poniedziałek, 29 września 2014

Noc z... Batmanem


Superbohaterowie, będący ikonami popkultury, fascynują mnie już od jakiegoś czasu. Gdy wybrać mam między kolejną częścią Avengersów, a komedią romantyczną, mój wybór jest oczywisty. Z superbohaterami wygrać mogą jedynie niektóre filmy animowane. 

Ta część popularnej kultury audiowizualnej stanowi dla mnie furtkę do dzieciństwa, mimo że większość filmowych superbohaterów niewiele ma tak naprawdę wspólnego z ich animowanymi odpowiednikami. Filmy zdecydowanie nastawione są bardziej na widza dojrzalszego, niejednokrotnie dorosłego. I o ile w przypadku wspomnianych wcześniej Avengersów nie jest to jeszcze aż tak widoczne (filmy kinowe często mają nawet wersję z dubbingiem, co moim zdaniem jest zbrodnią), to już na żadną część Batmana ( DC Comics) w reż. Christophera Nolana (2005, 2008 i 2012) nie polecałabym wybierać się z dzieckiem, a nawet nastolatkiem. Abstrahując bowiem od przemocy i agresji obecnych w filmach (które w przypadku produkcji o komiksowych superbohaterach są raczej nie do uniknięcia), filmy Nolana charakteryzują się dużo bardziej mrocznym klimatem niż produkcje na podstawie komiksów Marvela, wiele w nich też rozterek natury moralnej i etycznej. Ale i jedne i drugie obfitują w to, co tygryski lubią najbardziej - fantastyczne maszyny (pojazdy Batmana <3 ), widowiskowe wybuchy, przystojniaków ukrywających się za maskami, towarzyszące im piękne kobiety, walkę dobra ze złem i misje mające na celu uratowanie świata. 


Robert nie podziela mojej miłości do superbohaterów, niemniej zdecydował się spędzić ze mną piątkową noc w kinie na projekcji czterech filmów, których głównym bohaterem była właśnie Batman.  Poza wspomnianymi wyżej filmami Nolana, w ramach ENEMEFu, wyświetlono jeszcze film w reżyserii Tima Burtona z doskonałą kreacją Jacka Nicholsona w roli Jokera. Po ponad 10 godzinach spędzonych w kinowym fotelu mój luby przyznał, że Batman nie jest taki zły, chociaż część z 1989 nie zyskała jego uznania. Różniła się bowiem znacząco od trylogii Christophera Nolana, chociażby stroną wizualną i potraktowaniem komiksowej konwencji. Różnica wynikają zapewne w znacznej mierze z podejścia reżyserów do materii komiksu, ale również z ewolucji widza filmu popularnego na przestrzeni tych 15-20 lat, a także rozwoju techniki filmowej i wspierających ją technologii. 

W czasie wakacji, z powodu dwumiesięcznego pobytu w Trzebiatowie, ominęły mnie dwa ENEMEFy z filmami na podstawie komików Marvela. Gdy tylko znalazłam informację o nocy z Batmanem, nie mogłam odpuścić. Gotowa byłam nawet spędzić noc w kinie sama, na szczęście nie musiałam. Na filmie Burtona (między 6 rano a 8:30) zdarzyło mi się na chwilę przysnąć, ale i tak jestem z siebie dumna, że nie przespałam połowy seansów, jak dziewczyną siedząca obok mnie. Przy kolejnej interesującej mnie ofercie filmowej z pewnością również będę chciała się wybrać - są to często filmy, które już dawno zeszły z kinowych ekranów i jest to jedna z niewielu możliwości zobaczenia ich na wielkim ekranie, ponadto w cenie jednego (może troszkę droższego niż normalnie) biletu mamy przynajmniej trzy filmy. No i kogo nie kusi możliwość spędzenia w kinie caaaałej nocy? ;)


3 komentarze:

gwiezdna pisze...

uwielbiam kinowego Batmana za tę mroczność i świetną ścieżkę muzyczną w każdej części :)

Chuda pisze...

Oj tak, muzyka Zimmera jest (jak chyba zawsze) doskonała. :)

Lilly pisze...

ZAPRASZAM NA ROZDANIE! DO WYGRANIA BLUZY! ❤️
http://lilianka-blog.blogspot.com/2014/09/oasap-giveaway.html