poniedziałek, 26 maja 2014

W drodze do Radkowa

Tak... to trzeba być nami, żeby jechać pociągiem cały dzień, potem cały dzień spędzić na rowerze i kolejny dzień w pociągu... 
Sama nie wiem, jak to wszystko się poukładało, że mimo początkowych trudności jednak udało się wspólnie wybrać w Góry Stołowe. Jeszcze dwa tygodnie temu byłam pewna, że kolejny raz nie pojedziemy na Pętlę Stołowogórską. A jednak... rzutem na taśmę załatwiałyśmy wpis na listę, opłaty, zamawianie noclegów i biletów. Gdyby nie Internet, nasza mobilność i "porozrzucanie" chyba nie udałoby się. A tak, gdy ja zajęłam się noclegami i opłatami, Chuda kupowała bilety na IC Kossak do Wrocławia, Gui bilety na PR i Koleje Dolnośląskie do Ścinawki Średniej. 
W piątek o 5.00 podziwiałam wschód słońca, a chwilę później siedziałam z moim rowerem w pociągu. trochę czytałam, sprawdziłam pocztę, zachwycałam się wschodzącym słońcem i pięknym porankiem. Po dwóch godzinach wyskoczyłam na dworcu w Szczecinie, gdzie ledwo zdążyłam kupić kawę, gdy przyjechała Chuda. Wspólnie załadowałyśmy się do Kossaka i ruszyłyśmy do Wrocławia. W Stargardzie dosiadła się nasza maratonowa koleżanka Gosia. Czas sobie płynął, a my rozmawiałyśmy. Najpierw trochę wspólnie, potem już tylko we dwie z Chudą. Tematy płynęły jeden po drugim, a niektórych pewnie strasznie uszy piekły... O czym rozmawiałyśmy? Ha... no przede wszystkim, że między nami nie ma tematów tabu. Śmiałyśmy się przy tym i bawiły przednio.  O 10. 30 zaczęłyśmy trzymać kciuki za Gui, która we Wrocławiu właśnie szykowała się do ustnej matury z języka angielskiego. Wyciszyłyśmy się, wysyłając jej nasze ciepłe myśli i pozytywne wibracje. Chyba pomogło, bo o 12.15 otrzymałyśmy radosny sms z wiadomością o zdanym egzaminie.Co jakiś czas przymykałyśmy na chwilę oko, by się zdrzemnąć. 


We Wrocławiu byłyśmy prawie planowo. Wyskoczyłyśmy z pociągu i przywitałyśmy się Gui, która już na nas czekała. Obiad w KFC i przesiadka na kolejny pociąg. Tym razem Regio "Śnieżka". Dużo mnie luksusowy od Kossaka, ale nam to wcale nie przeszkadzało, bo przecież miałyśmy siebie. Siedziałyśmy więc na podłodze w przedziale rowerowym i było nam coraz weselej, góry były coraz bliższe, coraz mniej zamglone... A potem była kolejna przesiadka- w Wałbrzychu czekał już na nas szynobus Kolei Dolnośląskich. Przez okno podziwiałyśmy postindustrialny krajobraz, odróżniałyśmy hałdy od gór, przyglądały się lasowi wrastającemu w opuszczone przez człowieka budynki, fabryki, szyny kolejowe. Niesamowite są te wałbrzyskie pokopalniane pejzaże...


Kilka minut przed 18.00 wysiadłyśmy na stacji Ścinawka Średnia i trochę "na nosa" pojechałyśmy w kierunku Radkowa. Przed naszymi oczami pojawiły się cudowne Góry Stołowe... ale o tym w następnym wpisie....

10 komentarzy:

ivoncja pisze...

Jesteście superwariatkami! :)
Aż mi w sercu zapiszczało, jak te znajome nazwy miejscowości zobaczyłam i znów tęsknota za Dolnym Śląskiem mnie toczy. :)

Bozena pisze...

No wiesz co? To ja sobie po pierwszych slowach Twego posta polecialam do kuchni zrobic kawe, rozsiadlam sie wygodnie w fotelu z laptopem na kolanach gotowa do czytania a tu cudowne gory Stolowe, ale o tym w NASTEPNYM wpisie???? grrrrrr :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Że też odnalazłyście się w tym ścisku obowiązków, studia, matura, praca, liczne przesiadki; nasze pierwsze kroki w Stołowe skierowaliśmy właśnie szlakiem z Radkowa, doszliśmy na Szczeliniec i z powrotem, a potem przejechaliśmy sobie tę malowniczą drogę; ależ tam jest pięknie; drugą część wpisu przeczytam dopiero po powrocie z Pogórza, szkoda; pozdrawiam serdecznie.

Inkwizycja pisze...

Dziewczyny, jesteście niesamowite! Czytając tytuł nie posądzałam Was, że znowu wróciłyście na Dolny Śląsk, pomyślałam, że o inny Radków chodzi... niesłusznie - i już wiem, że muszę wyżej cenić Wasze szaleństwo ;-))
Kiedyś bywaliśmy w Stołowych często, pięknie tam i stosunkowo pusto. Czekam na więcej fot z wyprawy.
Uściski dla całej niezwykłej ekipy ;-))

mago nia pisze...

nooo.. z takimi warunkami to możecie się stołować w KFC bez wyrzutów sumienia ;)

Ruda pisze...

Mario, niewiele brakowało, a nie udałoby się spotkać pod Szczelińcem. Chyba jednak każda z nas bardzo chciała jechac i dlatego dopięłyśy swego.

Ruda pisze...

Inkwi, no umiemy zaskakiwać ;)

Ruda pisze...

To pakuj się w góry ;)

Ruda pisze...

Teraz już możesz zasiąść do następnego wpisu :)

Ruda pisze...

Zwłaszcza, ze potem spaliłyśmy ze 3000 kalorii ;)