piątek, 13 marca 2015

Przyjedź na Rembrandta

- Przyjedź, pójdziemy na Rembrandta - kusiła Chuda, odkąd dowiedziałyśmy się, że Muzeum Narodowe będzie prezentowało "Pejzaż z miłosiernym Samarytaninem".
Trochę trwało, nim wreszcie znalazłyśmy dogodny termin na spotkanie w Szczecinie.  Umówiłyśmy się na intensywną sobotę.

Zdjęcie ze zbiorów sklepu Madbike
Przed dziesiątą pojawiłyśmy się na Placu Lotników, aby spotkać się ze znajomymi dziewczynami, które uczestniczyły w Rowerowym Dniu Kobiet. Przez kilka minut obserwowałyśmy rosnącą, wielobarwną grupę kobiet na rowerach. Wreszcie pojawiły się i pierwsze nasze koleżanki. Radosne powitania wprawiły nas w doskonały nastrój. Udało nam się też poznać kilka dziewczyn, które wcześniej znałyśmy tylko wirtualnie, ileż przy tym było radości! Nim kolorowy peleton ruszył na wycieczkę, zdążyłyśmy jeszcze umówić się ze znajomą na wspólny wyjazd do Trzebnicy. Panie ruszyły, a my skierowałyśmy się w stronę Wałów Chrobrego.

"Pejzaż..." wyeksponowany jest w osobnej sali. Czarne, oświetlone punktowo pomieszczenie sprawia, że nic nie rozprasza odbiorcy. Można delektować się dziełem mistrza światłocienia.
A jest się czym zachwycać. Reprodukcja nie oddaje wielu niuansów dzieła. Stałyśmy dłuższą chwilę, dzieląc się szeptem spostrzeżeniami, dostrzeganymi szczegółami, które na reprodukcji umknęły.
Korzystając z wizyty w Muzeum Narodowym, obejrzałyśmy zarówno ekspozycję stałą, jak i czasową wystawę fotografii dzikiej przyrody.


Spod muzeum ruszyłyśmy w kierunku budynku PŻM, gdyż umówiłyśmy się ze znajomym w kawiarni Cafe 22, która mieści się na szczycie wieżowca. Panorama miasta z tej wysokości jet niezwykle ciekawa (choć po wizycie w Sky Tower, już nie robi takiego wrażenia). Sama Cafe 22 nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ciasto jest smaczne, świeże i w dużym wyborze.. Stoliki ustawione przy oknach pozwalają na niezmącone obserwowanie życia miasta (my trafiłyśmy na demonstrację PiS) Na uwagę zasługuje niewielka galeria obrazów, które można sobie kupić.
Po południu zaplanowałyśmy szybki  obiad (brokuły i makaron) a potem zakupy w Decathlonie.
Kupiłyśmy mnóstwo przydatnych (i nieprzydatnych) gadżetów rowerowych. Niestety nie dostałam nowego zielonego kasku i takiej kurtki. Chyba trzeba będzie jeszcze raz przyjechać i kupić kask w zaprzyjaźnionym sklepie rowerowym.
Przy kasie spotkałyśmy znajomego z maratonów rowerowych, co oznacza, że sezon zbliża się wielkimi krokami. To ostatnie spotkanie ubawiło nas, gdyż kolejny raz pokazało, jak bardzo jesteśmy rozpoznawalne.
Wieczór spędziliśmy niezwykle rodzinnie- oprócz Chudej i Roberta przy stole pojawili się też Syn z dziewczyną.
To był niesamowicie miły wieczór.


4 komentarze:

adatoniewypada pisze...

Podziwiam twój zapał sportowy. Mnie niestety nie udało się dostac na szczyt sky tower - to pozostawiam na nastepny raz. Pozdrawiam

Marzena Pastrami pisze...

A ja czekam z utęsknieniem na Twoje wpisy o wyprawach
To prawdziwa uczta.

Ruda pisze...

Ado, jeszcze znajdziesz czas :)

Ruda pisze...

Jeszcze troszkę- pierwszy maraton pod koniec kwietnia w Trzebnicy :)