poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Trzebnica pachnąca czeremchą

Czy znacie wewnętrzne drżenie, miły niepokój i uporczywą myśl, czy wszystko spakowane? Podejrzewam, że każdy, kto z niecierpliwością czeka na kolejną przygodę, przywołuje ją lub wręcz wywołuje, bo bez niej nie potrafi żyć, zna to niesamowite uczucie oczekiwania.
Nam towarzyszyło ono już od kilku tygodni, czyli od momentu, gdy należało zamówić noclegi, zapisać się na maraton i za niego zapłacić.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Słowianki w Gąbinie

18 kwietnia był dla mnie dość pracowitym dniem - przed południem otwarłam po raz pierwszy w tym roku Basztę Kaszaną. Pojawiło się kilkoro znanych mi już dzieciaków i jedna nowa twarz, chętna by dołączyć do składu w czasie wakacji. Baszta została pozamiatana i wywietrzona, jest gotowa do przyjmowania zwiedzających w weekend majowy.
Późnym popołudniem natomiast wsiadłam z mamą do auta - naszym celem była leżąca kilka km od Trzebiatowa wioseczka Gąbin. Jest to miejsce z przebogatą historią, zaczynającą się już...ok. 3500 lat temu! Wówczas bowiem powstały groby kurhanowe w gąbińskim lesie. 
Do Gąbina jechałyśmy jednak nie po to, by szukać w lesie kurhanów, tylko żeby poprowadzić zajęcia w Stajni Fuzja. Stajnia prowadzona jest przez przesympatyczną Kasię Kolasińską, z którą, jak się okazało mamy sporo wspólnego. Nie mam tu jednak na myśli wielokrotnego udziału w konkursach recytatorskich. Kasia, podobnie jak my, stara się zmieniać swoje otoczenie pozytywistyczną pracą u podstaw - na wielokrotnie słyszane "W Gąbinie nie ma gdzie iść." odpowiedziała "To chodźcie do mnie!". I tym sposobem zebrała sobie całkiem pokaźne grono entuzjastów jazdy konnej i wszystkiego co odbywa się w Stajni Fuzja. 

niedziela, 19 kwietnia 2015

Nie uratowałam Winety!

Sobotnie prognozy pokazywały, że o świcie powinno być bezwietrznie i pogodnie, zaplanowałam więc, że pomimo notorycznego w tym tygodniu zmęczenia, wstanę wcześnie i pojadę, zanim wiatr się nasili. Zaplanowałam sobie 100 km pętelkę. Przed siódmą ruszyłam w stronę Gryfic. Ruchliwa zazwyczaj szosa o tej porze była pusta. Jadąc, mogłam przysłuchiwać się ptasim trelom. Bo dziś wrażenia dźwiękowe były nieomal ważniejsze od mijanych pejzaży (które przecież doskonale znam). Wydawało się, ze na każdej gałązce siedzi przynajmniej jeden śpiewak, wokół słychać było ćwierkanie, gwizdanie, dzwonienie niezliczonych gatunków ptaków, w powietrzu roznosiło się: ćwirk- ćwirk, czirk-czirk, czik-czik, czikczirik- niczym w "Ptasim radiu" Tuwima.  

sobota, 11 kwietnia 2015

Zbierając kamienie na plaży


Słońce! Ciepło! Ach jakże przyjemnie wsiada się na rower. W piątek wyskoczyłam na szybką rundkę, akurat tak, by w Niechorzu złapać pomarańczową kulę, chowającą się w wieczorną mgłę. Świat różowiał, nabierał cudownie impresjonistycznych barw i cieni. 

Wracałam o zmierzchu- coraz bardziej lubię powroty po szarej godzinie.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Bałtyk świąteczny...

Jadąc rowerem, mam czas na refleksję, na wsłuchiwanie się w siebie, odczuwanie całą sobą, odbieranie świata wszystkimi zmysłami. To między innymi dlatego ciągnie mnie wciąż dalej i dalej...

niedziela, 5 kwietnia 2015

O suszonych pomidorach i chlebie

Prezenty, zwłaszcza te nietypowe, pobudzają do kreatywności. Stajesz się właścicielem czegoś i kombinujesz: co zrobić z podarunkiem. Tak własnie było z paczką suszonych pomidorów z przyprawami. Dostałam ją od przyjaciółki, która ze swoich licznych wyjazdów przywozi produkty regionalne, nieraz całkiem zaskakujące. Czasem dodaje ja do twarogu, ale tym razem posłużyła mi do przyprawienia chleba.

sobota, 4 kwietnia 2015

Pogodnych Świąt !

Sobotnie popołudnie. Za chwilę wsiądę na rower i pojadę nad Bałtyk. To taka moja tradycja. Posiedzieć i pomyśleć. Pogoda sprzyja wycieczce- świeci ostre słońce, a wiatr wreszcie ucichł. 
W powietrzu czuć wiosnę. Zieleń zaczyna się panoszyć, pojechałam na działkę i ze zdziwieniem zauważyłam rozbite pąki to tu, to tam. Kwitną żonkile i forsycja i jeszcze jakieś niebieskie kwiatuszki, które nie wiadomo skąd się wzięły. W parku też coraz zieleniej. 

czwartek, 2 kwietnia 2015

Marek Kamiński na Drodze św. Jakuba

Pamiętam, gdy kilka lat temu zetknęłam się ze znakiem muszli na drzewie. Jeździłam wtedy rowerem po dolnośląskich drogach. Wśród wielu oznakować ścieżek, duktów i ścieżek pojawiła się i charakterystyczna muszla. Zaciekawiona zaczęłam szperać w internecie i tak dowiedziałam się czym jest Jakubowa Droga.