środa, 2 lipca 2014

Krótkie radlińskie wakacje

Pomysł, by początek wakacji świętować w Radlinie zakiełkował w naszych głowach już jakiś czas temu. Pretekstem do przyjazdu był maraton rowerowy, ale o nim w następnym wpisie. Na Śląsk jechałyśmy różnymi pociągami w rożnych godzinach i gdy Chuda wysiadała na Obszarach, Gui wsiadała do pociągu we Wrocławiu, a ja byłam gdzieś w okolicach Poznania.
Sobotni poranek spędziłyśmy już wspólnie. Ach, jakże przyjemnie było przytulić się do dziewcząt, gdy wymęczona całonocną podróżą w końcu mogłam głowę ułożyć na poduszce. Chwilę poleżałyśmy, chyba nawet przysnęłam, ale miałyśmy zaplanowane sporo różnych spotkań, więc ok. 9.00 piłyśmy już kawę na tarasie mojego rodzinnego domu. Patrzyłyśmy na zieleń ogrodu, barwne kwiaty. Snuła się leniwa rozmowa, kontynuowana w czasie spaceru po sadzie i ogrodzie. Niewiele już z nich zostało, gdyż niedługo dom i ogród przestaną istnieć. Czasami odchodzą nie tylko ludzie, ale i domy z ogrodami. dobrze, że ma się czas na pożegnania.

Potem szybkie zakupy, rozmowa telefoniczna z kuzynką i podejmujemy decyzję, że jedziemy odwiedzić nestorkę rodu, która co drugi dzień jeździ na dializy i czekając na samochód, siedzi na ławeczce przed domem. Ciocia nawet nie zdziwiła się za bardzo naszym widokiem, ale była niesamowicie ucieszona. Przez następne pół godziny rozmawiałyśmy o planach na najbliższe tygodnie i miesiące. Dziewczyny kolejny raz były pod ogromnym wrażeniem spokoju i pogody ducha, jaka bije od starszej siostry mojego taty. Mimo słabego zdrowia i uciążliwych dializ ciocia pozostała osobą niesamowicie pogodną, wielu mogłoby się od niej uczyć, jak godzić się na to, co niesie los.
Prosto od cioci pojechałyśmy do biura zawodów po odbiór numerów startowych, a ponieważ było bardzo ciepło, nie odmówiłyśmy sobie przejazdu przez środek radlińskiej fontanny. Roześmiane i dowcipkujące wróciłyśmy do domu, gdzie umówione byłyśmy z siostrą i siostrzenicą. żadnej z nas nie chciało się gotować obiadu, więc poszłyśmy do pobliskiej restauracji. Wybór potraw był tak bogaty, że Chuda, jak zwykle , nie wiedziała, na co się zdecydować. Wreszcie zamówienie zostało złożone i w loży zasiadło pięć hałaśliwych kobiet w różnym wieku (możecie się domyślić, że obiad trwał dosyć długo, bo każda z nas miała mnóstwo do opowiadania). Po południu czekało nas jeszcze miłe, acz krótkie spotkanie z bratem i bratanicą. O 16.00 zasiadłyśmy w Domu Kultury na odprawie technicznej (ale to też nie należy do tej opowieści) Po 17.00 powtórnie zakotwiczyłyśmy w restauracji, tym razem na lodach i pogaduchach z naszym bliskim znajomym, z którym nie widziałyśmy się od roku.

Wieczorem, leżąc już w łóżku, stwierdziłyśmy, że ilość pozytywnych wzruszeń i emocji była tego dnia niesamowita. W dobrym nastroju, podekscytowane następnym dniem, zasnęłyśmy.
Niedzielę spędziłyśmy najpierw na maratonie, a późne popołudnie w niesamowicie kobiecym gronie na pizzy. Moja śląska rodzina to właśnie przede wszystkim kobiety: ciocia- nestorka rodu, kuzynka, siostra i siostrzenica, bratowa i bratanica. Jedynym mężczyzną, z którym jesteśmy bardzo emocjonalnie związane jest mój brat.


W poniedziałkowy poranek pożegnałam Gui, która wracała już do Wrocławia, odwiedziłam rodziców na cmentarzu, a potem wspólnie z Chudą pojechałyśmy do brata. Przemokłyśmy przy tym całkowicie. Dzień minął nam na zabawie z bratanicą, rozmowach z bratową i bratem, odpoczywaniu. Przy okazji omówiliśmy resztę wakacyjnych planów. W wtorkowy poranek nasze krótkie wakacje dobiegły końca, pociąg TLK Kossak zawiózł nas na Pomorze. 
P.S. 1.Jak podoba Wam się nowa odsłona bloga?
P.S. 2. Bierzemy udział w konkursie na najsympatyczniejszą mamę i córkę. Można na nas zagłosować  wysyłając sms o treści NMC.2 na numer 71321 ( koszt smsa: 1,23 zł) 

8 komentarzy:

Marchev ka pisze...

Cieszę się, że mogę zajrzeć do Waszego magicznego i przepełnionego pozytywną energią świata :) Kiedy czytam Twoje wpisy czuję się, jakbym odpływała do cudownej krainy.
Nowy nagłówek bloga jest piękny, taki energetyzujący, orzeźwiający. Tylko to zielone tło szpalt jest dla mnie trochę za ciemne, ale może to kwestia przyzwyczajenia.
SMS poszedł :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Starsze osoby mają w sobie zgodę na to, co niesie życie i los, nie szarpią się tak, a przy tym są pogodne i uśmiechnięte, i przebywanie z nimi jest czystą przyjemnością i nauką; bardzo sympatyczny jest Twój kobiecy świat, rodzina, dobrze jest spotkać się raz na jakiś czas; podoba mi się szata graficzna bloga, jest przejrzysty, nie lubię, kiedy jest mnóstwo gadżetów, a ja nie wiem, na czym oko zawiesić, ale przede wszystkim bardzo odpowiada mi styl pisania, ładnym językiem, bez błędów i tych wszystkich udziwnień typu "paczę", "czeba"; mój zostanie chyba taki na wieki, bo ja nie potrafiłabym cokolwiek zmienić; pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Nowa osłona bloga bardzo mi sie podoba - lubię takie uporządkowanie wszystkiego. Agatadra.

Marchev ka pisze...

Teraz idealnie!
Dziękuję :)

consek pisze...

Najważniejsze, aby się Tobie podobało, bo tak czy siak będę Tu zaglądać, aby śledzić Wasze zdumiewające wyczyny rowerowe :) głos oddałam i mam nadzieję, że wygracie ten " maraton" rzutem na taśmę :)... otrzymałam jakiś kod i co ja mam z nim zrobić bo nie bardzo wiem, czy sms wystarczy, czy trzeba jeszcze gdzieś wejść z tym kodem :(

Guitarowa pisze...

SMS wystarczy, kod to dostęp dla Ciebie do darmowego e-wyadania Głosu Szczecińskiego. :)

consek pisze...

aha... dzięki za informację :)

consek pisze...

aha... to kamień z serca :)