poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Bałtyk świąteczny...

Jadąc rowerem, mam czas na refleksję, na wsłuchiwanie się w siebie, odczuwanie całą sobą, odbieranie świata wszystkimi zmysłami. To między innymi dlatego ciągnie mnie wciąż dalej i dalej...

Gdy w Wielką Sobotę wszystko już na święta przygotowałam, zdecydowałam się na wieczorną przejażdżkę. Wyjechałam przed zachodem słońca. Było ono jeszcze podejrzanie wysoko, gdy mijałam kolejne wioski. Wznosiło się ponad drzewami otaczającymi Studzienkę św. Ottona w Cerkwicy, nad polami za Mojszewem, gdzie poczułam północny wiatr. Pobłyskiwało w gałęziach, gdy mijałam Karnice. Gdy dojeżdżałam do ronda przed Niechorzem, już wiedziałam, że jestem za wcześnie. Teraz słonce prowadziło mnie do Rewala i na ulubioną drogę do Trzęsacza. 

Przejeżdżam tamtędy tak często i za każdym razem towarzyszy mi nieprawdopodobna radość, gdy z drogi widzę taflę Bałtyku z mieniącym się w niej poblaskiem słońca.

Początkowo planowałam właśnie w Trzęsaczu poczekać na zachód, ale słońce nadal było zbyt wysoko nad horyzontem. Postałam przez chwilę na punkcie widokowym i już bardzo szybko wróciłam do Rewala. Tam wraz z nielicznymi turystami stanęłam na klifie i dziękując Bogu za całe piękno świata, obserwowałam, jak ognista kula światła chowa się w falach Bałtyku. Wtedy jeszcze nie widziałam, że tego dnia, który przecież chylił się ku końcowi czeka na mnie jeszcze jeden, chyba znacznie rzadszy spektakl...

Wyjechałam z Rewala i gdy dojeżdżałam do wspomnianego już wcześniej ronda, przed moimi oczyma rozpoczął się zaskakujący dla mnie spektakl- oto nad Pogorzelicą, znad lasu zaczął wychylać się Księżyc w pełni. Ogromny, pomarańczowy... Za plecami miałam jeszcze łunę zachodu, a przed sobą równie niezwykłe zjawisko. 
Z zapartym tchem obserwowałam jak  monstrualna kula wznosi się na niebo i czym jest wyżej, tym maleje do zwyczajowych kształtów. 
Jechałam dalej przed siebie. Minęłam Konarzewo z rozświetlonym kościelnym wnętrzem- wszak w większości kościołów właśnie trwało Misterium światła i wody. Za Włodarką mój towarzysz Księżyc przeglądał się w rozlewiskach- misterium natury-światło i woda. Przepełniało mnie wzruszenie i czułam, że mogłabym tej nocy jechać wiele godzin, kontemplując zjawiskowe piękno natury i mistyczną tajemnicę Zbawienia. 


Byłam już jednak prawie w domu, a przeżywanie świata kontynuowałam o świcie w Wielkanoc. 

Dzwony wzywały na Rezurekcję, a ja jechałam do Mrzeżyna. Za Trzebuszem zatrzymałam się, by powitać nowy dzień. Słońce wychylało się zza chmur, a na zachodzie w tym czasie znikał za horyzontem Księżyc. Już nie taki majestatyczny, zaskakujący, raczej zwyczajny, jakby trochę smutny, że jego czas przeminął...

W Mrzeżynie usiadłam na schodkach zejścia na plażę. Było zupełnie pusto... szum morza towarzyszył moim rozmyślaniom. Uspokojenie... świadomość bycia tu i teraz... odczuwanie Obecności... Chwila, gdy Niepojęte staje się bliskie...



Gdy wróciłam, rodzina spała. Nikt nie zauważył mojej porannej nieobecności. Dopiero stukanie naczyń, gdy przygotowywałam wielkanocne śniadanie zbudziło domowników. 
Mogliśmy zacząć celebrowanie rodzinnego bycia razem (choć w tym roku było nas tylko troje, o czym już pisałam).



13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Piękny tekst. Uwielbiam morze,w ubiegłym roku byłam w Pogorzelicy i byłam w wiekszosci miejscowości opisanych przez Panią, sa cudne.Zachwyciłam sie nimi do tego stopnia,że myślę o przeprowadzce spod Łodzi nad morze.Nie jestem młodką, ale marzę choc kilka lat spedzic w tak pieknych miejscach.W tym roku we wrześniu będę w Rewalu, juz sie ciesze na spacery plażą.Serdecznie pozdrawiam jadwiga j

Alicja P. pisze...

Tak bardzo tęsknię za Bałtykiem, szkoda, że jestem z południowej Polski i mam tak daleko do morza..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

U nas była zimowa aura, co i rusz posypywało śniegiem albo gradem, zimno i mokro; takie widoki pogłębiają doznania, jedność z naturą, i wdzięczność w sercu do Niego za stworzenie takiego piękna; pozdrawiam z porannym słońcem, które wreszcie wyjrzało zza chmur.

Anna Kruczkowska pisze...

Dziękuję i chyba rozumiem Pani marzenie o mieszkaniu nad morzem.

Anna Kruczkowska pisze...

Właśnie tak, Mario. Piękno świata budzi w człowieku potrzebę dziękczynienia (wystarczy zajrzeć do Psalmów )

Matka Krolow pisze...

Piękny tekst i piękne krajobrazy. Uwielbiam morze, szkoda, że jest tak daleko ode mnie. Pozdrawiam :)

consek pisze...

Takim zachwytem bardziej okazujesz swoją miłość do Stworzyciela, niż te wszystkie dewotki drepczące w procesji, bo taki jest zwyczaj...

Krzysztof Gdula pisze...

Dobry wieczór, Anno.
Przyłączam się do chwalącego chóru: dobry tekst opisujący dobre chwile. Takie niby zwykłe, gdy na zewnątrz nas nie dzieje się nic specjalnego, ot, zachód słońca i wschód księżyca, ale przecież niezwykłe, bo nasycone silnym naszym przeżywaniem i jakże urokliwym wrażeniem jedności ze światem. Życzę Ci częstych takich chwil, Anno, bo przecież są piękne.

Znam tamto rondo pod Niechorzem. W ostatnie wakacje przejeżdżałem je swoją scanią jadąc do i z Niechorza, gdzie pracowałem przez lipiec i sierpień.

adatoniewypada pisze...

Zawsze tego morza bedę Tobie zazdrościc :)

Anna Kruczkowska pisze...

Też pochodzę z Polski Południowej i kominy kopalń na Bałtyk zamieniłam :)

Anna Kruczkowska pisze...

Dziękuję :)

Anna Kruczkowska pisze...

Myślę, że Boga chwalić można na różne sposoby, ważne by szczerze i z oddaniem.

Anna Kruczkowska pisze...

Tak, piękno świata zależy do naszych emocji, od tego co i jak postrzegamy.
A jeśli chodzi o to przejeżdżanie przez rondo- fascynuje mnie, jak przebiegają ludzkie ścieżki. Też owo rondo wielokrotnie wtedy przejeżdżałam. Być może za którymś razem minęliśmy się na drodze...