poniedziałek, 24 lutego 2014

Filiżankowa gawęda

Zacznę od anegdoty usłyszanej przed laty w Opolu, gdzie studiowałam filologię polską. Było to na tyle dawno, że czasami zastanawiam się, czy rzeczywiście spędziłam w Opolu trzy lata. Było to w czasie zajęć z leksykologii i leksykografii, która to była moim ulubionym przedmiotem w owym czasie.  Pani doktor wykładająca przedmiot opowiedziała, jak pewien Japończyk, językoznawca, zapytany o to, jakie pamiątki zabierze z Polski odpowiedział, że imię dla swojej córki. „A jakież to imię”- zapytali zdziwieni naukowcy. „FILIŻANKA”- odpowiedział Japończyk. Podobnie jak ów naukowiec uważam słowo „filiżanka” za najładniejsze w polskim słowniku.
Filiżanki fascynowały mnie chyba od zawsze. Nie wiem, czy to ze względu na ich kruchość, czy przeznaczenie. Pierwszą filiżankę dostałam w prezencie komunijnym, Była to  porcelana z Chodzieży (jak informuje ledwo widoczna pieczątka), na którą artystka ludowa z Opola naniosła charakterystyczny delikatny opolski wzór. 

Postawiono ją w towarzystwie resztek chińskiej porcelany, która przetrwała wojenną pożogę. 


Babcia opowiadała, że z całego serwisu udało się uratować zaledwie cukiernicę i jedną filiżankę. Reszta została zniszczona przez wkraczających do kraju Rosjan, którzy byli pewni, że złocenia tych przedmiotów to prawdziwe złoto i… obtłukiwali je z reszty, niszcząc bezpowrotnie przepiękna porcelanę. Mieli ponoć całe skrzynie pełne skorup.


Przyglądałam się tym osieroconym cackom, schowanym w kredensie na wysoki połysk.  Z czasem do kolekcji dołączyła komunijna filiżanka mojej siostry.  Zamazana ledwo widoczna sygnatura wskazuje, że komplet składający się z filiżanki, spodeczka i talerzyka pochodzi z Bogucic, zaś domorosły artysta naniósł na talerzyku złoty napis „pamiątka pierwszej komunii świętej”.


Z tej wspomnieniowej części kolekcji pochodzi jeszcze filiżanka z rodzinnego serwisu. I choć wzór wydaje się podobny, to komplet pochodzi z faktury w Tułowicach.


I na zakończenie tej części filiżankowej opowieści jeszcze jeden zestaw śniadaniowy- podarowany mi przez siostrę (wygrzebany na targu staroci). Zestaw wyprodukowano w… Chodzieży(!), o czym informuje sygnatura na talerzykach. Ta na filiżance wygląda zupełnie inaczej, niestety nie udało mi się jej znaleźć w katalogach.


Mam w planie opowiedzieć więcej o swojej kolekcji, która obecnie liczy już ponad 50 filiżanek. Czekajcie zatem na ciąg dalszy .

5 komentarzy:

Kalina pisze...

Liczę na ten ciąg dalszy, nie tylko ze względu na polonistyczne koneksje :) ale i filiżankowe pasje. Osobiście kocham filizanki we wzory kwiatowe i poluję po starociach.... filiżanka jest cudem sama w sobie, mmmm. Pozdrawiam i proszę o rychłe filiżankowe raporty!

Ruda pisze...

Będą na pewno!

Julia Orzech pisze...

Ależ piękne masz zbiory! Na chińską porcelanę wprost nie mogę przestać patrzeć. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy! A anegdota przednia:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Co za historia! dobrze, że została chociaż jedna filiżanka i cukiernica, bo w życiu nie widziałam tak pięknych rzeczy; bardzo podoba mi sie pomysł obdarowywania bliskich pamiątkowymi filiżankami, są prześliczne; i czekam z utęsknieniem na ciąg dalszy kolekcji; pozdrawiam.

kyja pisze...

piękne! czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy:)!