niedziela, 4 stycznia 2015

W drodze do Narnii

Cisza. Tak przejmująca, że wprost nierealna. Wokół pusto. Nie poruszają się gałęzie drzew, śnieg wygłusza jakiekolwiek odgłosy.
Stoję przed Domkiem pod Orzechem i raduję się tą ciszą. Dołącza do mnie brat. Nie musimy nic mówić- czujemy to samo. Przecież właśnie po tę ciszę tu przyjechaliśmy.


Gierczyn wita nas śniegiem i lekkim mrozem. Obserwujemy dalekie światła Pogórza. Tu na zboczu Góry panują ciemności.
W domku jest jednak jasno i gwarno. Na sylwestra zjechała się rodzinka. Jest nas ośmioro- brat z rodziną, Chuda z Robertem , bratanek Ślubnego i ja ze Ślubnym.
W piecu trzeszczy ogień. Niesamowite, że tym jednym kaflowym piecem udaje się rozgrzać cały parter domu. Pierwszy raz „uruchomiliśmy” w zimie wszystkie izby. I choć śpimy w różnych pokojach, to i tak życie koncentruje się przy piecu. Tu pije się poranną kawę, czyta książki i prowadzi dyskusje o życiu, ba... nocą nawet gra w karty, o czym opowiedziano mi w południe któregoś dnia (bo to ja najwcześniej chodzę spać, by dbać o ogień od 6.00 )
A dyskusji jest całe mnóstwo, bo przecież sześcioro dorosłych zawsze ma o czym pogadać.

Mam ogromną potrzebę odpoczynku. Ograniczam do minimum gierczyńskie spotkania. Muszę pobyć z sobą i tylko z sobą...

Sylwestra spędzamy przy ognisku, zjeżdżamy z górki na popularnych „jabłuszkach” i plastikowych saneczkach z biedronki (kupiliśmy je z bratem w czasie ostatnich przedsylwestrowych zakupów, razem z ryzą papieru i kartą SD). O 22.00 urządzamy pokaz sztucznych ogni dla bratanka i jego kolegów, potem dzieci kładą się spać. Ja chętnie też bym się położyła. Z trudem udaje mi się dotrwać do 24.00, ale na oglądanie sztucznych ogni na Pogórzu już nie daję się namówić i szybko usypiam.
Dla mnie bowiem nie sylwester jest ważny, ale 1 stycznia, kiedy to tradycyjnie wybieram się gdzieś samotnie. Na Wybrzeżu jest to najczęściej wycieczka rowerowa nad morze. W górach -piesza wędrówka.

Wstaję, gdy tylko robi się widno. Trudno powiedzieć jasno, gdy niebo zasnute jest ciężkimi chmurami. Od kilku dni wieje, ale na razie wiatr nie jest uciążliwy. Dopiero następnego dnia stanie się nieznośny. W domku słychać pochrapywania zmęczonych sylwestrem domowników.
Zjadam śniadanie, szykuje buty. Usta, dłonie i stopy smaruję wazeliną. Pakuje do plecaczka termos z gorącą herbata i aparat fotograficzny. Jeszcze tylko dołożę drwa do pieca i wychodzę.
Kieruję się prosto na Blizbor- moją Górę. To na nią zawsze kieruję pierwsze swoje kroki.
Idę po śladach Chudej i Roberta- oni odwiedzili Górę dzień wcześniej.

Chwila oddechu na szczycie. Zza chmur, na razie bardzo nieśmiało prześwituje słońce. Jest przyjemnie- temperatura minimalnie powyżej zera, w lesie nie odczuwa się wiatru. Idę więc dalej , w kierunku Dłużca, bo stamtąd widać nie tylko Pogórze Izerskie, ale także Wysoki Kamień, Stóg Izerski, a nawet Karkonosze.
Od kilku lat trasę tę pokonuję rowerem i teraz od nowa odkrywam przyjemność wędrowania. Co chwilę zatrzymuję się, by spojrzeć na zwierzęce tropy, kilkakrotnie spotykam jelenie i sarny. Tu powyżej 700 m n.p.m. jest już całkiem biało. Śniegowe czapy otulają choinki.

Schodzę z utartych szlaków. Nie ma już ludzkich śladów. Prowadzą mnie sarnie ścieżki i to one w pewnej chwili wyprowadzają mnie na bagna. Śnieg jest powyżej kolan, staram się iść po śladach jeleni, bo widzę, gdzie pod śniegiem jest trawa, a gdzie grzęzawisko. Nie zawsze się udaje. W pewnym momencie czuję, jak woda wlewa mi się do butów. Dalej pójdę już w mokrych. Na nic zdało się zabezpieczanie butów pastą.

Jest jednak na tyle ciepło, że nie martwię się zbytnio ta przygodą. Czuję bliskość natury, słyszę jej tętno...
Wreszcie wychodzę na znaną bitą drogę. Czas wracać do domu. Nie spotkałam 12 miesięcy, nie trafiłam do Narnii, ale spotkałam samą siebie... w tej ciszy, w tej bieli...

Na Pogórzu już nie ma śniegu...


Przed nami cały rok. Jakoś utarło się, że czegoś sobie i innym życzymy. Sobie chciałabym życzyć czasu... tak, właśnie czasu: na zatrzymanie, refleksję, na bycie tu i teraz. Intensywne, całą sobą. I mądrych decyzji, przemyślanych, wyważonych.
I Wam. drodzy czytelnicy też właśnie tego życzę. 

1 komentarz:

mago nia pisze...

Piękne życzenia :) Dziękuję za nie i za bardzo obrazowy wpis.. ja bym się sama bała chodzić po górach. Zapraszam do zabawy http://ale-ze-co-consek.blog.pl/liebster-blog-award/