poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Aktywna sobota w Stajni Fuzja

Ostatnia sobota sierpnia była dla wolontariuszy z Baszty Kaszanej dniem niesamowicie ekscytującym. Wybraliśmy się bowiem do miejsca niezwykłego – znajdującej się w urokliwym Gąbinie Stajni Fuzja, gdzie bardzo ciepło przyjęła nas właścicielka – Kasia Kolasińska oraz jej pomocnicy. Wizytę rozpoczęliśmy krótkim instruktarzem – wyjaśniono nam co w stajni wolno, a czego nie. Później zaczęła się zabawa – podzieleni na cztery drużyny wolontariusze zabrali się za czyszczenie wspaniałych koni z Fuzji: Precla, Kariny, Cazonetty i Idylli. 


Następnym punktem programu był pokaz umiejętności jeźdźców i koni, momentami niezwykle emocjonujący, czasem zabawny. Dowiedzieliśmy się, jakie typy chodu konia są rozróżniane, jak należy obchodzić się ze zwierzęciem i że każde z nich ma inny charakter – na przykład najmniejszy w stajni Precel jest najbardziej uparty i charakterny.


Po tym pokazie, nieco onieśmieleni wolontariusze sami wsiedli na końskie grzbiety i spędzili w siodłach niemało czasu gimnastykując się, pracując nad koordynacją, wykonując przeróżne zadania, pokonując własne lęki i po prostu dobrze się bawiąc. Po krótkiej przerwie na ognisko i pieczenie kiełbasek dzieciaki wróciły na pach ujeżdżalni, ale zamiast koni, teraz one pokonywały tor przeszkód w wyścigach – śmiechu było co niemiara podczas przenoszenia snopków, biegania z miotłami i przeskakiwania przeszkód. Później było przeciąganie liny i wręczenie nagród – zastawu drewnianych drobiazgów dla naszych Słowian. 


To nie był jednak jeszcze koniec – Kasia przeprowadziła krótką zabawę na temat budowy konia – wszyscy zastanawialiśmy się, gdzie koń ma kolano. Następnie wszyscy mieli okazję zrobić sobie pamiątkowe kolorowe odciski końskich kopyt na kartkach, które staną się z pewnością doskonałym przypominaczem tego przedpołudnia. Na koniec Kasia przygotowała jeszcze jedną niespodziankę – przygotowała dla dzieci losowanie, w którym wszystkie otrzymały dużą zniżkę na swoją pierwszą jazdę, a jedno z nich wygrało jazdę darmową. 



Posprzątaliśmy po sobie i wróciliśmy do domu, a podekscytowanych dzieciaków nie dało się uciszyć. Jednak nie tylko w ich głowach powstawały plany dalszej współpracy… 
 
 Link do pełnej galerii TU.

1 komentarz:

Krzysztof Gdula pisze...

Już miałem witać się z Anną, gdy zobaczyłem autorkę. Witaj, Chuda:)
Konie mają w sobie… nie wiem co. Coś pociągającego i szlachetnego. Nieprawdaż?
Gdy czytałem Twoją relację, przypomniała mi się inna, sprzed wielu lat. Nie pamiętam okoliczności, chyba jakieś kolonie z możliwością zajmowania się końmi i jeżdżenia nimi, no i dzieci w wieku od kilka lat. Konie miały być jedną z atrakcji, ale tak się dzieciom spodobały, że przez cały pobyt niemal wyłącznie nimi się zajmowały.