czwartek, 30 października 2014

Z dzieciakami na rowerach

Z czasem jest u mnie różnie. Raczej mam go mniej niż więcej, praca mnie pochłania, stąd i na blogu aktywność się zmniejszyła. Korzystając jednak z odrobiny tego czasu oraz faktu, że udało mi się skończyć obróbkę kilku filmów chciałam opowiedzieć o moim kole krajoznawczo-rowerowym , które prowadzę.  Bo pasja to jedno, a przekazywanie jej dzieciom, to zupełnie inna sprawa. 
Koło działa od zeszłego roku, chociaż i wcześniej wspólnie z uczniami jeździliśmy rowerami nad morze. Teraz jednak nasze wyprawy są bardziej zaplanowane, wspólnie wybieramy cel wycieczki, dostosowujemy dystans do możliwości 10-11- latków. 
Gdy w czerwcu odchodzili moi szóstoklasiści trochę martwiłam się, czy uda mi się znaleźć kolejne dzieciaki chętne do wspólnych eskapad. Zwłaszcza, że przecież: komputer, piłka nożna , itd. Okazało się jednak, że wystarczyło opowiedzieć o swoich wakacjach, o wyjeździe na niemieckie wybrzeże, o samotnej wyprawie przez Polskę, pokazac zdjęcia i filmy, by w  oczach moich wychowanków pojawiły się ogniki:
-A kiedy pani z nami pojedzie?
Umówiliśmy się wiec w pierwszy pogodny weekend po zakończeniu sezonu.  Zwerbowałam do pomocy Chudą i w piątkowe popołudnie umówiliśmy się na powitanie jesieni. Pogoda była rewelacyjna, więc kierunek Bałtyk nasuwał się sam. Ilość dzieci bardzo mnie zaskoczyła ( w poprzednim roku w naszych wycieczkach uczestniczyło 3-4 małych rowerzystów) tym razem grupa liczyła 7 osób. Cześć mogła wziąć udział w wycieczce tylko dlatego, że mamy kilka szkolnych rowerów, które mogliśmy wypożyczyć. 

Dzieciom tak się podobało, że wymusiły prawie na nas obietnicę kolejnego wyjazdu. Uzgodniliśmy termin na 11 października i… mimo deszczowego tygodnia nie dało się ich przekonać, że zrezygnujemy. 
W sobotę pod szkołą znów stała ośmioosobowa grupa, której nie odstraszył nawet padający deszcz. 
Tym razem umówieni byliśmy na oglądanie zrujnowanych pałaców w Uniestowie i Dargosławiu. Po kilku kilometrach, w Siemidarżnie proponowałam dzieciom skrócenie dystansu- padało coraz mocniej, ale nawet nie chciały o tym słyszeć. I tak pokonaliśmy cały zaplanowany dystans. Wygląd pałacu w Dargosławiu mnie przeraził. Jeszcze niedawno wydawało się, że to cacko architektoniczne da się uratować. Teraz poraża ziejącymi czernią dziurami po oknach i walącym się powoli dachem. Kolejny zdewastowany zabytek. Szkoda. Więcej o zabytku w wpisie z poprzedniej uczniowskiej wycieczki w tamte rejony.


W czasie każdej kolejnej wycieczki pokazujemy dzieciom ciekawy zakątek naszej gminy i okolic. Mamy nadzieję, że w ten sposób obudzimy w nich ciekawość świata, dociekliwość uwrażliwimy na piękno pejzażu. W zimie będziemy uczyć się posługiwania mapa, szukać inspiracji do kolejnych wycieczek. 
A jak się uda wreszcie zdobyć dodatkowe fundusze, to zakupimy dodatkowe rowery, osprzęt, stroje rowerowe i kaski. Niby niewiele nam potrzeba, a jednak tak wiele...
Póki co można głosować na nasz projekt. Kiedyś w końcu się uda.

3 komentarze:

gwiezdna pisze...

ale fajnie mieć taką Panią! w szkole podstawowej moich synów bardzo często są organizowane rajdy rowerowe i wycieczki, to super pomysł i trzeba go rozwijać :) pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

super wycieczka, tylko martwi mnie to, że dzieci nie miały kamizelek odblaskowych

Ruda pisze...

Będą miały kamizelki, jeśli tylko znajdziemy sponsora. Wtedy będą i kamizelki, i kaski, i rękawiczki.