wtorek, 22 września 2015

Ekspresem w Polsce Centralnej

Pierwsze przymiarki do weekendowego pobytu w Łasku były zupełnie inne. Im jednak było bliżej do wyjazdu, tym plany ulegały minimalizacji. I tak zamiast trzech dni na Ziemi Łaskiej, były 24 godziny.Powodów naszej decyzji było kilka jednym z nich była Trzebiatowska Masa Krytyczna, którą współorganizowałyśmy. Trudno sobie wyobrazić, że takie wydarzenie odbyłoby się bez nas. W piątkowe przedpołudnie wzięłyśmy więc udział w przejeździe rowerowym po ulicach miasta, mając pod opieką ponad dwudziestoosobową grupę uczniów naszej szkoły.



Przejazd ulicami miasta w asyście policji i straży miejskiej był dla naszych uczniów dużym przeżyciem. Po zakończonej imprezie usłyszałyśmy: "Będę jeździł rowerem jak pani Ania",  "Kiedy pojedziemy na wycieczkę". Takie słowa utwierdzają nas, że warto poświęcić swój czas dzieciakom.

W sobotę bardzo wczesnym rankiem ruszyliśmy w stronę Łasku. Wielogodzinna jazda samochodem stała się już dla nas rutyna. Kolejne kilometry, drogi powiatowe, krajowe, S3, wreszcie Autostrada Wolności i bramki, bramki, bramki. O 13.15 parkujemy przed pensjonatem w Łasku Kolumnie. Niby przy drodze, ale cicho tu i niezwykle zielono. Witają nas: czteroletni Piotruś, wilczur Luna i wielki perski kot, no i oczywiście gospodarz. To dzięki niemu obiad zjemy niedrogo a bardzo smacznie. Bar "Wiejska Chata" przyciąga nie tylko oryginalnym i bardzo spójnym wystrojem, ale także , a może przede wszystkim domowym jedzeniem w ogromnych ilościach.
Po prawdziwym obżarstwie trudno było się wbić w galowe stroje, a przecież przed nami ceremonia zakończenia sezonu Supermaratonów Szosowych.
Google maps prowadzi nas wąskimi drogami do miejscowości Buczek, gdzie rozlokowali się kolarze kończący sezon. Kilka radosnych powitań, krótka dekoracja, trochę rozmów (niektóre bardzo ciekawe) i... koniec. Można wracać do domu snuć plany na przyszły rok. Po południu zwiedzamy jeszcze łask, a raczej łaski rynek, przysiadamy pod parasolami na Rynku , gdzie rozlokował się ogródek lokalnego browaru "Korab"- pełnoletnim czytelnikom polecamy wyśmienite ciemne piwo. Lody w pobliskiej lodziarni okazują się równie pyszne.
Do wieczora siedzimy przed pensjonatem, rozmawiając o sezonie, który minął.
Na niedzielę zaplanowaliśmy wizytę w Uniejowie. Trochę się zagapiliśmy i nie mamy strojów kąpielowych. Nie skorzystamy więc z dobrodziejstw term uniejowskich. Zwiedzamy za to zamek. Najpierw idziemy na dziedziniec, później po zakupieniu biletów kierujemy się na wieżę.
Zaskakujące zderzenie czasów: po miękkich hotelowych dywanach zmierzamy do drzwi, za którymi nagie cegły ukazują swoje dostojne wielowiekowe piękno. Wdrapujemy się po schodach. Wyżej i wyżej. Wreszcie możemy podziwiać panoramę Uniejowa. A potem trzeba zejść, co wcale nie jest łatwe.
Kilkuminutowy spacer po uniejowskim parku i znów jesteśmy w drodze. Pogoda nas nie rozpieszcza, deszcz, wiatr...,na zmianę ze słońcem i tęczami. Dopiero wieczorem dojeżdżamy do domu.




10 komentarzy:

Iwona Pietruszewska pisze...

łal czemu kak krótko, jestem zawiedziona, nie mogłam się celebrować Twoimi wspaniałymi opisami....

Anna Kruczkowska pisze...

Nie brałyśmy udziału w wyścigu, więc świat ogladałyśmy przez okna samochodu.

Krzysztof Gdula pisze...

Witaj, Aniu.
Odniosłem wrażenie, iż ceremonia była krótka, bez celebry i minęła zbyt szybko. Tak było, Aniu? To teraz już nie będzie maratonów aż do wiosny?
W termach uniejowskich byłem z synem, synową i wnuczką. Mała miała używanie, a ja omalże nie rozpuściłem się w wodzie.

Anna Kruczkowska pisze...

Odniosłeś dobre wrażenie, Krzysztofie. Z tego właśnie powodu skupiliśmy się na zwiedzaniu, a nie na samej imprezie. Podejrzewam, że to była nasza ostatnia wizyta w tamtych okolicach na dłuższy czas i tym bardziej ubolewamy nad swoim gapiostwem i nieskorzystaniem z term. Wyobrażam sobie, jakie używanie musza mieć tam dzieci! Maratonów nie będzie do wiosny, ale to nie znaczy, że nie będziemy jeździć rowerem- będziemy, ale nie na zorganizowane imprezy. Ciekawych szlaków w okolicy nie brakuje i nie wszystkie jeszcze opisałam. A po za tym, nie samym rowerem człowiek żyje. W tym roku ominęło nas wiele innych ciekawych imprez w mieście , np. niedzielne dożynki.

Niania w Paryzu pisze...

Wspaniała inicjatywa dla dzieci! Fajny opis. Nigdy nie byłam w Uniejowie, a chciałabym.

Olimpia Werol pisze...

Pięknie Aniu, naprawdę nie mogę wyjść z podziwu...Każda inicjatywa, która sprawi ze dzieciaki na chwile oderwą sie od kompa czy telewizora jest wiele warta, a jeszcze przy tym rowery czyli spora dawka ruchu... No, no, brawo!

agulec pisze...

No to dzieci miały frajdę:) Ceremonia faktycznie dość krótka. Fajnie, że udało się zwiedzić kawałek miasta!

Anna Kruczkowska pisze...

Myślę, ze warto się tam wybrać. My bardzo żałujemy, że zapomniałyśmy strojów kąpielowych.

Anna Kruczkowska pisze...

Zgadza się, dlatego taką formę spędzania czasu propagujemy- jak wiadomo najlepszy jest własny przykład :)

Anna Kruczkowska pisze...

Za każdym razem próbujemy cokolwiek zwiedzić, żeby maksymalnie wykorzystać czas.