niedziela, 16 sierpnia 2015

Festyn z zupą rybną i chwilą zadumy

Jeszcze na trasie z Drawska Gui zaproponowała, żebyśmy po południu pojechały do Mrzeżyna, bo jej koledzy z zespołu grają koncert w porcie. Nie trzeba mi tego dwa razy mówić. Po obiedzie wsiadłyśmy do samochodu, który Gui kupiła kilka dni temu i udałyśmy się do mrzeżyńskiego portu, gdzie odbywał się Mrzeżyński Festyn Rybny na Drodze św.Jakuba. 

Przeszłyśmy się między nielicznymi niestety stoiskami rękodzielników, obejrzały ofertę Trzebiatowskiej Organizacji Turystycznej, ustawiłyśmy się kolejce po zupę rybną, która była główną atrakcją kulinarną imprezy. (w kolejce po inne rybne przysmaki już nam się stać nie chciało). 
Rosół rybny okazał się całkiem smaczny, jeśli ktoś lubi zupę rybną (widziałam, że niektórzy kręcili nosami).Oferta samego festynu wydaje mi się jeszcze trochę uboga (za mały akcent został położony zarówno na ryby jak i Drogę św.Jakuba), ale trzy zaproszone zespoły rozkręciły publiczność, która chętnie przysiadała na ławkach, raczyła się zimnym piwem i smakołykami, kupowała pamiątki.




My przyjechałyśmy jednak w konkretnym celu. Gdy na scenie pojawił się duet "Kabestan" stanęłyśmy pod sceną, by posłuchać i zanucić szanty. Duet tworzą członkowie innej muzycznej formacji: "Allium", w której jakiś czas Gui grała na basie i śpiewała.
Ze sceny popłynęły dźwięki popularnych szant. Gdy muzycy zaintonowali "Mewy",popłynęłam myślami na Bałtyk, gdzie dwa dni wcześniej na wiecznej wachcie został mój szkolny kolega Tomasz.
Tomasz miał marzenie- w ramach pięćdziesiątych urodzin chciał samotnie opłynąć Atlantyk na własnoręcznie zrobionym jachcie. Obserwowałam kolejne etapy budowy setki "Quark". Kilka dni temu została ukończona i zwodowana. Tomasz wypłynął w swój pierwszy i ostatni rejs nowym jachtem-wziął udział w regatach Polonez Cup.(zajrzyjcie na jego bloga) NIE WRÓCIŁ. Pływa po Największym Oceanie.
Dla mnie pozostanie symbolem marzenia, któremu poświęca się życie. 



6 komentarzy:

adatoniewypada pisze...

Tak, nadrabiam zaległosci, czytam o twoich podrózach, zazdroszcze Tobie (pozytywnie oczywiscie) twojego stylu życis, no z wyjatkiem zupy rybnej ( w koncu jestem wegetarianka :))

Niania w Paryzu pisze...

Smutne to odejście... Zupę rybna lubię w wersji z Marsyli czyli bouillabaise... Ode mnie wyjechały wczoraj mama i jej siostra. Zrobiło sie w domu nieco pustawo ale i spokojniej. Pozdrawiam.

Krzysztof Gdula pisze...

Anno, historia Twojego znajomego uczyniła na mnie duże wrażenie..
Jak to dobrze, że nie znamy swojej przyszłości!
Mam przeciwstawne doświadczenia z zupami rybnymi: potrafią być paskudne, ale i wyjątkowo smaczne. Kiedyś jakieś sprawy zapędziły mnie na Krym, wtedy jeszcze ukraiński, mój gospodarz ugotował zupę z małych rybek, nazywał ją bodajże ucha. Oj, jaka była dobrutka!
A Ciebie nosi i nosi po świecie, Anno:)

Anna Kruczkowska pisze...

Dziękuję :)

Anna Kruczkowska pisze...

Tak, smutne...

Anna Kruczkowska pisze...

Wiesz,Krzysztofie, kilka dni nie mogłam sobie potem znaleźć miejsca. Tego dnia,gdy dotarła do mnie wiadomość o jego śmierci czytałam książkę "Bóg rzeczy małych".Trafiłam na taką myśl: "Grajek promieniał antenowym szczęściem i na chwilę rozpacz i nędza się schowały. Powiedział, że zawsze marzył, aby wystąpić w programie, nie zdając sobie spawy, że właśnie został pozbawiony i tego marzenia." Spełniając marzenie,pozbawiamy się go. Jakież to gorzkie i przewrotne. W takim rozumieniu Tomasz pozostał ze swoim marzeniem....