niedziela, 13 października 2013

Sabacik w Szczecinie i zapowiedź konkursu

Kilka dni temu padło hasło:
- Przyjedź do Szczecina!
Pomysł podsunęła Gui - spędzała weekend w stolicy województwa i przy tej okazji mogłyśmy się spotkać na małym sabaciku. Umówiłyśmy się na śniadanie w Kaskadzie. Punktualnie o 9.30 znalazłyśmy się w części gastronomicznej galerii i po krótkiej naradzie ustaliłyśmy, że zasiadamy w Pizza Hut, gdzie jest akurat promocja na bar sałatkowy- druga i trzecia porcja za 9.90 zł i dokładasz do bólu, ile chcesz.
W efekcie przez dwie godziny obżerałyśmy się warzywami i owocami, popijałyśmy najpierw kawę, potem mrożoną herbatę (bez lodu) i gadałyśmy, gadałyśmy, gadałyśmy.
A  było o czym rozmawiać, bo przecież nie widziałyśmy się prawie cały miesiąc. Były więc rozmowy o szkole, facetach, planach, zakupach, rowerach. Zabawy było co niemiara, śmiechu też- Chuda skarży się dziś na zakwasy na brzuchu od śmiechu! Gdy po dwóch godzinach postanowiłyśmy w końcu zmienić miejsce pobytu (chociaż kanapy w Pizza Hut są wyjątkowo wygodne), kelnerka wyglądała na niepocieszoną.

Potem wędrowałyśmy po sklepach w poszukiwaniu butów, sukienki i zwyczajnym oglądaniu wystaw. Dziewczyny co chwila piszczały na widok jakiegoś drobiazgu, przymierzały to i owo. Wreszcie Gui znalazła idealną sukienkę, a ja zimowe obuwie. Dostałam też prezent od Gui i jej M.- „Planetę dobrych myśli” Beaty Pawlikowskiej. Będę sobie czytała, gdy przez przypadek zapomnę , dlaczego świat jest taki piękny.

Usatysfakcjonowane zasiadłyśmy w kafejce nad kubkiem latte. Tym razem towarzyszył nam już M. , więc i tematy się zmieniły- rozmawialiśmy o filmach- zwłaszcza horrorach, którymi pasjonują się Gui i M., reklamie, zwłaszcza telewizyjnej, która jest jedyną częścią twórczości telewizyjnej, jaką mogę ewentualnie oglądać. Ostatnio zafascynowała mnie reklama papieru toaletowego, bo stworzyć zabawną reklamę papieru do d…, no trzeba umieć.


I tak spędziłyśmy całe przedpołudnie. Potem ja wróciłam do domu, a dziewczyny poszły szykować się na koncert. (ciągle mam nadzieję, że one wreszcie opanują lenia i o tym napiszą). 

A z innej beczki- może zauważyliście, że w prawym górnym rogu pojawił się licznik- czyli za kilka dni pojawi sie konkurs: "Łap licznik". Okazja będzie podwójna- owe 25.000 wejść i nasze urodziny. Właśnie szykuję drobiazgi na nagrodę. Jak uzbieram odpowiednią ilośc rózności, ogłoszę konkur i pokaże, co można wygrać:) 

11 komentarzy:

ivoncja pisze...

Masz pewnie na myśli reklamę z rolką papieru na wyświetlaczu tableta? Też mnie ubawiła. :) A dziewczyny bawiły się może w dawnym Słowianinie? Bo moja Ola tam była.

ardiola pisze...

Co za spotkanie! Wiem coś o tym. Sama mam dwie dorosłe córki i nasze wspólne wyjscia uwielbiam. Zwłaszcza, gdy mam wolnej kasy na wydanie.
A gdzie twoja orzechowa chata?

Ruda pisze...

Chatka pod orzechem stoi sobie na zboczu Blizbora w Górach Izerskich.
Jeśli zajrzysz w archiwalne, lipcowe wpisy, to zjadziesz opisy:)

ardiola pisze...

Byłam tez na Gali Izerskiej i niedawno coś wspominalam o tym. O tym szlaku gornictwa, czytalam u ciebie wcześniej, Gierczyn bardzo mi sie spodobal. I parę pieknych domów w Antoniowie. Nie moglam sie wtedy zorientowac skąd naprawde jestes, bo potem bylo juz duzo o morzu.
Czyli jestesmy sąsiadami, mozna powiedziec. Cieszę się i może w okresie swiątecznym będzie okazja się spotkać. Pozdrawiam tymczasem ze świetokrzyskiego.

Ruda pisze...

Tak, czasami jesteśmy sąsiadami :)

Trajbajowa pisze...

Lubię to miast i gdyby ktoś powiedział "Przyjedź do Szczecina" to nawet bym się na zastanawiała ;)

Ruda pisze...

Więc przyjedź:)

Marchev ka pisze...

A ja właśnie wręcz przeciwnie. Szczecin kojarzy mi się tylko ze stalowymi potworami, czyli tramwajami i wszelkimi utrudnieniami drogowymi. :D

Ruda pisze...

Marchevko, bo do Szczecina trzeba się przekonać, trzeba w nim trochę pobyć, posłuchać, jak bije jego serce...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Czas spędzony z dziećmi ... cieszy się serce matczyne, kiedy dzieci garną się do domu, lubią siebie, chcą razem spędzać czas; jak patrzę na Was, to ciężko rozpoznać, która mama, a które córki; podczytałam poprzednie komentarze i również sięgnę w wolnym czasie do archiwum bloga, bo ciekawa jestem "orzechowej chatki"; pozdrawiam Was serdecznie.

Ruda pisze...

O Chatce pod orzechem pewnie w grudniu będę pisać, gdy będę tam spędzać święta:)