poniedziałek, 9 czerwca 2014

Z wizytą w magicznym ogrodzie

Zgodnie z planem Chuda postanowiła wracać do Szczecina rowerem, a że nie miałam sprecyzowanych planów na niedzielę- Ślubny był w pracy- postanowiłam więc ją trochę "odprowadzić". Google maps podpowiedziało nam drogę przez Nowogard, zatem zdecydowałyśmy się tę drogę obrać. Przy okazji chciałam odwiedzić przyjaciółkę w pewnym niezwykłym ogrodzie.


 No i okazało się, że przyjaciółka nie przyjmuje do wiadomości, że chcemy zjeść obiad w jakiej pizzerii w Nowogardzie- zostałyśmy zaproszone na obiad. 
Gdy zaplanowana była już i trasa i postój, mogłyśmy ruszyć przed siebie. O 12.00 wyjechałyśmy spod bloku. Grzało mocno, ale my po pierwsze lubimy ciepełko, a po drugie używamy bardzo wysokich filtrów przeciwsłonecznych. Do Gryfic jechałyśmy drogą główna, która była dosyć ruchliwa, więc nie pogadałyśmy sobie. Jednak po skręcie na Trzygłów mogłyśmy już nie tylko rozkoszować się pięknymi pejzażami, zapachami, ale także swoim towarzystwem. Słońce, pachnący igliwiem las, zieleń pól, czerwony maki i niebieskie chabry wprawiały nas w zachwyt bliski euforii.


 Dojazd do Nowogardu zajął nam dwie i pół godziny. Przyjaciółka i jej mąż przyjęli nas po królewsku: czekał na nas pyszny obiad z deserem, kawa i ciasto. Chuda odpoczęła trochę i ruszyła w dalszą drogę, ja jeszcze zostałam, gdyż w magicznym ogrodzie moje przyjaciółki i w jej towarzystwie czuję się doskonale i trudno było mi się z nią rozstać. 


Dopiero przed 17.00 zdecydowałam się na powrót do domu. Nie wybrałam jednak najkrótszej trasy, gdyż chciałam jeszcze zajrzeć nad Bałtyk. I tak kolejne 4 godziny spędziłam na rowerze. Po drodze mijałam wioski, miasteczka, łąki, las. Dojechałam najpierw do Kamienia Pomorskiego, a potem przez Pobierowo do Trzęsacza. 


Na Bałtyku już rozwijała się burza, która kilka godzin później nadciągnęła nad Trzebiatów.

I jeszcze drogowa refleksja na koniec:


Przed Golczewem zobaczyłam łąkę. Nie było w niej nic nadzwyczajnego. Ot, kwitnące trawy. A jednak zatrzymałam się, by ja sfotografować. ściągnęłam rower na trawę, weszłam między kwitnące źdźbła. Nagle usłyszałam potworny, głośny świst. Tuż obok w ogromnym pędzie, hacząc prawymi kołami o pobocze przemknął tir. Mam bujną wyobraźnie. Nie chcę wiedzieć, czy gdybym była na drodze, wyprzedziłby mnie z zachowaniem bezpiecznej odległości, czy w podmuchu, jaki się za nim wytworzył , utrzymałabym rower...



7 komentarzy:

consek pisze...

Anioł Stróż się spisał :) ustrzegł i przed burzą i przed tirem...

Ruda pisze...

Żebyś wiedziała...

Sol i Alien pisze...

Mi ciąża uniemożliwiła wycieczki rowerowe, nad czym ogromnie ubolewam. W zeszłym roku sporo jeździłam, a teraz rower stoi nienapompowany po zimie. Mam wrażenie, że zaniedbuję mojego rumaka, no ale cóż... ;)

Ruda pisze...

Sol, gratuluję ciąży, a jeśli chodzi o rower- Z Gui jeździłam na rowerze prawie do rozwiązania, czyli nie tylko jesienią, ale także całą zimę (Gui jest marcową dziewczyną)

Marchev ka pisze...

Uciekałaś przed burzą, którą ja fotografowałam tamtego wieczoru z balkonu. Trochę hulało :)

Ruda pisze...

Bo to była taka prawdziwa nadmorska burza :)

FocusGarden pisze...

Magiczny ogród - nazwa tak zachęcająca, że każdy by tam wstąpił. Lato, to lepiej korzystać ze słońca i nie bać się spędzać jak najwięcej czasu na łonie przyrody. Królewskie przyjęcie... wierze na słowo ;)