sobota, 3 października 2015

Mrzeżyńska cisza...

2 października był pierwszym naprawdę wolnym dniem, który miałam od dawna. Zaplanowałam więc sobie wyjazd do lasu i na plażę w Mrzeżynie. Najpierw poszukam grzybów,później poganiam z psem po piasku. Kilka wcześniejszych dni zrewidowało jednak nieco moje plany - było zimno i mogło się okazać, że z grzybobrania nici. Więc, żeby mieć pretekst (chociaż prawdę mówiąc nie potrzebowałam go) na spacer po lesie, wzięłam aparat, jedno ze swoich słowiańskich giezeł i statyw. Liczyłam na mgłę i słońce, ale gdy wstałam rano, przywitało mnie szare niebo bez śladu słońca. Zanim jednak się ogarnęłam, zjadłam śniadanie, zajechałam do szkoły po parę drobiazgów, zdążyło wyjść słońce, zaczęło robić się coraz cieplej. 





O 11 ruszyłam do Mrzeżyna. Pies niecierpliwił się na tylnym fotelu auta, później wyrywał się, gdy na parkingu zmieniałam buty z trampków na glany. Wypuszczony w lesie pokazał całą swą radość, uparcie wchodząc w kadry, a nawet zahaczając o statyw. Kilka zdjęć jednak zrobiłam - nabiegałam się przy tym strasznie: sprawdzić kadr, wybrać miejsce, gdzie stanę, wcisnąć samowyzwalacz, dobiec, ustawić się i pstryk! A później wrócić, skontrolować i odkryć, że Koki też postanowił zagościć na zdjęciu, jako czarna kulka w rogu. Albo na środku.

Parę grzybów też znalazłam - pięknego czerwonego muchomora (jednego z wielu), kilka podgrzybków i sitarzy.Trafił się nawet prawdziwek, ale niestety całkiem robaczywy. Na jajecznicę i do suszenia wystarczyło. 


Po trzech godzinach w mrzeżyńskim lesie zaczęłam wracać do auta - pies wyglądał na porządnie wymęczonego, a i mi powoli przebyty dystans dawał się we znaki. W samochodzie zostawiłam plecak i grzyby, założyłam tenisówki i ruszyłam na plażę. Koki czując zapach morza odkrył w sobie nowe pokłady energii - szalał wśród fal, biegał po plaży, kopał dziury, koniecznie chciał się bawić.

Do domu wróciłam o 16. W ciągu pięciu godzin ciszy odpoczęłam, zmagazynowałam energię potrzebną na kolejne dni i tygodnie. Koki w aucie zasnął niemal natychmiast, obudził się dopiero pod domem...

1 komentarz:

adatoniewypada pisze...

niezmiennie zazdroszczę miejsca zamieszkania :)