piątek, 20 marca 2015

50 km wolności

15.15. Wpadam do domu. Na dworze świeci słońce, wiatr prawie nie wieje. Do zachodu kilka godzin.
Rzadko zdarza się, bym po pracy znalazła czas na rowerową wycieczkę, dlatego te wyjazdy w środku tygodnia zawsze postrzegam jako dodatkowo podarowane godziny, kilometry wolności.


Wyjeżdżam w ulubionym kierunku.Cerkwica, Karnice i... trzeba szybko podjąć decyzję- Niechorze, czy Rewal. Decyduję się na Rewal. Droga wprawdzie gorszej jakości, ale dawno tamtędy nie jechałam i stęskniłam się za widokiem podkarnickich łąk, przeciętych wstążką Kanału Dreżewskiego.  Bezkresna przestrzeń rewalskich mokradeł zawsze mnie zachwyca.  Sarny, jastrzębie, bażant... A w środku tego pustkowia niewielka wioseczka- Ninikowo.  Jeszcze widać ślady dawnej niemieckiej gospodarki- wielkie stodoły z muru pruskiego, ukryte w ogrodach spore domy. Niestety, tylko w niewielu przypadkach dobrze utrzymane, świadczące o dbałości obecnych właścicieli. I pomyśleć, że do gwarnego, bogatego Rewala jest stąd tylko kilka kilometrów. Idealne miejsce dla pragnących ciszy, a jednocześnie chcących  odpoczywać nad Bałtykiem. 
Mijam wioskę, dojeżdżam do Śliwina z nowoczesną stacją kolejki wąskotorowej i już wjeżdżam na punkt widokowy w Rewalu. Ludzi jeszcze niewielu. Spokój... Wdycham wilgotne morskie powietrze... Obok wielorybów dziadek i wnuczek jeżdżą rowerami. Widać, jaką frajdę sprawia im wspólna zabawa. Przejeżdżam obok Małego Księcia nadal osieroconego przez Różę (nikt nie kwapi się, by oddać metalową Różę właścicielowi), Romeo i Julia wciąż tak samo zapatrzeni w siebie. Uśpione jeszcze róże w Alei Różanej...



Słońce chyli się ku zachodowi. Czas wracać do domu. Po drodze spotykam znajomych kolarzy z Gryfic. Krzyczymy powitanie i każdy jedzie w swoją stronę. 
50 km wolności...


13 komentarzy:

Przemek Brzezicki pisze...

Rewal, Niechorze... tak blisko, a tak daleko.
Trzeba tam zawitać w tym toku, tak sobie obiecuję i obiecuję.
ps.Szkoda tylko, że te zdjęcia takie małe ;)

Ruda pisze...

Zdjęcia małe, bo rozdzielczość telefonu kiepska ;)

Paweł Kępień pisze...

Dużo bym dał żeby wracać do domu ok. 15 :) Zostaje na razie jazda po zmroku, ale pocieszam się tym, że dzień już coraz dłuższy...

Pozdrawiam!

Ruda pisze...

Ja, żeby wracać po 15., poprosiłam o wcześniejszą godzinę rozpoczynania pracy. Przyjeżdzam do szkoły razem z pierwszymi uczniami o 6.50.

awiola pisze...

A ja muszę w końcu odkurzyć swój rower. Obiecałam sobie, że będę jeździć na nim od wiosny.

adatoniewypada pisze...

zazdroszczę miejsca gdzie mieszkasz

Paweł Kępień pisze...

Jest to jakieś rozwiązanie :) Nie zawsze jednak mógłbym sobie na to pozwolić, a i dojazd w jedną stronę to w moim przypadku ok. godzina. Jednak tak jak napisałem, jeszcze troszkę i nawet po powrocie z pracy będzie można wyskoczyć i pożreć trochę kilometrów :)

Anonimowy pisze...

Nie wiem dlaczego, gdy widzę nazwę:Ninikowo przychodzi mi na myśl nazwa:Baden Baden:) P.S. Czy pieski powitały Ciebie "radośnie" szczekając w tymże Ninikowie?

Marchev ka pisze...

Dni coraz dłuższe, coraz więcej można zrobić. I coraz mniej trzeba się spieszyć, by zdążyć przed zmrokiem. Jeszcze trochę i będzie "normalnie" :))

Ruda pisze...

Koniecznie! I łańcuch nasmarować :)

Ruda pisze...

Nawet nie wyobrażasz sobie, jak często dziękuję Opatrzności, że 25 lat temu tu znalazłam swoje miejsce na Ziemi.

Ruda pisze...

A to by się mieszkańcy Ninikowa zdziwili... Psy były przyjazne, chyba tylko jeden szczekał. To w Zaciszu pod Gryficami trzeba na kundelki uważać ;)

Ruda pisze...

Oj tak... tylko żeby na wschód słońca zdążyć, trzeba będzie wstawać coraz wcześniej. Dziś podziwiałam słoneczny spektakl o 6.05