czwartek, 2 kwietnia 2015

Marek Kamiński na Drodze św. Jakuba

Pamiętam, gdy kilka lat temu zetknęłam się ze znakiem muszli na drzewie. Jeździłam wtedy rowerem po dolnośląskich drogach. Wśród wielu oznakować ścieżek, duktów i ścieżek pojawiła się i charakterystyczna muszla. Zaciekawiona zaczęłam szperać w internecie i tak dowiedziałam się czym jest Jakubowa Droga.

Chyba rok później charakterystyczne oznakowanie Camino pojawiło się i w Trzebiatowie,a muszle widuję codziennie w drodze do pracy. To tak, jakbym stale była na pielgrzymce...

Gdy dowiedziałam się, że jeden z moich ulubionych podróżników, Marek Kamiński wyruszył w pielgrzymkę do Santiago de Compostela i będzie szedł przez Trzebiatów, wiedziałam, że muszę wygospodarować czas na spotkanie z pielgrzymem. 

30 marca o 18.00 była w trzebiatowskim Pałacu. Pogoda byłą tego dnia paskudna, więc podróżnik szedł dłużej niż zakładał i  gdy my siedzieliśmy w czytelni, on ciągle był jeszcze na szlaku, wspomagany przez kilka pań uprawiających nord walking. 
Abyśmy się nie zanudzili, organizujący spotkanie p. Krzysztof Kubacki z organizacji "Ujście Regi" przedstawił ciekawą prelekcję dotyczącą Drogi św. Jakuba, a zwłaszcza jej zachodniopomorskiego odcinka. 

Wreszcie kilka minut po 19.00 Marek Kamiński dotarł do Trzebiatowa. Moim pierwszym wrażeniem było: "ależ to wysoki człowiek".
 Przez kolejne półtorej godziny mówił o swoich podróżach, o idei pielgrzymki do Santiago de Compostela i programie 3.biegun. Chociaż dało się zauważyć, że podróżnik jest zmęczony, a barwne opowieści nie są jego mocną stroną, to i tak słuchaliśmy z zapartym tchem o biegunach, spotkaniach z niedźwiedziem, Grenlandii, pustyniach. 
Okazało się jednak, że dla globtrotera najważniejsze są nie miejsca, ale ludzie i emocje. Słuchając p. Marka pisałam jego słowa, te, które do mnie przemawiały, i które będę mogła wykorzystać na lekcjach. 
Oto kilka z nich:
"Największym wrogiem człowieka jest on sam. Jego lęk przed nieznanym, przed decyzją. Najważniejsza jest głowa. To umysł decyduje- przychodzi na biegun, przechodzi pustynię."
"Życie jet za krótkie, by uczyć się na błędach".
"Lepsza jet mądra porażka niż głupi sukces".

O samej pielgrzymce zaś mówił:

"W podróży najważniejsze są spotkania z ludźmi."
"Intencje i modlitwa powodują, ze idę naprzód".
"Jedna ze spotkanych pań powiedziała: Idzie pan, żeby spotkać tego drugiego Marka, lepszego i jak go pan spotka, dalej pójdziecie już razem. I to mnie przekonuje."

Jeżeli idzie się na pielgrzymkę, nie da się nie mówić o Bogu, więc i i wierze była mowa :
"Na biegunach nie ma ludzi, ale może bardziej jest Pan Bóg."
"Trzeba do końca zrezygnować z siebie i zawierzyć Bogu, to On nas prowadzi."


5 komentarzy:

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

I u nas jest szlak Jakubowy, od granicy gdzieś w Polskę; czytam o pielgrzymach, ich wspomnienia; bardzo chciałabym pójść tą drogą, ale hiszpańską, od Pirenejów; może bardziej nęci mnie sama trasa, dla przejścia tej drogi, bo potem, w Compostelli to już odpustowo, jak wszędzie w takich przybytkach; Marka Kamińskiego spotkaliśmy przed laty na festiwalu filmów górskich w Ustrzykach Dolnych, był wtedy z Kingą Baranowską, opowiadali o swoich zmaganiach, śmierci przyjaciół; ci ludzie, sięgający do ekstremalnych przeżyć, zmagających się z najwyższym ryzykiem mają coś w sobie, potrzebę ciągłego sprawdzania się, ile jeszcze można, gdzie jest ta granica; a ja tylko myślę, czy mają na względzie strach bliskich o ich życie; i nie wyobrażam sobie ich na etacie, za biurkiem, zginęliby z tęsknoty za przestrzenią; spokojnych Świąt, Aniu, pozdrawiam serdecznie.

Ruda pisze...

Wiesz, Mario, też mnie zawsze zastanawia, co z bliskimi. O ile Beata Pawlikowska jest sama, o tyle nie mogłam zrozumieć Martyny Wojciechowskiej, gdy zdobywała Mont Everest. Tym razem myślałam o żonie i córce podróżnika, które bez niego spędzą Wielkanoc.
Tobie tez wszystkiego dobrego :)

Krzysztof Gdula pisze...

„Idzie pan, żeby spotkać tego drugiego Marka, lepszego i jak go pan spotka, dalej pójdziecie już razem. I to mnie przekonuje."

Tak, Anno, to mnie, niedowiarka, przekonuje. Te słowa mogę wziąć do siebie.
A Kamiński zaimponował mi bardzo samotnym przejściem Antarktydy.

gwiezdna pisze...

Ruda, miałyśmy wobec tego te same myśli, strasznie mnie irytowała jej książka z tej wyprawy - na pewno do niej nigdy nie wrócę. super, że udało Ci się spotkać Kamińskiego na szlaku :)

Ruda pisze...

Wiesz, Krzysztofie, według mnie idea pielgrzymowania polega na poszukiwaniu siebie i podejrzewam, że Ty, przemierzając kaczawskie bezdroża, także siebie poszukujesz.