wtorek, 6 października 2015

Sprzątanie Plaży z Błękitnym Patrolem WWF

Kilka tygodni temu mój znajomy wrzucił na facebooka informację na temat akcji Sprzątania Plaży na odcinku między Mrzeżynem a Kołobrzegiem. Akcja organizowana była przez wolontariuszy z Błękitnego Patrolu WWF, którzy na co dzień, poza zwykłymi zajęciami zwykłych ludzi, zajmują się także np. ratowaniem rannych ptaków lub ochroną ssaków morskich. 

Spacer po dziewiczym pisaku. ("Robert, Ty nie idź, najpierw zdjęcie!")

Razem z Robertem i Rudą postanowiliśmy wziąć udział w tej akcji. W założeniu tata miał zawieźć nas do Mrzeżyna i iść na grzyby, a później odebrać z Dźwirzyna, gdzie przypadał koniec trasy i miejsce spotkania grupy mrzeżyńskiej z kołobrzeską. Tata niestety się rozmyślił, ale mój brat skorzystał z okazji jazdy dużym autem i pełnił rolę kierowcy. 

O 9 spotkaliśmy się nieopodal Jednostki Wojskowej w Mrzeżynie i pół godziny później, po krótkiej odprawie, ruszyliśmy na plażę. Wyposażeni w worki, rękawiczki i doskonałe humory wzięliśmy się do pracy. Czego myśmy nie znajdowali! Baloniki, papierki po cukierkach i batonikach, ogrom petów i nakrętek, kawałki siatki ogrodzeniowej, fragmenty zabawek, wszelkiego rodzaju reklamówki i fragmenty folii. Większość znalezionych przez nas śmieci to ewidentny skutek ludzkiej nieodpowiedzialności i lenistwa. Najbardziej przerażający był fakt, że pośród śmieci znajdywaliśmy nawet kawałki potłuczonego szkła, które na plaży mogą być szczególnie niebezpieczne nie tylko dla zwierząt, ale i dla ludzi chodzących po piasku boso. Zatrważająca była też ilość petów od papierosów. Co najsmutniejsze ogromne ich ilości znaleźć można było tuż przy śmietnikach ustawionych na plaży! Czy naprawdę tak trudno było zrobić krok więcej, albo przeznaczyć pustą butelkę na popielniczkę? Inne pytanie, czy palenie na plaży jest dobrym pomysłem? Mnie samej niewiele rzeczy denerwuje tak, jak papierosowy dym lecący na mnie np. od osoby idącej przede mną chodnikiem - nie cierpię tego. Chyba już wiem, dlaczego od kilku lat nie bywam na plaży o zwykłych porach dnia i roku. Nie sądzę, by miało się to zmienić, jeżeli moimi "sąsiadami" na kocach będą ludzie pozostawiający po sobie tak straszny bałagan. 
Tak wyglądają ludzie po przejściu 10 km plażą. :)
Jaki ptak ma rozmiar stopy jak Ruda?!
Pomimo tej gorzkiej refleksji, sama impreza była naprawdę udana. Przeszliśmy ponad 12 km w przepięknej pogodzie (było ciepło, słonecznie i z wiatrem), spędziliśmy czas w przemiłym towarzystwie, znaleźliśmy wieeeelkie ślady jakiegoś wieeeeelkiego ptaszydła, a na zakończenie zjedliśmy przepyszną zupę rybną ugotowaną przez Jarka w "Przy Okazji" oraz jagodowe muffiny upieczone przez Anię. Do domu wróciliśmy padnięci, ale usatysfakcjonowani. Był to dla nas bardzo aktywny weekend, ale w sposób zupełnie inny niż te maratonowe - tym razem brak było pośpiechu, takiego "spięcia".

Mamy nadzieję, że to nie ostatnia taka akcja, w jakiej wzięliśmy udział.

3 komentarze:

Olimpia Werol pisze...

Super akcja, pozdrawiam

Krzysztof Gdula pisze...

Powinienem i ja wziąć udział w akcji tego rodzaju…
Rokrocznie pracuję nad morzem; patrząc na te tłumy ludzi, słuchając hałasu, dziwię się im. To nie są warunki do wypoczynku, ale najwyraźniej tamtym to nie przeszkadza.
Ślady na piasku są intrygujące. Czy to aby nie jest jakiś gatunek latającego dinozaura? :)
Chuda, a z czego zrobiliście misia na piasku?

Chuda pisze...

Miś na piasku został usypany przed naszym przyjściem przez wolontariuszy z Błękitnego Patrolu z ziemi. Chyba takiej zwykłej, ogrodniczej ze sklepy.
Cóż... dinozaur... kto go tam wie - zagadka wciąż pozostaje nierozwiązana. :)