niedziela, 13 kwietnia 2014

"Siostrunie" warte obejrzenia

Małe miasteczka mają swoje minusy. Jednym z nich jest utrudniony dostęp do tzw. kultury wysokiej.  Teatr, filharmonia, opera to dobra dla nas, mieszkańców miasteczek, prawie niedostępne, wymagające sporych przygotowań i planowania. Trzeba mieć przynajmniej 5-6 godzin, zamówione dużo wcześniej bilety, sprawny samochód lub umówiony wyjazd grupowy.
I właśnie z grupowego wyjazdu skorzystałam w ostatni piątek. W ramach spóźnionego Dnia Kobiet pojechałyśmy z koleżankami z pracy do Koszalina na spektakl  „Siostrunie”.


Wybór był strzałem w dziesiątkę. Bawiłyśmy się doskonale, siedząc w drugim rzędzie i widząc wszystkie miny i grymasy aktorów.
A było co oglądać, gdyż obsada aktorska : Fraszyńska, Szwed, Żak, Dereszowska i Rozmus nie tylko pokazali na scenie swój kunszt (żadnej chałtury), ale świetnie się bawili w swoim towarzystwie. Tak świetnie, ze w pewnym momencie całe towarzystwo się zagotowało i wybuchło śmiechem, którego z pewnością w scenariuszu w tym miejscu nie było.
Sztuka opowiada o problemach pewnego żeńskiego zakonu. Liczba sióstr nagle dramatycznie zmalała, gdyż większość otruła się potrawą z własnoręcznie zbieranych grzybów. Ocalałe zakonnice nie mają pieniędzy na pochowanie towarzyszek i próbują zebrać fundusze, organizując show.
Całość jest niesamowicie humorystyczna, ale nie kpiąca. Pod płaszczykiem lekkiego purnonsensu i mrużenia oka przemycane są prawdy o słabości człowieka.
I choć spektakl jest lekki i chwilami frywolny, niesie za sobą ważne przesłanie- w człowieku należy szukać dobra i wybaczać słabości. 




1 komentarz:

mago nia pisze...

jednak teatr to jest jednak magia :) a Rozmus to grał kogo??.. bo chyba nie zakonnicę ;)