poniedziałek, 21 lipca 2014

Izerskie klimaty

Cisza poranka... ze Ślubnym umówiliśmy się, że niedzielne śniadanie, czyli jajecznica z kurkami będzie dopiero po 9.00, aby Ślubny mógł odpocząć po całym tygodniu malowania dachu.
Mam zatem mnóstwo czasu. Idę odwiedzić Górę. Jeszcze na niej nie byłam, więc pora na odwiedziny. Trochę się zmieniła. Tu i ówdzie wycięto drzewa i jest widniej, chwilami pojawia się nawet widok na Pogórze. Droga ze względu na rozjeżdżenie jej w c zasie robót leśnych też jest bardziej widoczna. W ulubionym miejscu schodzę z leśnego duktu i już sarnimi ścieżkami podążam ku szczytowi. Gałęzie wczepiają się mi we włosy, głaszczą, jakby chciały zapytać : „Czy to naprawdę ty?”. „Dawno Cię tu nie było.”- szepczą.

Staję na stercie kamieni na szczycie. Uświadamiam sobie, że nigdy nie byłam tu tak wcześnie. Obserwuję jak zupełnie inaczej rozkładają się cienie i poblaski światła. Nie słychać żadnych odgłosów ludzkiej bytności. Tylko cykanie świerszczy i szum liści. Zatapiam się w ciszy. To jest mój czas. I Czas Góry. Schodząc zbieram kawałki drewna, to dar Góry dla mnie. Zrobię z nich dekoracje. Już pod orzechem wygładzam powierzchnię papierem ściernym, dotykam ciepłego, gładkiego drewna. Czuję bicie serca Góry...

Po śniadaniu zjeżdżamy do wsi, poświęcić pojazdy- każdy swój – Ślubny samochód, ja rower. Czekając na księdza kupujemy lody ( mieliśmy pojechać do Świeradowa na lody, ale teraz już wiem, że tylko na tyle mogę dziś liczyć).
Jest coraz upalniej i leniwiej. Popołudnie muszę sobie zorganizować sama. Jadę obejrzeć nowy most na Kwisie za Świeradowem.

Most jak most, ale poprzednio przenosiłam rower, brodząc po kostki w lodowatej wodzie bądź przechodziłam po walącym się poniemieckim mostku.
Po obu stronach, korzystając z upalnej niedzieli, leżakują mieszkańcy Świeradowa. Ja podążam dalej w górę i w górę. Uwielbiam tę drogę biegnącą serpentynami izerskim lasem. Dojeżdżam do Płokowego Mostku. Kiedyś zwany był żelaznym. Przychodziliśmy tu z tatą i babcią, aby popluskać się w lodowatej wodzie. A potem w miejsce starej konstrukcji wybudowano system mostowo- śluzowy, tak, że powstał zbiornik przeciwpożarowy. Do domu przyjeżdżam późnym popołudniem.
Podjeżdżam jeszcze tylko do sąsiadki po mleko i do kolejnej, by umówić się na poniedziałkową wyprawę na targ.

W poniedziałek słońce wstaje na żółto, a nie na różowo, należy spodziewać się zmiany pogody. Na razie jest jednak ciepło i parno.
Punktualnie o 8.00 wyjeżdżamy do Miska. 




Targowisko tym razem niezbyt bogate, kilka stoisk z ubraniami, warzywa, owoce i tylko jedno stoisko z wszelkimi różnościami, czyli takie, które mnie interesuje. Mimo pustek, znajduje dla siebie filiżankę z różami. Będę z niej piła malinową herbatę.







Zatrzymujemy się jeszcze na rynku. Wypiękniał ostatnio- wyremontowano ratusz, posadzono nowe rośliny. Tylko kamienice czekają na lepsze czasy...
Siadamy pod parasolem w restauracji „Paprotka” i zamawiamy lody. Ja piję także kawę. Czas płynie niespiesznie, rozmawiamy o życiu. Sąsiadka, będąca w wieku mojej mamy, chwali moje dzieci. Miło słucha się takich słów.
Nie można jednak spędzić pod parasolem całego dnia. Zaplanowałam sobie jeszcze kilka zajęć.





Gdy podjeżdżam pod dom słuchać dalekie pomruki burzy.
-Nie zerwiesz tych czereśni- wyrokuje Ślubny, który właśnie schodzi z drabiny po pomalowaniu kolejnej partii dachu. Patrzę w niebo... może zdążę. Pierwsze krople deszczu spadają, gdy mam już pełne 5-litrowe wiaderko.

A burza i tak przechodzi bokiem...
Jutro przyjeżdża Gui... czas wyprosić z domu wszystkie pająki...


4 komentarze:

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Czytałam o Twoich trudach podróży do Izerii, jesteś bardzo dzielna; izerskie krajobrazy przecudne, wakacjujcie zdrowo; pozdrawiam serdecznie.

mago nia pisze...

taki klimatyczny wpis .. niby zwykły dzień, ale nie dla Ciebie... potrafisz dostrzec to co wszystkim umyka :)

Ruda pisze...

Dzięki Mario, Izery są moją miłością... co z resztą chyba da się odczytać z wpisów :)

Ruda pisze...

Bo w widzisz, życie trzeba smakować... a ja uwielbiam celebrować każdą, nawet zwyczajną chwilę.