wtorek, 31 marca 2015

Szczecińskie wschody i zachody

Z Szczecinem związana jestem od niecałych pięciu lat, kiedy to przyjechałam tu na studia. Robiłam to niechętnie, ale wygoda zwyciężyła i nie wybrałam oddalonego od domu Wrocławia czy Krakowa. Mój związek ze Szczecinem z początku nie zapowiadał się najlepiej - nie zdążyłam przekonać się do niego w czasie szkolnych wycieczek z malutkiego Trzebiatowa do, jak wtedy myślałam, Wielkiego Miasta. Niewiele Szczecina zresztą wówczas zobaczyłam - największe wówczas istniejące centrum handlowe było głównym celem takich wypraw. Kino czy teatr? To tylko przy okazji, ważniejsza była świątynia konsumpcjonizmu. 

Poza tym widziałam tylko szare bloki, wielkie ulice, pośpiech. Jeszcze mieszkając w Szczecinie jakiś czas tak myślałam. Aż kiedyś nadszedł zimowy poranek, gdy powietrze było wyjątkowo mroźne i przejrzyste, świeciło ostre słońce, a ja miałam czas. Chodziłam ulicami i zakochiwałam się. W odpadających sztukateriach i wyremontowanych frontach, w drzewach na każdym rondzie i głównych ulicach, w przestrzeni i łatwości zgubienia się na chwilę.
Wschód słońca 21.02.2015

Mój zachwyt trwał długo, ale już minął. Zakochanie, szczenięce zauroczenie od setnego spojrzenia zmieniło się w ustabilizowaną relację. Wciąż jeszcze bywają chwile, gdy Szczecin zapiera mi dech w piersiach swoim pięknem, ale dostrzegam też okropne bloki naprzeciwko cudownych odrapanych kamienic, sypiące się z frontów dekoracje, kolorowe tynki, które na zawsze zasłonić mają niezwykłe bogactwo detali, szare wybetonowane podwórka, szarych tkwiących w nich ludzi. 

Wyjeżdżając do Szczecina nie miałam w planach zostawać - chciałam jak najszybciej wrócić, nawet w momentach największej nim fascynacji. Los jednak zadecydował inaczej i rok temu na mojej drodze stanął Robert. Szczecin stał się dla mnie domem, nie tylko jedną ze stacji na drodze do przyszłości. Mieszkam obecnie w ścisłym centrum, za oknami z jednej strony od rana do wieczora huczą tramwaje i ruch, tzw. wielkomiejski - zamierający powoli o 19 i przestający istnieć o 21 w tygodniu, wyciszony i spokojny w niedziele. Przed samą klatką mam pasy rowerowe spinające sporą część miasta. Z drugiej strony okna mieszkania wychodzą na dachy, całe morze dachów, niemal po horyzont. I podwórko-studnię. Malutki wybetonowany placyk między kamienicami. Nie wiem czy do samego dołu dociera słońce. Podwórko jest przygnębiające, chyba że dzieci biegają po nim z piszcząca piłęczką i psem albo grają w namalowane kolorową kredą klasy (naprawdę! podwórze w zeszłym roku, gdy było cieplej było całe zarysowane). 

Oswajam ten swój Szczecin, który zimą pokazywał mi pewien niezwykły spektakl - wschodów i zachodów słońca oglądanych nad szczecińskimi dachami z okien mojego poddasza. Dziś i Was zapraszam na to niezwykłe widowisko. Chodźcie!

Wschód słońca 8.12.2014
Wschód słońca 21.02.2015
Wschód słońca 25.03.2015
Zachód słońca 27.02.2015
Zachód słońca 3.03.2015
Zachód słońca 9.03.2015
Zachód słońca 16.03.2015
Chmury 30.03.2015


4 komentarze:

Katarzyna O pisze...

W każdym miejscu można znaleźć coś pozytywnego. Trzeba je tylko lepiej poznać. ;)

Chuda pisze...

O tak, trzeba je po prostu oswoić. ;)

Lucy- Does It Better pisze...

przepiekne widoki :)

Chuda pisze...

Szczecin zaprasza po takie niemal każdego dnia. :)