pierwszy mąż studiował tam germanistykę, a ja pracowałam tam kiedyś jako wychowawczyni na koloniach w ramach praktyki nauczycielskiej po pierwszym roku. Ale nie byłam w Poznaniu od wczesnych lat 80.kiedy po studiach szukałam tam pracy i nawet coś znalazłam, ale w koncu zrezygnowałam, bo dostałam mieszkanie w mieście rodzinnym. Chciałam nawet robić jakies studia podyplomowe, pamiętam. Zapobiegliwi rodzice wplacali mi wiele lat na ksiazeczkę mieszkaniową i mialam mieszkanko prosto po studiach. I tak urządzili mi zycie w pewnym sensie.

Niania w Paryzu pisze...

To troche moje miasto Poznan i te twoje wspomnienia przywoluja moje.... Dziekuje za spacer!

nicka pisze...

ominęliście Palmiarnię, ponieważ w tamtych latach była w remoncie. Ten remont trwał chyba z 10 lat...

Ruda pisze...

No tak... całkiem możliwe:)

Ruda pisze...

Możliwość otrzymania mieszkania często determinuje nasze wybory, układa nasze życie.

Trajbajowa pisze...

Cieszę się ilekroć ktoś pisze o Poznaniu, bo choć jeszcze krótko tu mieszkam, to lubię to miasto bardzo :)

Ruda pisze...

Zauważyłam, widać tę sympatię w Twoich wpisach.