wtorek, 29 grudnia 2015

Między mgłą a szadzią

Noc długo nie chciała się skończyć. Wydawało się, że na dobre rozpanoszyła się nad Izerami, że oto słońce skapitulowało i będziemy mieli noc polarną. Wreszcie po niewiarygodnie długim czasie ciemność powoli łagodniała, ale na wschodzie nie pojawiła się charakterystyczna łuna wschodu, tylko gęsta szarość stawała się coraz jaśniejsza aż zbielała całkowicie, ukazując widzowi tylko najbliższe elementy pejzażu- drzewo, krzew, kawałek łąki. Resztę spowiła gęsta niczym wiejska śmietana mgła. Z różnym natężeniem mgła utrzymywała się cały dzień, dzięki czemu mogłam wczesnym popołudniem wyjść na swoją Górę.

niedziela, 27 grudnia 2015

Nad Stawy Rębiszowskie

Gdy przed siódmą otworzyłam oczy, spojrzałam w okno wychodzące na wschód. Przez głowę przeleciała mi myśl: „zaczyna się”.  Jeszcze przez moment odganiałam resztki snu, by po chwili wstać, podłożyć drwa do pieca, szybko się ubrać, złapać aparat  i wyjść w ów rozpoczynający się dzień. Nad domem wisiał jeszcze bledniejący księżyc, zaś między drzewami Księżego Lasu na zboczu Stożka rozgrywał się bajeczny spektakl. Ilekroć zimą chcę obejrzeć wschód słońca, wychodzę na przeciwległy stok, który skutecznie zasłania najpiękniejsze widoki. Gdybym chciała poczekać, aż słońce pojawi się nad Księżym Lasem, przegapiłabym najistotniejsze momenty.

sobota, 26 grudnia 2015

Jak mnie przywitały Izery

Gierczyn przywitał nas wielobarwnym niebem, wiosenną temperaturą i silnym wiatrem. W piecu huczał już ogień, na blasze stał czajnik z parującą wodą. Wszystko czekało na nasze przybycie. Spojrzałam na pozbawione stołu i ławki podwórko. Wyglądało na osierocone przez nas kilka miesięcy temu. Czekało z utęsknieniem na chwilę, gdy je znów zagospodarujemy, gdy o poranku usiądę na ławce z kubkiem aromatycznej kawy lub wieczorem przy ognisku z nie mniej aromatycznym grzanym winem.
Ledwo wypakowaliśmy się z samochodu pobiegłam na ukochany Kufel, by uchwycić ostatnie poblaski słońca. Miałam mnóstwo szczęścia, bo choć słońce zaszło już za góry, to jego czerwono-żółta poświata zabarwiła pól nieba. Chmury sfioletowiały niesamowicie, zaś niebo nabrało barwy limonkowej.
Usiadłam na moment na ławce na szczycie. Tak. Poczułam, że jestem właśnie u, gdzie powinnam być. I jeśli nawet siedząc w bezpiecznym, ciepłym mieszkaniu na Wybrzeżu miewam wątpliwości, czy podejmujemy słuszną decyzję, to patrząc na zachód już tej wątpliwości nie mam.
Wiało tak niesamowicie, że ledwo utrzymywałam się na nogach, a utrzymanie aparatu nieruchomo choć na chwilę graniczyło z cudem. Ruszyłam więc dalej, w stronę ciemniejącego coraz bardziej lasu i jego skrajem dotarłam do domu sąsiadów.
Spojrzałam jeszcze na rozmigotane światłami lamp Pogórze i wróciłam do domu. Jutro pójdę dalej, wyżej. Przygotuję rower i odwiedzę znajomych. Tak. Jutro kolejny cudny dzień!

piątek, 25 grudnia 2015

Leniwie i światecznie

Ostatnie tygodnie spędziłyśmy niesamowicie pracowicie. Ciągle coś się działo, byłyśmy wiecznie w biegu. Święta zdecydowałyśmy spędzić leniwie. Nawet bardzo leniwie.
Ale nim o tym leniuchowaniu opowiem, muszę wspomnieć o wydarzeniu, w którym wzięłyśmy udział 23 grudnia- wspólnie z naszymi wolontariuszami malowałyśmy słonia w ramach programu Trzebiatoff. Fajna akcja aktywująca młodych ludzi.

środa, 23 grudnia 2015

Świąteczne serdeczności!

Drodzy czytelnicy!
Przed nami najbardziej magiczne z wszystkich świąt. 
Najbardziej rodzinne, najweselsze, najbardziej wyczekiwane.
Niech te kilka świątecznych dni będzie dla Was
 ekscytującą podróżą w świat swoich bliskich, 
w świat rozmów, marzeń i planów. 
Niech każda minuta będzie pełna miłości. 
Niech spokoju i radości nie zakłóci żadne zmartwienie, 
a wszelkie smutki niech Was omijają.

W prezencie od nas film z szkolnych jasełek:

P.S. Wyniki konkursu już niedługo.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Święto przed świętami

Rodzina w komplecie to obecnie prawdziwe święto, staramy się tak zorganizować czas, by najpełniej ten wspólny czas wykorzystać. Tym razem motywem przewodnim były świąteczne słodkości.
Sobotnie popołudnie spędziłyśmy zatem w kuchni przyrządzając najbardziej magiczną z świątecznych potraw.

sobota, 19 grudnia 2015

Spagetti z brokułami

Wydawałoby się,  że grudzień nie jest czasem na zielone obiady, jednak tegoroczna aura sprawia, że na działce nadal rośnie zielenina: rukola, koper, kalarepa. Skoro rośnie, to trzeba wykorzystać. Tym bardziej, że przyjechała Gui, która zielone obiady uwielbia.
W kuchni usiadłyśmy we trzy, gadając w najlepsze.

czwartek, 17 grudnia 2015

Jest okazja!- będzie konkurs! ostatnie odliczanie- jeszcze tylko dwa dni!


Przypominam listopadowy wpis konkursowy! Zapraszam do komentowania :) Nagrody czekają!



- Czy wiesz, że następny post będzie 400?- zapytała Gui, publikując relację z koncertu.
Zdziwiłam się, nawet nie zauważyłam, że tyle tekstów już natworzyłyśmy. Jeśli śledzicie nasze wpisy, wiecie, że poruszamy bardzo wiele różnych tematów związanych z naszą codziennością. Pewnie, że na pierwszy plan wysuwają się nasze liczne podróże i inicjatywy, które podejmujemy w lokalnym środowisku. Sporo czasu poświęcamy kuchni oraz rękodziełu. Znajdziecie u nas także recenzje książek i filmów. Prawdziwa mieszanka wybuchowa.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Obrazy Zygfryda Barza w trzebiatowskiej Galerii Feininger

Zaproszenie na wernisaż dotarło kilka dni przed otwarciem wystawy. Zachęcająco wyglądały zarówno obrazy jak i życiorys twórcy oraz możliwość spotkania z artystą. Niestety, tego dnia mieliśmy w szkole zaplanowane szkolenie z neurodydaktyki, więc musiałyśmy zrezygnować z wizyty w galerii. Jednak już wtedy zaświtała mi myśl, że wystawa będzie idealnym pretekstem do klasowej wizyty w galerii. Zgodnie z ta myślą umówiłam się z moją klasą na wycieczkę. W poniedziałki mam z nimi dwie południowe godziny, więc termin idealny. 

sobota, 12 grudnia 2015

Czekając na wiosnę- przegląd książek o ziołach

Za oknem- sami wiecie co: noc- świt-zmierzch-noc. Idealny czas, by posiedzieć z robótkami ręcznymi lub książką. To też czynię z ogromną przyjemnością, czasem tęskniąc do długich rowerowych eskapad. 
Jakiś czas temu w mojej biblioteczce pojawiła się książka "Pyszne chwasty" Małgorzaty Kalemby-Drożdż. Tytuł był zachęcający a recenzje dobre, więc zdecydowałam się na zakup. Pierwsze doznania były pozytywne- ładne zdjęcia, dobry papier, twarda oprawa i... tyle.

niedziela, 6 grudnia 2015

Trzebiatowskie Mikołajki

Gdy dowiedziałyśmy się, że w tym roku miasto organizuje Mikołajki połączone z jarmarkiem bożonarodzeniowym, byłyśmy bardzo ciekawe tej inicjatywy. Najbardziej martwiłyśmy się o pogodę, która o tej porze bywa bardzo kapryśna.

sobota, 5 grudnia 2015

Międzynarodowy Dzień Wolontariusza

5 grudnia to międzynarodowe święto wolontariuszy.
Zatem:
 Wszystkim wolontariuszom - 
małym i dorosłym
 składamy serdeczne życzenia
 niegasnącej pasji,
 satysfakcji z pomagania drugiemu człowiekowi,
 radości, jaką może dać jedynie bezinteresowna praca na rzecz innych.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Toruń na weekend

Listopadowy weekendowy wypad planowaliśmy z Robertem już jakiś czas. wciąż jednak wahaliśmy się nad celem naszego wyjazdu. początkowo miała być do Łódź, ale ze względu na niezbyt dogodne połączenia PKP (ze względu na bardzo nieprzyjemne przygody z letnich przejazdów unikamy połączeń TLK, co korzystnie odbija się na naszym zdrowiu psychicznym i portfelu). Postanowiliśmy poszukać innego miasta, które chcielibyśmy zobaczyć. I tak stanęło na Toruniu, w którym jeszcze nigdy nie byłam. 

sobota, 28 listopada 2015

Kto nas tak urządził? czyli sobota

Gdy o świcie ( a raczej przed świtem) otworzyłam oczy, uświadomiłam sobie, że czeka mnie bardzo pracowity dzień. Z tyłu głowy kołatało się pytanie" Kto mnie tak urządził?" Odpowiedź była jednak boleśnie prosta- ja sama. Bo przecież nie kto inny jak ja wspólnie z Chudą wymyśliłyśmy spotkanie wolontariuszy w ramach Tygodnia Wolontariatu i jakoś dziwnym trafem na ten sam dzień umówiłyśmy się na Świetlistą Masę Krytyczną, której byłam współorganizatorem!
Mimo ciemności należało wstać, by przed "najazdem" dzieciaków trochę ogarnąć mieszkanie, przygotować materiały do dzisiejszego spotkania i ugotować obiad.

wtorek, 24 listopada 2015

Czy Bond obroni się sam?

Czego by nie mówić o Bondzie, Bondem pozostanie. By sprawdzić, czy to twierdzenie jest zasadą stuprocentową wybrałam się w zeszłym tygodniu do kina, by zobaczyć Jamesa na dużym ekranie. 

sobota, 21 listopada 2015

Zachodniopomorskie kapliczki w świetle badań naukowych

Przydrożne krzyże i kapliczki znajdują się w kręgu moich zainteresowań podróżniczych. Wystarczy zajrzeć do archiwalnych wpisów, by przekonać się, jak często zwracam uwagę na ten rodzaj małej architektury. Czasem cała wycieczka jest temu tematowi podporządkowana, np. wycieczka do Grudzy, Pławnej czy Popielówka.
Zwracam uwagę na różnice w konstrukcji, umiejscowieniu lub zachwycam się po prostu.
Gdy nadarzyła się więc okazja, by wziąć udział w prelekcji na temat kapliczek naszego województwa,nie mogłam z niej nie skorzystać.






poniedziałek, 16 listopada 2015

Muzyka zespołu Queen symfonicznie

Tak, tak, ja też jestem autorką tego bloga. Tylko trochę leniwą. W sobotę wzięłam jednak udział w wydarzeniu, którym chęć podzielenia się z Wami zwyciężyła nad moim lenistwem. Był to koncert muzyki zespołu Queen symfonicznie w wykonaniu orkiestry Alla Vienna, chóru Vivid Singers i wyjątkowo Hollyłódzkiej Orkiestry Filmowej. Razem tworzyli prawdziwą orkiestrę symfoniczną.

sobota, 14 listopada 2015

Gęś w trzech odsłonach

Korzystając z listopadowych promocji zakupiłam gęś, a raczej pół (bo podzieliłam się z teściową). Gęś była świeża, młoda i tłusta. 
A skoro ją już nabyłam, to należało jak najpełniej ją wykorzystać. Tuszka została przez Ślubnego pocięta, a ja przygotowałam dwie porcje- pieczeniową i rosołową. 

piątek, 13 listopada 2015

O "Gwiezdnych wojnach", leniuchowaniu i świątecznej gęsi

grafika ze strony: http://media2.pl
Gdy Ślubny zakomunikował, że jedna ze stacji telewizyjnych proponuje 11 listopada spędzić z maratonem "Gwiezdnych wojen", zażartowałam, że spędzimy ten dzień przed telewizorem i zobaczymy wszystkie części na raz. Pomysł wydawał się tak absurdalny i nierealny, że aż śmieszny. Czym jednak bliżej było do święta, a prognozy pogody mroczniejsze, wizja dnia przed telewizorem stawała się realniejsza. Nadal jednak wydawało mi się niewykonalne siedzenie przez kilkanaście godzin na kanapie. Ja? Kanapa? "Na tapczanie siedzi leń.."? Nie...

poniedziałek, 9 listopada 2015

Ukraińskie klimaty w "Ukraińskiej Chacie"

Trzebiatów jest miastem wielokulturowym, o czym już nieraz wspominałam. Każdy z nas, mieszkańców jest tu przybyszem. Czasem jest to kwestia pokolenia, czasem dwóch lub trzech. I każdy z nas przywiózł tu swoją tradycję. I ta wielokulturowość jest chyba największym atutem tego miasteczka. Wśród wielu nacji, które osiedliły się w Trzebiatowie są przede wszyscy Wielkopolanie oraz przesiedleni tu po wojnie mieszkańcy Kresów Wschodnich.

sobota, 7 listopada 2015

Szczeciński poranek

Powoli wchodzę w dzień. Wypijam kawę, rozmawiając z Chudą i Robertem w ich przytulnej kuchni z widokiem na rusztowania. Jest mgliście i deszczowo. Listopadowa aura w wielkim mieście. Nie lubię dużych miast z ich szumem, zgiełkiem, ciągłym światłem, nieprzerwanym sznurem aut jadących we wszelkich możliwych kierunkach. Czasem jednak muszę takie miasto odwiedzić.

wtorek, 3 listopada 2015

Jeszcze o Łebie i wydmach

Gdy czasem ktoś mnie pyta, dlaczego jeżdżę nad Bałtyk, odpowiadam, że sprawdzić, czy morze jest na swoim miejscu. I zawsze jest!
Jadąc do Łeby, chciałam poniekąd sprawdzić, czy wydmy są na swoim miejscu i... okazało się, że nie.
Pamiętam, jak zdziwiłam się w 2012 roku, gdy weszłam z Gui na Wydmę Łącką, a za nią była kolejna wielka łacha piachu- wydma, której nie pamiętałam ze swojej pierwszej wycieczki w to miejsce (był to prawdopodobnie rok 1997 lub 98). Z tamtej wycieczki pamiętam, że ze szczytu widać było zarówno jezioro Łebsko, jak i fale Bałtyku, a szczyt, na który weszliśmy był najwyższym punktem w okolicy.
Udało mi się odnaleźć archiwalne zdjęcia z tamtej wycieczki. Widać na nich wyraźnie Jezioro Łebsko i rozległą płaszczyznę w kierunku zachodnim.

niedziela, 1 listopada 2015

Pamięci tych, o których niewielu pamięta...

Listopadowe popołudnie. Groby rodziny męża oraz moich znajomych odwiedzone, symboliczna lampka pod krzyżem dla moich bliskich zapalona. Jak co roku.

I podobnie jak rok temu, korzystając z dogodnej aury wsiadam na rower. Kieruję się nad Bałtyk. Nosi mnie Ciągną morskie fale. Obiecałam sobie, że w tym roku zapale znicz na plaży dla Tomka- mojego znajomego, którego zabrał zazdrosny Bałtyk- pisałam o tym w sierpniu.

sobota, 31 października 2015

W odwiedzinach u... żaby

Od kilku dni zapowiadano słoneczna pogodę. Należało więc skorzystać z dobrodziejstw jesieni i ruszyć rowerem przed siebie. Miałam spory dylemat z wyborem trasy, jednak rzut oka na kierunek wiatru wystarczył, by zdecydować się na eskapadę na południe. Wybór padł na Golczewo. Byłam tam już kilkakrotnie, ale zazwyczaj przejazdem, bez zatrzymywania się w miasteczku. A kusiło kilkoma ciekawymi miejscami, kusiło. Drugim powodem była chęć sprawdzenia jak wygląda nowiutki asfalt nie tak dawno hucznie oddawany do użytku w okolicach Kołomącia ( droga była tam już w tak fatalnym stanie, że przestaliśmy tamtędy jeździć)
Pies obudził mnie jak zwykle przed wschodem słońca. Mogłam więc o 7.30 spokojnie ruszyć przed siebie.
Słońce właśnie zaczynało przeświecać przez poranne mgły, rozbłyskiwać w wodach Regi.

piątek, 30 października 2015

Duchy we mgle

Korzystając z październikowej amnestii, duchy opuściły niebieskie przestworza. Na kilka godzin zaledwie wyrwały się spod opieki św. Piotra bądź równie skutecznej kurateli Belzebuba.  Powietrze zawirowało, a bezcielesne, przejrzyste duszne powłoki pokryły ziemię tak ciasno, że atmosfera zgęstniała, spowiła się ledwo widoczną delikatną niczym firanka mgłą.

środa, 28 października 2015

A Święta Góra wciąż woła...


Każdy ma swoją Górę (przynajmniej tak mi się wydaje) Niektóre istnieją tylko w świadomości, są pewną ideą myślą, pragnieniem bądź ograniczeniem. Moja jest realna, rzeczywista. Jest miejscem usytuowanym na mapie, zaznaczonym kropką i nazwanym. Moi stali czytelnicy doskonale wiedzą, że to Blizbor, choć dla mnie jest po prostu Górą. Wracam do Niej ilekroć potrzebuję wyciszenia, odpowiedzi.

niedziela, 25 października 2015

Spacerując po porcie w Łebie

Port w Łebie ma wszystko to, co lubię w portach rybackich najbardziej. Intensywny zapach jodu, ryb, miesza się z wonią ropy naftowej oraz wędzarnianym dymem z drzew liściastych. Wzdłuż nabrzeży stoją worki pełne splątanych sieci, skrzynki czekające na świeżą rybę i skrzynki pełne ryb- teraz trwa sezon na dorsza.

sobota, 24 października 2015

W pustej Łebie

Kolejny urodzinowy weekend spędzamy w podróży. To taka nasza domowa tradycja. Tym razem wybraliśmy się do Łeby, by spokojnie obejrzeć ruchome wydmy. Domyślałam się, że będzie spokojnie, ale opustoszałe miasteczko zupełnie mnie zaskoczyło.
W hotelu "Przystań" byliśmy praktycznie jedynymi gośćmi. Z okna pokoju rozciągała się panorama portu jachtowego, a po przeciwnej stronie był tylko nadmorski las.

sobota, 17 października 2015

Kaczka faszerowana jabłkiem i imbirem

Nadszedł czas imbiru. Jego ostry specyficzny smak jednoznacznie kojarzy się z długimi szarymi wieczorami, gdy za oknem mgła, a w kuchni żarzy się ciepłe światło i pachnie jabłkami oraz cynamonem lub imbirem. Zazwyczaj dodaję imbir do herbat i ciastek. Tym razem został użyty jako jeden ze składników wykwintnego dania obiadowego.

Owocowa pora

Jabłonie znacznie później dziczeją niż grusze. W starych poniemieckich ogrodach, na miedzach dumnie pokazują swoje czerwone lub żółte owoce. Z daleka wołają: chodźcie, chodźcie, wystarczy owoców dla każdego. Zatrzymuję się, schylam po dorodne jabłko. Jest soczyste, chrupkie, lekko kwaskowe. Dopiero przy głębszym smakowaniu na języku odczuwa się cierpkość, odrobinę dzikiej goryczki. Zbieram kolejne owoce, jest ich mnóstwo. Potem jadę dalej. Kolejna miedza, kolejna jabłoń. Tu owoce są mniejsze, ale słodsze, mniej soczyste, za to świetnie nadają się do suszenia. Wreszcie odwiedzam i ostatnie z moich ulubionych drzew- tu owocowanie już się kończy. 


wtorek, 13 października 2015

Na grzyby!

Weekend zapowiadał się pogodny. W sobotę mieliśmy ze Ślubnym zaplanowane zajęcia "osobne"- ja wyjazd rowerowy, on pomoc bratu. Oboje jednak jechaliśmy przez ten sam las w okolicy Świerzna i to miejsce wybraliśmy na niedzielne zbieranie grzybów. 
Wstaliśmy przed świtem- ja ok. 6.00, Ślubny pół godziny później. 


Gdy ruszaliśmy spod bloku słońce dopiero wychylało się nad horyzont. W lesie byliśmy przed 8.00. Pierwsze promienie słońca pobłyskiwały między drzewami, wydłużone cienie nadawały lasowi nieziemski wymiar. Było niewymownie cicho. W te chwilę brzasku nie śpiewały ptaki, nie szumiał w gałęziach wiatr. Pod stopami nie trzaskały gałązki. Wszystko zastygło w oczekiwaniu dnia.



niedziela, 11 października 2015

Jesienna botwinka

Były sobie buraczki... Już o nich pisałam- obrodziły w tym roku i co ciekawe- miały zarówno dorodne korzenie, jak i piękne liście.
Gdy przyszło zebrać plony zrobiło mi się szkoda liści, więc postanowiłam przygotować z nich botwinkową zupę- krem. 










sobota, 10 października 2015

Gołąbki z grzybami

Lubicie gołąbki? Ja uwielbiam, z resztą lubię chyba wszystkie faszerowane warzywa i faszeruję, co się da i kiedy się da, o czym można się przekonać przeglądając kulinarne wpisy na blogu ;) 

wtorek, 6 października 2015

Sprzątanie Plaży z Błękitnym Patrolem WWF

Kilka tygodni temu mój znajomy wrzucił na facebooka informację na temat akcji Sprzątania Plaży na odcinku między Mrzeżynem a Kołobrzegiem. Akcja organizowana była przez wolontariuszy z Błękitnego Patrolu WWF, którzy na co dzień, poza zwykłymi zajęciami zwykłych ludzi, zajmują się także np. ratowaniem rannych ptaków lub ochroną ssaków morskich. 

poniedziałek, 5 października 2015

Jak przemycić owoce do męskiej diety?

W mojej kuchni królują warzywa i Ślubny tę kuchnię akceptuje, tylko czasem, gdy za dużo jest zieleniny kręci nosem. Gorzej z owocami. Te jada rzadko i tylko wtedy, gdy podam je w oryginalny sposób. Żeby jakoś przemycić owoce do jego diety, szykuję kompoty i soki, bo te pije. Innym sposobem jest przygotowanie deseru z owocami, a w tym roku przebojem stały się koktajle i coraz modniejsze smoothie. Jeśli owoce i warzywa  dokładnie zmiksuję i doprawię - zostają zaakceptowane przez Ślubnego, ba zaczął się nawet dopominać swojej porcji, gdy dzielę przygotowany napój (nawet siemię lniane i nasiona chia mu nie przeszkadzają).



sobota, 3 października 2015

Rowerowe powitanie jesieni

- Kiedy pojedziemy na wycieczkę?- to było jedno z pierwszych pytań jakie usłyszałam po rozpoczęciu nowego roku szkolnego. Niełatwo było wytłumaczyć moim wychowankom, że we wrześniu mamy maratony i możemy im poświęcić dopiero pierwszy weekend października. Udobruchali się dopiero, gdy opowiedziałam im swoje wakacyjne przygody (ale filmu z wyprawy Bałtyk- Izery nie mogą się już doczekać) 

Mrzeżyńska cisza...

2 października był pierwszym naprawdę wolnym dniem, który miałam od dawna. Zaplanowałam więc sobie wyjazd do lasu i na plażę w Mrzeżynie. Najpierw poszukam grzybów,później poganiam z psem po piasku. Kilka wcześniejszych dni zrewidowało jednak nieco moje plany - było zimno i mogło się okazać, że z grzybobrania nici. Więc, żeby mieć pretekst (chociaż prawdę mówiąc nie potrzebowałam go) na spacer po lesie, wzięłam aparat, jedno ze swoich słowiańskich giezeł i statyw. Liczyłam na mgłę i słońce, ale gdy wstałam rano, przywitało mnie szare niebo bez śladu słońca. Zanim jednak się ogarnęłam, zjadłam śniadanie, zajechałam do szkoły po parę drobiazgów, zdążyło wyjść słońce, zaczęło robić się coraz cieplej. 

wtorek, 29 września 2015

Buraczki w occie jabłkowym

Mój ogród bywa kapryśny. Co roku obdarowuje mnie inna klęską urodzaju. W tym roku, choć nic nie zapowiadało jakichkolwiek zbiorów, okazało się, że pod pokaźnymi liśćmi ukryte są całkiem ładne buraki. Ostatnie pogodne dni sprzyjały zbieraniu, wiec i na buraczki nadszedł czas. Duże włożyłam do skrzynki. Część potrę do słoików, część zostanie na zimę. Te małe, które zazwyczaj się wyrzuca u mnie lądują w słoiczkach w całości - bo nic nie ma prawa się zmarnować. Zazwyczaj robiłam buraczki w zalewie z kwasku cytrynowego, nie używałam octu, by nie tracić cennych witamin i umożliwić jedzenie małym wówczas dzieciom. 
W tym roku moje buraczki zalane zostały octem jabłkowym własnego wyrobu. Zastanawiam się, dlaczego nigdy wcześniej nie robiłam octu, przecież co roku mam tak dużo jabłek, a przy tym do wyrobu octu zużywa się tak naprawdę odpady, bo skórki z jabłek ( a tych u mnie mnóstwo, bo do suszenia jabłka obieram). 

niedziela, 27 września 2015

W lesie

Spacer po lesie marzył mi się już od tygodni, nawet zakładałyśmy, że wracając z Buczka zatrzymamy się gdzieś w Puszczy Goleniowskiej chociaż na chwilę. Niestety, wtedy padał deszcz. Wreszcie moje marzenie miało się spełnić. O poranku wspólnie z Ślubnym wybraliśmy się do mojego ulubionego mrzeżyńskiego lasu. Zaraz na początku każde poszło w swoją stronę: Ślubny na grzyby, ja na borówki. Tylko pies nie mógł się zdecydować, komu towarzyszyć i biegał między nami.

piątek, 25 września 2015

Papryczki faszerowane

Uwielbiam faszerowane warzywa. Mogłaby takie dania jeść i przygotowywać codziennie, gdyby mi czas pozwolił. Najbardziej jednak lubię faszerowaną paprykę, danie, które pamiętam z dzieciństwa- robił je czasami mój tato.

wtorek, 22 września 2015

Ekspresem w Polsce Centralnej

Pierwsze przymiarki do weekendowego pobytu w Łasku były zupełnie inne. Im jednak było bliżej do wyjazdu, tym plany ulegały minimalizacji. I tak zamiast trzech dni na Ziemi Łaskiej, były 24 godziny.Powodów naszej decyzji było kilka jednym z nich była Trzebiatowska Masa Krytyczna, którą współorganizowałyśmy. Trudno sobie wyobrazić, że takie wydarzenie odbyłoby się bez nas. W piątkowe przedpołudnie wzięłyśmy więc udział w przejeździe rowerowym po ulicach miasta, mając pod opieką ponad dwudziestoosobową grupę uczniów naszej szkoły.

środa, 16 września 2015

Znowu pomidory???

Takiego urodzaju pomidorów się nie spodziewałam. Z każdego wyjazdu na działkę przywozimy kolejne wiaderka czerwonych kulek,które trzeba szybko przetworzyć albo zjeść. Jemy je więc na surowo, prosto z krzaczka, w surówkach i sałatkach, w jajecznicach, na kanapkach i zapiekankach, w zupach. Najwięcej jednak owoców ląduje w wielkim garze i zostaje przetworzonych na przecier. 
W zależności od czasu parzę pomidory i obieram ze skóry, a dopiero potem duszę albo gotuję całe i miksuję zawartość gara. 
Gdy mam więcej czasu przygotowuję najbardziej pracochłonny przecier pomidorowy, na który składają się:
pomidory
suszone oregano i bazylia
pieprz
sól
Pomidory gotuję aż zmiękną i odparują, przecieram przez sitko, dodaję zioła i przyprawy. Zagotowuję, gorący przecier przelewam do butelek, zakręcam i zagotowuję.
W zimie będą podstawą wielu pysznych potraw.

niedziela, 13 września 2015

Supermaraton Rewal Bike System na koniec sezonu

Ciemność widzę,ciemność... we wrześniu o 5 .00 jest jeszcze ciemno, zwłaszcza,gdy niebo pokrywają gęste chmury i pada deszcz ( a przecież miało nie padać!)
Co można robić w sobotę o piątej rano? Wystartować na dystansie ultra w maratonie. No właśnie!

wtorek, 8 września 2015

Łaskawy Liczyrzepa- Karpacz 2015

Prognozy pogody były złe, nawet fatalne. Miało wiać, padać i być zimno,bardzo zimno. Jechałyśmy do Karpacza pełne obaw, bo choć na trasie świeciło słońce, to termometr z godziny na godzinę pokazywał coraz niższą temperaturę.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Aktywna sobota w Stajni Fuzja

Ostatnia sobota sierpnia była dla wolontariuszy z Baszty Kaszanej dniem niesamowicie ekscytującym. Wybraliśmy się bowiem do miejsca niezwykłego – znajdującej się w urokliwym Gąbinie Stajni Fuzja, gdzie bardzo ciepło przyjęła nas właścicielka – Kasia Kolasińska oraz jej pomocnicy. Wizytę rozpoczęliśmy krótkim instruktarzem – wyjaśniono nam co w stajni wolno, a czego nie. Później zaczęła się zabawa – podzieleni na cztery drużyny wolontariusze zabrali się za czyszczenie wspaniałych koni z Fuzji: Precla, Kariny, Cazonetty i Idylli. 

środa, 26 sierpnia 2015

Słoneczna Soraya

Na początku wakacji obiecałam Wam recenzję kilku kosmetyków, które dostałam do przetestowania. Pamiętacie? Nie, to zajrzyjcie tu.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Parowozy i jeziora- niedziela w Wolsztynie

Co by tutaj zwiedzić, zastanawialiśmy się,planując pobyt w Wielkopolsce. Wyjeżdżając, nie mieliśmy skonkretyzowanych planów, poza jednym-ma być jezioro i plaża. Nim jednak nad jezioro dotarliśmy, było jeszcze sobotnie popołudnie, gdy wspólnie z Gui i Ślubnym czekaliśmy na Młodych. Siedzenie w bazie maratonu wydawało nam się bezsensowne, bo skorzystaliśmy z wszystkich możliwych atrakcji, a wciąż było mnóstwo czasu do ceremonii zakończenia. Postanowiliśmy więc zwiedzić pobliskie miasteczko, którego panorama wyglądała zachęcająco. 
Śmigiel okazał się przytulnym miastem z niską zabudową, kojarzącą się nam z miasteczkami Bornholmu. 


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Gdzie leży Nietążkowo?- I Supermaraton "Szlakiem Don Kichota"

Gdybym do namalowania swoich wrażeń mogła użyć tylko jednego koloru, byłby to żółty. W powiecie kościańskim, który nas gościł żółte były rżyska po zakończonych żniwach,na żółto wysychały od suszy pola kukurydzy, na drzewach żółciły się mirabelki, jabłka i gruszki, żółty był piach na poboczach dróg, wreszcie żółte było powietrze rozżarzone sierpniowym słońcem...

czwartek, 20 sierpnia 2015

Szlakiem jezior. Dzień IV i V- Lubię Lubie

Noc z perseidami minęła szybko. Wydawało się, że ledwo przyłożyłyśmy głowy do karimaty po nocnym liczeniu spadających gwiazd, a tu już był poranek. Dałyśmy sobie sporo czasu na rozbudzenie i picie kawy, bo przecież zaplanowałyśmy drugie śniadanie w Starym Drawsku. 

środa, 19 sierpnia 2015

Szlakiem jezior.Dzień III- Tajemnice XX w.

Gdy ruszałyśmy z Dzików, wiedziałyśmy, że zapowiada się ciekawy i trudny dzień.Trudny nie z powodu drogi (choć ta kolejny raz spłatała nam figla), ale z powodu ilości miejsc, które chciałyśmy zobaczyć. Nim jednak wyjechałyśmy znad kolejnego pięknego jeziora, poobserwowałyśmy żabę, która obserwowała nas. Jak zwykle powoli piłyśmy kawę na skarpie, zjadłyśmy owsiankę. Wreszcie, po sprawdzeniu mapy wjechałyśmy do wsi, z której chciałyśmy konnym szlakiem dostać się do Jelonek. Droga była? Była! No to pojechałyśmy... ta...może 500 m,bo potem zaczął się piach, a później...bagna... Droga niby była, ale rozjeżdżona przez ciężki sprzęt .Półmetrowe koleiny wypełnione były brunatno-zielonkawą mazią... po bokach rosły pokrzywy,jeżyny,osty... Rewelacja!

wtorek, 18 sierpnia 2015

Szlakiem jezior.Dzień II-czy elektrownia była tego warta?

Obudziłam się ok.6.00. Było już po wschodzie słońca, a tafla jeziora połyskiwała i mieniła się. Kilka kaczek podpłynęło do brzegu i zaczęło się popisywać,jakby czekały na kawałki jedzenia. Przygotowałam nasze tradycyjne śniadanie- kaszkę i kawę. Gui nazbierała jagód do kaszy. Zapowiadał się kolejny ciepły i przyjemny dzień... Niespiesznie spakowałyśmy nasze obozowisko i o ósmej byłyśmy gotowe do drogi... 




poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Szlakiem jezior. Dzień I- wolność ma smak jagód

Budzimy się o 6.00. Rodzinnie wypijamy kawę, rozmawiamy, sprawdzamy, czy wszystko spakowałyśmy ( o tym, że nie wszystko przekonamy się następnego dnia rano). Kilka minut po ósmej ruszamy w stronę Kołobrzegu. Dlaczego akurat tamtędy? Z kilku powodów: po pierwsze w Kołobrzegu upatrzyłam wreszcie kask na moją głowę i zamierzam go jeszcze kupić; po drugie- w Kołobrzegu mają fiszbuły, czyli smakowite bułki z rybą,które ulubiłyśmy sobie w czasie zeszłorocznej wyprawy; po trzecie wreszcie- na Pojezierze Drawskie pojedziemy dosyć dziwnie- chcemy zobaczyć elektrownię szczytowo- pompową w Żydowie, dojedziemy więc prawie do granicy woj. zachodniopomorskiego z woj. kujawsko-pomorskim, ale o tym później.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Festyn z zupą rybną i chwilą zadumy

Jeszcze na trasie z Drawska Gui zaproponowała, żebyśmy po południu pojechały do Mrzeżyna, bo jej koledzy z zespołu grają koncert w porcie. Nie trzeba mi tego dwa razy mówić. Po obiedzie wsiadłyśmy do samochodu, który Gui kupiła kilka dni temu i udałyśmy się do mrzeżyńskiego portu, gdzie odbywał się Mrzeżyński Festyn Rybny na Drodze św.Jakuba. 

środa, 12 sierpnia 2015

"Narysuj mi baranka. "


"Mały Książę" wszedł do kin. Nie mogłabym nie obejrzeć czegoś co powstało w oparciu o najważniejszą książkę w moim życiu. Co więcej nie uśmiechało mi się oglądanie takiej produkcji w pozbawionym charakteru multileksie, więc na seans wybrałam się do kameralnego kina Jantar w Mrzeżynie. Momentami produkcja mnie zachwyciła, chwilami jednak rozczarowała. Niemniej z kina wyszłam zapłakana. 

Może jednak po kolei...


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Blondynki pakują się na wyprawę

Wiem, początek jak z kiepskiego dowcipu, ale post będzie jak najbardziej poważny. Rozpoczął się drugi tydzień sierpnia, więc wyjeżdżamy z Gui w naszą coroczną rowerową eskapadę. Nie wygrałyśmy w konkursie, zatem budżet mamy skromniejszy. Zamiast Szwecji będą jeziora Pojezierza Drawskiego.

sobota, 8 sierpnia 2015

Oglądając ciężarówki w Rogowie

Sobotnie popołudnie planowaliśmy spędzić rodzinnie. Pomysł na wycieczkę klarował się dosyć długo ze względu na upały.Padały propozycje jeziora,morza,a nawet ... jazdy samochodem, co szybko udało się wyperswadować pomysłodawcy. Wreszcie zdecydowaliśmy się na pobliskie Mrzeżyno-jest morze, jezioro w Rogowie, a w ostatniej chwili facebook przypomniał mi, że chciałam wziąć udział w wydarzeniu- zlocie ciężarówek wojskowych:

piątek, 7 sierpnia 2015

Co wyrosło w moim ogrodzie?- zupa ogrodniczki.

Zaglądam na swoją działeczkę.Roślinki jak były, tak są.Niektóre,bo niektórych nie widać zza zasłony z chwastów. Taka cebulka schowała się między koprem i innym zielem.W ogórkach ogórecznik, w marchewce szpinak nowozelandzki. Dziki ten mój ogródek.Trzeba wiedzieć, gdzie czego szukać.

Gorąco nad Bałtykiem

Jest ciepło. Ponoć nawet bardzo. Ponoć, bo jako typowa jaszczurka uwielbiam gorąco i nadal czekam na zapowiadane +40. Dla mnie wymarzona pogoda na rower. We wtorek wybrałam się na przejażdżkę wzdłuż Wybrzeża, niestety, tłok w nadmorskich miejscowościach uświadomił mi, że jednak wolę Bałtyk jesienią,wiosną albo o świcie. Jednak,gdybym nie pojechała, nie mijałabym Reska Przymorskiego i wyłożonych na brzegu kajaków! Przypomniałam sobie, że o kajakowej wycieczce marzymy od wczesnego lata, gdy obserwowałyśmy kajakarzy na Redze w czasie upalnego maratonu w Świdwinie. 

środa, 5 sierpnia 2015

Wariacje z kaszą-co mogli jeść Słowianie

Wśród książek, które zamówiła Chuda w ramach projektu była też "Kuchnia Słowian". W ramach Święta kaszy postanowiłyśmy wykorzystać nowo zdobytą wiedzę na temat jadalnych chwastów i powstało danie z kaszy. Jury się na nim nie poznało- pewnie przestraszyli się nazw chwastów, które wrzuciłyśmy do środka. Kasza jednak była bardzo smaczna.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Pobiegliśmy dookoła świata na rzecz chorych na padaczkę

Upał .Ludzie smażą się na plaży, a my...my smażymy podpłomyki. Gdy miesiąc temu poproszono Chudą, by Chąśba wsparła Marsz i Bieg Dookoła Świata, ta nie wahała się ani chwili. Szczytny cel,dogodny termin. Dlaczego nie mielibyśmy rozłożyć się obozem na łące i piec podpłomyków?
Takie było założenie, a jak się skończyło? O tym za chwilę. 

niedziela, 2 sierpnia 2015

Chąśba na Święcie Kaszy

W poprzednim wpisie chwaliłam Chudą. Dzisiejszy będzie dalszym ciągiem owego peanu. Przed corocznym Dniem Trzebiatowa Chuda została zaproszona do poprowadzenia warsztatów dla dzieci w Trzebiatowskim Ośrodku Kultury (o czym informowały regionalne media). Przed kilka godzin uczyła dzieci tańców historycznych, by pokazać efekty w czasie Święta Kaszy. 

sobota, 1 sierpnia 2015

Zapraszamy do Baszty Kaszanej!

Od miesiąca namawiam Chudą, by wreszcie napisała o tym, co robi i czym zapełnia całe dnie. No właśnie-zapełnia tak dokładnie, ze na pisanie nie starcza jej już sił i czasu. Zatem sama napiszę o tym,jak bardzo dumna jestem ze swojej córki. Jakiś czas temu Chuda pochwaliła się tutaj projektem, który napisała w ramach FIO i otrzymała pieniądze na jego realizację. Własnie mija pierwszy miesiąc funkcjonowania inicjatywy nazwanej Punktem Informacyjnym w Baszcie Kaszanej. 

środa, 29 lipca 2015

Wiało, grzmiało i padało... XII Klasyk Kłodzki

Przyjemne,ciepłe południe. Właśnie spakowałam samochód i ruszam przed siebie.Przede mną 160 km samochodem po górach.Zdecydowanie wolałabym trasę pomiędzy Gierczynem a Zieleńcem pokonać rowerem (dystans taki sam jak ten, który pojadę następnego dnia, a i przewyższenia pewnie podobne). Póki co jednak zatrzymuję się na dworcu kolejowym w Marciszowie, gdzie umówiłam się z Gui. Odbiorę ją z pociągu z Wrocławia i dalej pojedziemy razem. Hura! Bez pilota jedzie się źle,nawet wtedy, gdy dobrze zna się trasę. A trasę znam, bo przecież niepierwszy raz jadę samochodem do Zieleńca (choć po prawdzie za każdym razem jest to nieco inny wariant drogi). Gadamy,planujemy, podziwiamy barokowy kościół w Krzeszowie, przejeżdżamy czeską granicę, robimy zakupy w czeskim markecie,przejeżdżamy granice,jeszcze Lewin Kłodzki i jesteśmy w Zieleńcu,gdzie w naszej ulubionej Zielenieckiej Chacie już czekają na nas Chuda z Robertem. Czekana nas także przemiła gospodyni Chaty. Rozpakowujemy auto i gdy siadam na łóżku zauważam, ze chciałabym tu spędzić kilka dni, bo atmosfera pensjonatu,jego wyposażenie za każdym razem wywołują we mnie nieodpartą chęć niczym nie zmąconego odpoczynku. Gui ma podobne odczucia. Nawet zastanawia się, czy nie wrócić do Zieleńca we wrześniu. 

wtorek, 28 lipca 2015

Od świętej Anki...-czas pożegnać Izery

Ludowe przysłowie mówi: „Od świętej Anki chłodne wieczory i zimne ranki”. Przekonałam się o tym,gdy w poniedziałkowy poranek wyszłam przed dom. Kawę piłam w … zimowej kurtce. 

poniedziałek, 27 lipca 2015

Jelenia Góra, czyli nie należy nas wpuszczać do Empiku

W czwartek umówiliśmy się z Gui w Jeleniej Górze, aby odebrać jej rower – nie będzie miała możliwości przywiezienia górala do Trzebiatowa, a przecież wybieramy się w trasę! I tak, ponieważ każdy powód do spotkania jest dobry, spędziliśmy rodzinnie kilka godzin.

środa, 22 lipca 2015

Na rozstaju dróg, gdzie przydrożny Chrystus stał... Popielówek.

O  poranku oglądam skąpane w świcie Pogórze. Jest  jak ogromna mapa. Mapa coraz mi bliższa, coraz mniej na niej miejsc, których nie znam, w których nie byłam... Dzisiaj kolejny fragment mojej mapy Pogórza przestał być dla mnie tajemnicą. Ilekroć spoglądałam na wyrysowane na papierze drogi, miejscowości, poziomice, mój wzrok zatrzymywał się na małej wiosce Popielówek. Niby nic szczególnego, podrzędna droga, kilka kwadracików wskazujących zabudowania, przystanek autobusowy, kościół i... małe czarne kropeczki z krzyżem- kapliczki. Mnóstwo kapliczek, zda się jeszcze więcej niż w mojej ulubionej Grudzy.

Lazy day czyli kawa z widokiem


poniedziałek, 20 lipca 2015

Pławna - arka rozmaitości

Kilka lat temu wracaliśmy z Lwóweckiego Lata Agatowego przez Radoniów, bo tylko ten wyjazd z miasta nie był zakorkowany. W pewnej chwili naszym oczom ukazał się dziwaczny widok: oto przy samej drodze stał niewielkich rozmiarów bajkowy zamek, a po przeciwnej stronie majaczyły jakieś rzeźby. Niepewnie zasugerowałam Ślubnemu, żebyśmy się zatrzymali, bo dzieci chętnie zwiedziłyby to miejsce. Ten jednak już naburmuszony po pobycie w tłumie zwiedzających w Lwówku nie zgodził się, a my nie mieliśmy takiej siły przebicia jak teraz, więc zwiesiliśmy nosy na kwintę i milcząco dojechali do Domku pod Orzechem.

Na targ, na targ!

-W sobotę jadę na targ do Mirska.- oznajmiłam w piątek wieczorem.
-Jadę z tobą. - zadeklarował Ślubny, czym niesłychanie mnie zadziwił.
-Na pewno chcesz jechać ze mną NA TARG? - upewniłam się, akcentując ostatnie wyrazy.
-No przejadę się.- potwierdził Ślubny.

niedziela, 19 lipca 2015

W niebieskiej kuchni serwujemy zupę czereśniową

W Domku pod Orzechem są dwie kuchnie, o czym wiedzą ci, którzy albo śledzą moje wpisy, albo odwiedzili moje gierczyńskie królestwo. W lecie najczęściej korzystam z tej  niebieskiej, tzw. letniej. I do niej Was dzisiaj zapraszam. Jako, że obrałam czereśnie, na obiad serwowałam dziś zupę czereśniową. Nie pamiętam z dzieciństwa zup owocowych, bo się ich na Śląsku nie gotowało. Moja zupa jest zatem całkiem autorska.

Przygotowałam:
kubek wypestkowanych czereśni,
wodę źródlaną (innej u nas nie ma)
1 łyżkę cukru
3 łyżki gęstej kwaśnej śmietany ( moja była swojska)
1 łyżkę mąki
100 g makaronu kokardki
szczyptę soli.

Czereśnie ugotowałam w 1/2 l wody z cukrem. Osobno zgodnie z opisem ugotowałam makaron. Gdy owoce zmiękły, zabieliłam zupę śmietaną wymieszaną z mąką, zagotowałam. Na talerz wyłożyłam makaron, wlałam zupę. Udekorowałam kwiatami prawoślazu.
Moja zupa czereśniowa wyszła kwaskowa, więc jeśli ktoś woli słodkości, powinien ją trochę dosłodzić.

Inne lekkie dania z mojej niebieskiej kuchni to potrawka z kurkami i kurczakiem oraz chłodnik ogórkowy (ostatnia torebka winiarów z akcji rekomenduj.to) Jako zieleniny użyłam ziela burzynka, czyli  przetacznika ożankowego.







A takie widoki prezentuje mi natura.