poniedziałek, 30 marca 2015

Wycieczka po Ziemi Gryfickiej

Tytuł taki, bo innego pomysłu nie miałam, a przecież większość moich rowerowych wycieczek odbywa się po Ziemi Gryfickiej, bo tu przecież mieszkam. No czasami zahaczam o powiat kołobrzeski, kamieński i inne pobliskie ziemie, ale i tak jeżdżę przede wszystkim po Powiecie Gryfickim.

Do południa miałam trochę zajęć (jak to w domu przy sobocie), potem sprawdziłam pogodę i stwierdziłam, że najpierw pojadę na południe, bo wiatr wiał północny, a potem, gdy późnym popołudniem zelżeje będę wracać na północ. Jak wymyśliłam, tak zrobiłam. Pojechałam jedną z najbardziej malowniczych dróg w kierunku Gąbina, Żukowa i Bielikowa. Pięknie się tamtędy jedzie, bo wokół pola, maleńkie stawki, jakieś pagóreczki i gdzieniegdzie wioski. Tylko asfalt coraz gorszej jakości, co będzie można zobaczyć na filmie. W Brojcach wjechałam na drogę w stronę Gryfic, po drodze minęłam jednostkę wojsk radiolokacyjnych w Pruszczu (te wielkie anteny zawsze mnie tam fascynują) Na tym odcinku spotkałam dwóch znajomych rowerzystów, niestety obaj koledzy jechali w odwrotnym kierunku, więc tylko sobie pomachaliśmy. W Gryficach przez moment zastanawiałam się, czy jechać dłuższą drogą przez Świerzno, czy krótszą przez Cerkwicę.
Gdy jednak przypomniałam sobie o rosnącym w domu cieście na chleb, wybrałam krótszy wariant i już po chwili śmigałam przez Przybiernówko. Po drodze minęłam swój ulubiony pagórek i bukowy las. Potem kopalnię torfu i nim się obejrzałam wjeżdżałam do Cerkwicy. Dwa ronda, które w czasie maratonu gryfickiego objeżdża się po wielokroć, Karnice, Lędzin, Niechorze po prawej i podjeżdżam pod Rewal. Nie mogłam sobie odmówić przyjemności zjedzenia batonika na punkcie widokowym. Usiadłam na deskach i delektowałam się widokiem na Bałtyk. W dole dwoje dzieci biegało po plaży- ucieleśniona radość i beztroska- cała wielka piaskownica tylko ich.
Tradycyjnie odwiedziłam Małego Księcia i Romea z Julią, minęłam Aleję Różaną i już byłam pod latarnią w Niechorzu. Ponieważ jechało mi się dobrze, więc za Lędzinem skręciłam do Drozdowa- to jedyny "prawdziwy" podjazd w okolicy. wjechałam, zjechałam i przez Konarzewo, Sadlno wróciłam do domu. Nadal nie jest to pierwsza setka, ale 85 km się nazbierało.

Po powrocie upiekłam chleb z suszonymi pomidorami- ciasto pięknie wyrosło,więc chleb udał się nadzwyczajnie.
Za każdym razem, gdy z 4-5 godzinnej wycieczki składam kilkunastominutowy filmik mam ten sam problem- co wyciąć, co przyspieszyć, co pokazać. Czy ciekawsze są domy we wsi, czy kilometr drogi przez las lub między polami? Jak oddać piękno, które mnie otacza i mój nieustający zachwyt nad pejzażem, który przesuwa mi się przed oczyma. Czy to, co ważne dla mnie spodoba się także moim widzom?
Pozostawiam Was z moim filmem i wątpliwościami.



6 komentarzy:

Przemek Brzezicki pisze...

Fajnie się czytało i jechało ;)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Prawda, że w każdej okolicy można znaleźć urokliwe zakątki? nazwy nadmorskich miejscowości znane mi tylko z filmów czy ze słyszenia; tylko raz zabrał mnie mąż nad morze, do Rowów, a pogoda była wtedy pod psem, i tylko raz ubrałam strój kąpielowy, do zdjęcia:-) pozdrawiam.

Pawel K. pisze...

no tak, gdybym wiedział, że w domu czeka na mnie chlebek z suszonymi pomidorami to chyba jedyny raz bym się nie spóźnił na zapowiedzianą godzinę przyjazdu ;) no i widok morza w trakcie rowerowania,,, :)

Ruda pisze...

Dzięki :)

Ruda pisze...

Tak, wszędzie znajdą się miejsca warte obejrzenia. Trzeba tylko umieć patrzeć.

Ruda pisze...

Zauważ, że najpierw trzeba go upiec ;)