niedziela, 25 października 2015

Spacerując po porcie w Łebie

Port w Łebie ma wszystko to, co lubię w portach rybackich najbardziej. Intensywny zapach jodu, ryb, miesza się z wonią ropy naftowej oraz wędzarnianym dymem z drzew liściastych. Wzdłuż nabrzeży stoją worki pełne splątanych sieci, skrzynki czekające na świeżą rybę i skrzynki pełne ryb- teraz trwa sezon na dorsza.



Ale po kolei. Do Łeby dojechaliśmy późnym popołudniem. Znaleźliśmy nasz usytuowany w porcie jachtowym hotel i ruszyliśmy na spacer. Zmierzchało, więc te pierwsze wrażenia związane były przede wszystkim ze światłem. Rozbłyskiwały światła na główce portu: czerwone na wschodniej, zielone na zachodniej, świeciły lampy wzdłuż pasażu spacerowego, rozbłyski odbijały się w wodzie tworząc niewiarygodny spektakl. Początkowo port robił wrażenie uśpionego, wręcz wymarłego. Kutry, statki wycieczkowe, łodzie i jachty stały nieruchowo, jakby przygotowane do zimowania lub choćby przeczekania sztormu, jaki właśnie cichł na morzu. Dopiero bacznie przyglądający się widz zauważał, że tu i ówdzie panował ruch. Na razie nie rozumieliśmy jeszcze powodu tego ruchu. Dotarliśmy do wschodniego wejścia do portu, obejrzeli zabytkowy dzwon sygnalizacyjny i wróciliśmy na "swoje" zachodnie nabrzeże.
O świcie obudził nas jednostajny warkot. Jeden rzut oka przez okno z widokiem na port jachtowy i dalej na kanał portowy wystarczył, by zorientować się że wczorajszy ruch na nabrzeżu miał swoje uzasadnienie- o 6.00 w morze wychodziły kutry z wędkarzami, którym zamarzyła się morska przygoda i połów dorsza (zgodnie z opowieściami mojego Ślubnego to świetna przygoda- sam kilka razy już w takim połowie uczestniczył). Przez następne pół godziny oglądaliśmy sunące wodą kutry- małe z kilkoma osobami na pokładzie i całkiem spore, na pokładzie których tłoczyło się pewnie ponad dwudziestu śmiałków.
Złapałam aparat, ale nim dotarłam nad morze, kutry były już na granicy wody i nieba. Wyglądały jak miasto-widmo na jaśniejącym powoli horyzoncie. Czekałam na wschód słońca, jednak ciemne szare chmury sprawiły, że z wolna ciemność przeszła w szarość i nastał szary dzień.
Na kolejny spacer po porcie wybrałam się w pełnym świetle dnia. Zaczęłam na południowym krańcu portu, gdzie jego granicę wyznacza most na Łebie. wędrowałam wschodnim nabrzeżem, obserwując prace na kutrach, które niedawno z połowów powróciły, potem skręciłam na nabrzeże południowe- tam, gdzie do Łeby wpływa kanał. Tu najpierw stoją kutry rybackie, potem aż do samego postu stylizowane pseudo żaglowce, pseudo drakary wikińskie i wszelkie łodzie mające uatrakcyjnić wczasowiczom pobyt w Łebie. Podobnie na nabrzeżu północnym. Potem, w bocznym basenie drzemie łódź WOPR-u, a dalej znów kutry, kutry, kutry.

Nabrzeże zachodnie jest zupełnie inne. Tu można podziwiać niesamowitą pogłębiarkę "Kazimierz", barki z wielkimi kamieniami i pchacze, dalej stoją następne jednostki pływające, których przeznaczenia nawet nie jestem się w stanie domyślić. Wreszcie docieramy do przystani jachtowej. Tu przy poszczególnych pomostach możemy podziwiać jachty, motorówki a nawet katamarany, które leniwie bujają się na wodzie, czekając na nowy sezon Część jachtów zostało wyciągniętych na ląd i teraz stoją na przyczepach. Na nabrzeżu zachodnim trwają intensywne prace. Z barek wyładowywane są wielgachne głazy, a na nabrzeżu leżą dziwne betonowe konstrukcje, które mają chyba w przyszłości umocnić brzeg. Leżą też rury i masę innych materiałów, które pewnie też do umocnień będą użyte.
W marinie usytuowany jest hotel "Przystań", w którym nocowałam. Latem pewnie tętni życiem zarówno sam hotel, jak i należąca do niego Tawerna. Teraz jest tu cicho i pusto.

4 komentarze:

hegemon pisze...

Co roku sobie obiecuję, że jesienią pojadę nad polskie morze i jak co roku nie pojechałem. W zamian z przyjemnością poczytam o doświadczeniach z podróży innych :-)

Anna Kruczkowska pisze...

Po prawdzie, dopiero po sezonie warto nad morze przyjechać. Jest cicho, pusto i cudownie spokojnie.

Anonimowy pisze...

Kocham Łebę...pierwsza randka 14 lutego z chłopakiem o imieniu Tomasz...obecnie mąż .Tam marzyliśmy oboje..i spełniły się te marzenia. ..nasza Łeba. Jeszcze na wydmach nie bylam .pora teściową odwiedzić ��. Piękna jest...i ten romantyczny wieczorem port..plaża.. Fajnie że tam byliście..Dora

Anna Kruczkowska pisze...

Oj, Dorciu, pora odwiedzić teściową i wydmy zobaczyć koniecznie- będę o nich pisała w najbliższym czasie.