wtorek, 2 czerwca 2015

Co zrobić z czerstwą bułką? - smaki dzieciństwa

Tym razem przesadziłam- zakup 10 bułek na maraton w Świnoujściu okazał się bezsensowny. Większość pieczywa przyjechało z powrotem. Patrzyłam na te czerstwe bułeczki i zastanawiałam się, co z nimi zrobić. 
Nagle przypomniałam sobie, że gdy byłam mała babcia z takich bułek robiła "armeritry" czyli bułki maczane w mleku, smażone i otaczane w cukrze z cynamonem (mniam) albo przygotowywała słona potrawę z bułek maczanych w jajku. 


Ten wariant postanowiłam przygotować sobie na kolację. 

Potrzebowałam:

1 czerstwą bułkę
1 jajko
30 ml sosu pomidorowego (własnego wyrobu)
garść oregano (świeżo zerwane na działce)
łyżkę mleka
sól do smaku
olej do smażenia.
Jajko wymieszałam z sosem pomidorowym, mlekiem i posiekanymi ziołami i solą, bułkę pokroiłam w plastry. Każdą kromeczkę bułki maczałam w jajku a następnie usmażyłam na patelni. Na górę położyłam jeszcze po plasterku sera, aby moje danie było bardziej kaloryczne (jestem między dwoma maratonami- muszę uzupełnić to, co ostatnio spaliłam) 


Kolację uzupełniłam koktajlem z banana, siemienia lnianego i pokrzywy




11 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Dobry wieczór, Anno.
Byłaś na maratonie w ostatni weekend, czyli najwyraźniej coś ominąłem na blogu; zaraz się poprawię:)
Takich bułek na słodko nie jadłem, ale te z jajkiem owszem, bo zarówno mama, jak i żona robiły takie danie. Dobrutkie jedzonko, jak mawia moja znajoma. Nie przypominam sobie smaku oregano, skleroza, a że lubię warzywa i przyprawy, zapewne i aromat oregano pasowałby mi.
Już wcześniej zauważyłem, że nie żałujesz sobie jedzonka, tutaj sama to potwierdzasz. Wiesz co, Anno? Zazdroszczę, bo ja, mimo fizycznej pracy, muszę liczyć kalorie. Ten mój brzuch ma jakąś taką paskudną zdolność puchnięcia (a może u mnie występuje opuchlizna głodowa?…), gdy tylko pofolguję. A z Ciebie taki szczypiorek!
To okrągłe z dziurką, to cukinia?

zuzart zuzanna pisze...

ARMERITRY robię to dziewczyną jak koleżanki śpią u nas

Niania w Paryzu pisze...

Super pomysł i super jedzonko. Armerity to u nas pain perdu czyli zgubiony chleb... Pozdrawiam.

Anna Kruczkowska pisze...

Z tym moim jedzeniem to jest różnie. Zazwyczaj jem niewiele, ale w okresie maratonowym po prostu rozsądek nakazuje nadrobić utracone kalorie (najczęściej zjadam wtedy ogromne ilości czekolady)
To okrągłe z dziurką to awokado, a oregano jest smaczne - nie wyobrażam sobie potraw z jajek, sera i pomidorów bez świeżego oregano.

Anna Kruczkowska pisze...

Wiedziałam, że się odezwiesz, bo to przecież nasz smak!

Anna Kruczkowska pisze...

Zgubiony chleb- ciekawa nazwa.

awiola pisze...

Zainteresował mnie ten koktajl z pokrzywą. Fajna sprawa, chyba sobie taki zrobię.

Krzysztof Gdula pisze...

Dobrze chociaż poczytać o urozmaiconym jedzeniu. Moja firma żywi swoich pracowników, ale ostatnio kucharkami są Ukrainki. U nich dobre przyprawy to: sól, smalec i olej. Innych nie ma. Na posiłki idę z pomidorem lub zielonym (czy zieloną?) pesto. O większą ilość sałatki trzeba prosić (na ogół bezskutecznie), za to „kartoszki” są bez ograniczeń, co razem tłumaczy moje zaciekawienie Twoimi kulinarnymi pomysłami.
O, czekolada! Bardzo ją lubię i mam za wartościowe jedzenie, chociaż wiele na raz zjeść nie mogę, bo później, w pewnych okolicznościach… mam kłopoty, co jest po prostu niesprawiedliwością.

consek pisze...

Armeritry?.. nigdy się nie spotkałam z taką nazwą, a chętnie bym poznała genezę tego określenia. Kromki bułki maczane w jajku i mleku dziś serwowałam na śniadanie, ale u nas to po prostu grzanki.

Anna Kruczkowska pisze...

Jak wcześniej zauważyła Niania, to chyba francuska potrawa, więc i nazwa ma francuskie korzenie. ( tłumacz google pisał coś o pożywieniu z języka malgaskiego ;) )

Anna Kruczkowska pisze...

Całą wiosnę takie mikstury sobie serwujemy)