czwartek, 6 marca 2014

Gierczyńskie strugi

Dnem doliny płynie niewielki strumień, chociaż pewnie powinnam napisać struga lub ciek, bo ledwo cieknie.Latem zanika zupełnie i dopiero u wylotu doliny zamienia się w kałużę, w której mają swój wodopój krowy jednego z niewielu prawdziwych rolników we wsi. Ciek rozpoczyna się między pensjonatem a spalonym domem. Chwilę rozlewa się po nieistniejącym sadzie, potem płynie rowem odwadniającym, przecina drogę ( w czasie ulewy cała droga zamienia się w rwący strumień) dalej przepustem wylewa się na łąkę, stąd dopływa do dna doliny. Potem przecina kolejną drogę i już spokojny, przez nikogo i nic niemącony rozlewa się w ową kałużę. Pewnie wpływa potem do Przecznickiego Potoku albo Mrożynki.

Odkryłam go jako dziecko pewnej zimy. Było mroźno i śnieżnie, co zresztą nie jest niczym dziwnym w górach. W czasie kolejnego zjazdu na tzw. korytku (PRL-owska plastikowa odmiana sanek) wylądowałam właśnie na dnie doliny, moje pseudo-sanki (które świetnie sprawdzały się na zmrożonym śniegu) wylądowały na strudze, tworząc most (pontonowy?) .

Powierzchnia cieku pokryła się przejrzystym lodem,można było przed niego obserwować wartki prąd wody. Na brzegach utworzyły się przedziwne lodowe konstrukcje niczym z pałacu Królowej Śniegu. Oblodzone trawy mieniły się w słońcu, lodowe sople zwieszały z pochylonych nad strumieniem krzewów. Wszystko skrzyło się i migotało. Przez chwilę stałyśmy z kuzynką jak urzeczone owym niezwykłym, wręcz magicznym pięknem, a potem, jak przystało na dzieci, znalazłyśmy sobie zabawę-z lodu budowałyśmy własne pałace.

Dziś zastanawiam się, jak to się stało, że nie poodmrażałyśmy palców w przemoczonych rękawiczkach, nie dostałyśmy grypy ani anginy. Wielogodzinne zabawy na śniegu pozostały radosnym wspomnieniem niezakłóconym żadnym kaszlem,katarem i gorączką. 


Dnem sąsiedniej doliny płynie sobie rwącym nurtem Czarnotka  . Początkowo zastanawiałam się, czy jej źródliska znajdują się na mojej Górze, jednak wszechwiedzący Internet mnie wyprowadził z błędu:



Taufborn, Legerstatt, Górnica, Czarnotka. Potok, lewy dopływ Mrożynki. W górnej części powstaje z połączenia dwóch potoczków wypływających spod przełęczy pomiędzy Sępią Górą i Wysoką na wys. 672 m oraz pod Starym Grzbietem na wys. ok. 680 m. Odwadnia część pn. zboczy Grzbietu Kamienickiego. Ujście ma w Mlądzu na Pogórzu Izerskim, na wys. ok. 385 m.Długość potoku ok. 5,5 km. W czasie wojny 30-letniej we wsch. źródliskowym potoczku odbywały się chrzty ewangelików. Od 2. połowy XVI w. w zboczach dolinie Czarnotki w okolicy Gierczyna wydobywano rudę cyny (kasyteryt), a potem rudę kobaltu. Potok napędzał „kunszty wodne" ówczesnych sztolni.Teraz w tym miejscu położony jest jeden z punktów odpoczynku na ścieżce edukacyjnej, o której piszę tu.








Już teraz wiem, że owo miejsce, gdzie łączą się dwa potoczki leży na zboczu Wysokiej. Czarnotka zaczyna się jako cieniutka strużka płynąca przez ciemny świerkowy las.





Gdy lato nie przesadza z deszczem, Czarnotka wije się dnem żlebiku,wreszcie łączy się ze swoją siostrą strugą, tworząc niewielkie rozlewisko pod ogromnym głazem.





Od tego miejsca płyną razem najpierw przez mieszany zagajnik, potem łąkę,by wpłynąć do Górnego Gierczyna, gdzie woda Czarnotki zostaje wtłoczona w uregulowane koryto. W czasie ulewy rzeczka zamienia się w szalona rzekę toczącą bure wody, spienioną i groźną.




 Potrafi zerwać fragment drogi i mostek. Za Gierczynem zdarza jej się wylać na łąki i drogę, odcinając mieszkańców Mlądza. 

9 komentarzy:

Sol i Alien pisze...

Piękne te zdjęcia i powiedzieć muszę, że całość czyta się jak powieść. Serio. Miałam takie wrażenie, gdy zaczęłam czytać, że to wstęp do powieści. I polszczyzna taka piękna... :)
Pozdrawiam,
Sol

Ania pisze...

Wakacje?

Ruda pisze...

Sol, nawet nie wiesz, jak bliska jesteś prawdy. Ten wpis został przeniesiony z innego mojego bloga, gdzie życie trochę zamarło i jest fragmentem czegoś, co mam nadzieję kiedyś będzie książką o mojej Górze.

Ruda pisze...

Koniecznie...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Fascynują mnie wszelkie ciurki wodne, a zwłaszcza źródła; na Roztoczu biją tak mocno, że piasek się kotłuje, nasz potok wypływa z kilku dziur w skarpie, jakby zwierzę je wygrzebało w ziemi; mam po ostatnim lecie lekkie skrzywienie na obserwację wody na Pogórzu, i w Wiarze, i w studni, wcale nie ma jej za dużo, żeby tylko nie zabrakło; Twój strumień taki kręty, z wypłukanymi kamieniami, które zdążyły już obrosnąć mchem; a w Domku pod Orzechem skąd czerpiecie wodę? pozdrawiam.

Ruda pisze...

W Domku pod Orzechem wodę czerpiemy z głębokiej na 10 m studni. Gdy jest suche lato, to ledwo widać lustro wody na dnie.

Karolina W pisze...

ale pięknie.. jak zwykle u Ciebie.

Niania w Paryzu pisze...

Piękne zdjęcia!

Hania pisze...

Cudne zdjęcia :)