sobota, 31 grudnia 2016

"Latarnia umarłych" Leszka Hermana

Rzutem na taśmę przeczytałam tę powieść jeszcze w 2016 roku!
grafika ze strony: http://www.empik.com/
Czekałam na nią od momentu pierwszej zapowiedzi. Byłam kilka lat temu w Darłowie i Darłówku, poznałam miasteczko oraz jego zabytki. Ciekawiło mnie, w jaki sposób Herman wykorzysta te miejsca w swojej powieści. Nie zabrałam się za nią wcześniej wiedząc, że gdy już zacznę czytać, to nic mnie od tej czynności nie oderwie. Tak też było.

czwartek, 29 grudnia 2016

Jakie wspomnienia przynosi nowy zapach kosmetyków LPM ?



Turkusowe buteleczki nowej linii kosmetyków Le Petit Marseillais nęciły mnie od chwili, gdy zobaczyłam je na stronie firmy. Kolorem idealnie wpasowywały się w moje wyobrażenie o kosmetykach z algami i minerałami morskimi.
Gdy otworzyłam e-mail z informacją, że będę mgła wypróbować nową linię aż zapiszczałam z radości. Pomyślałam, że będzie to idealny kosmetyk w mojej izerskiej łazience z wygodną narożną wanną i miejscem na świece.

środa, 28 grudnia 2016

Wschód słońca pod Tłoczyną

Nikła łuna pomiędzy drzewami na przełęczy pod Stożkiem zwiastowała świt i choć ciepłe łóżko nęciło, wstałam, by powitać nowy dzień. Chłodne powietrze zaskoczyło mnie- lekki mróz był miłą odmianą po ostatnich mokrych dniach. Drugą niespodzianką okazała się cisza- po wichurze także nie było śladu- powietrze znieruchomiało.
Spojrzałam na Pogórze- położone u podnóża Izerów wsie i miasteczka spały jeszcze, gdy swoim zwyczajem szłam asfaltem pod górę. 

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Izerskie ścieżki zimą

Zima odsłania ścieżki, których latem nie dostrzegamy. Pozwala wędrować miejscami niedostępnymi w innych porach. Na spacer wybrałam się w porze, która wcale spacerom nie sprzyjała- dął silny zimny wiatr, zacinając drobnym równie zimnym deszczem. Miałam jednak dosyć siedzenia w domu. Ileż można przyglądać się światu przez niewielkie okna Domku pod Orzechem, wiedząc, że wyżej panorama jest rozleglejsza, a poczucie wolności pełniejsze.

sobota, 24 grudnia 2016

Z świątecznymi życzeniami


-Gdzie jest choinka!?- Takim rozpaczliwym pytaniem rozpoczęliśmy wigilijny poranek.
Wczoraj przyniosłam z Góry prześliczne niewielkie drzewko. Poszłam na Górę, bo pogoda sprzyjała spacerom- słoneczny, bezwietrzny dzień aż prosił, by go wykorzystać.

środa, 21 grudnia 2016

A pazurki muszą być czerwone

Ostatnie przedświąteczne dni obfitowały w prezenty. Po długim oczekiwaniu przyszły cudne, ciepłe skarpety turystyczne ze sklepu Regatta - voucher wygrałam w jesiennym konkursie.
Firma Le Petit Marseillais zrobiła mi prawdziwy prezent wysyłając paczkę ambasadorską z kosmetykami z serii śródziemnomorskiej- recenzja pojawi się, jak już się kosmetykami nacieszę.

wtorek, 20 grudnia 2016

Z przeszłości w przyszłość- realizacja projektu

Nadszedł grudzień, czas zatem podsumować dotychczasowe działanie Stowarzyszenia Historyczny Trzebiatów- Chąśba w ramach projektu "Z przeszłości w przyszłość".
Jak może pamiętacie, planowałyśmy spektakularny projekt w ramach konkursu grantowego. Grantu nie dostałyśmy, a okrojony projekt realizujemy z Waszych datków w ramach kampanii na Wspieram.to.

niedziela, 18 grudnia 2016

Świąteczna rolada makowa

Nie lubię maku. Po tym zdaniu każdy kto mnie zna i widział pałaszującą wigilijne makówki zacznie śmiać się w głos. I będzie mieć rację, bo niby jak może nie lubić maku ktoś, kto bez mrugnięcia zjada wielka michę śląskich makówek? Albo wyjada ziarenka prosto z makówki?

piątek, 16 grudnia 2016

Przedświąteczne tutti frutti

Do świąt coraz bliżej, więc i świąteczne przygotowania nabierają tempa. Ten tydzień zaczęłyśmy na słodko, umawiając się  na lukrowanie pierniczków. Przygotowałam całe mnóstwo elementów dekoracyjnych- kilka kolorów lukru, polewę czekoladową, cukiereczki, bakalie, lukrowe pisaki. Tym razem nie poszłam na łatwiznę i przygotowałam lukier z cukru pudru z wodą. Barwniki spożywcze kupiłam wiosną, więc mogłam poszaleć z kolorami- był żółty, zielony, czerwony, fioletowy i biały. Późnym popołudniem oprócz mnie i Chudej do lukrowania zasiadło jeszcze trochę wyrośnięte dziecko, które nigdy wcześniej nie malowało ciastek. Zabawy było jak zawsze co niemiara, a i pomysły szalone- kurczaki przerobione na pingwiny z Madagaskaru, symbole ulubionej marki samochodu i inne cudeńka. Nim się spostrzegliśmy dwa pudła pierników zmieniło barwy. Za to lukier był wszędzie- we włosach, na stole, na fartuchach, na podłodze. Przez chwile poczułam się jak w bardzo odległych czasach.

niedziela, 11 grudnia 2016

Na urodzinach u Nestorki

Osiemdziesiąte urodziny cioci Basi- najstarszego potomka babci Gertrudy i dziadka Alfreda były wspaniałym pretekstem do spotkania całego naszego niewielkiego rodu. Jest nas, potomków Gertrudy i Alfreda Bytomskich zaledwie 10- w tym osiem kobiet. W sumie wraz z partnerami ród liczy 14 osób, z czego 7 to... ród Kruczkowskich ;) Tak. Jesteśmy w tej grupie najliczniejsi. Nie mogło nas zatem zabraknąć na uroczystości.

piątek, 9 grudnia 2016

Niespiesznie wędrując, czyli książka K. Gduli

Z niecierpliwością rozdzierałam papier pakowy. Chociaż domyślałam się zawartości, to chciałam mieć pewność, chciałam zaspokoić ciekawość. Dotknąć, przejechać dłonią po papierze...
Zajrzałam na pierwszą stronę: szybkim, nerwowym pismem zapisana dedykacja. Dedykacja dla mnie. Nie taka wymuszona z wieczoru autorskiego, gdy pisarz patrząc na setnego czytelnika pyta znużonym głosem: "to komu mam napisać? " Ta była bardzo osobista i zrozumiała tylko dla nas. Rodzaj kodu.

czwartek, 8 grudnia 2016

Mamo, kup Belriso...

Mamo, kup Belriso... ta prośba wypowiadana przed laty przez moje maleńkie pociechy w czasie zakupów sprawiały że żołądek mi się kurczył i było mi potwornie źle... Bo przecież, jak wytłumaczyć Maluchowi, że na taką drobnostkę nas po prostu nie stać, że nie mogę kupić jednego, bo dzieci jest troje, a cena jednego deseru miała równowartość obiadu dla całej rodziny. Łamałam się rzadko i tylko dlatego, że kolorowe pudełka po deserze służyły mi później za kamuflaż dla zwykłego ryżu na mleku. Myślę, że dzieci w końcu orientowały się w tym moim oszustwie, ale z czasem rozumiały też prawa ekonomii. Szybko nauczyły się, że trzeba dokonywać mądrych wyborów- swoje kieszonkowe wydawały z rozsądnie, nieraz ciułając na wymarzone zabawki.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Dobra kawa to podstawa

Kawa... pewnie zauważyliście, że to od niej zaczynam dzień. Dopiero później wypijam kolejne filiżanki herbat i naparów.
Początkowo było mi wszystko jedno, jaką kawę piję, ważne, by była z mlekiem i miała kofeinę. Nie widziałam różnicy między kawą rozpuszczalną a mieloną, ba szybkość przygotowania kawy rozpuszczalnej przemawiały na jej korzyść.

środa, 30 listopada 2016

Placki z dynią

Placki ziemniaczane marzyły mi się już od kilku dni. W tygodniu żywię się na szkolnej stołówce, do domu wracam późno- za późno na placki. Zostaje sobota. A wtedy okazuje się, że do wykorzystania są różne półprodukty, które nie powinny zbyt długo czekać na przetworzenie. Zatem i placki nie mogły być tylko z ziemniaków. Tym razem wykorzystałam dynię i jabłka.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Galaretka drobiowa z warzywami

- Promocja na udka z kurczaka? Trzeba kupić udka.- przeglądam gazetki promocyjne i zapisuję na liście zakupowej.
- Ale przecież wiesz, że ja nie jem kurczaka.- krzywi się Chuda. Nawet ją rozumiem, bo doskonale wiem, że w tym co kupujemy jako kurczaki jest więcej chemii niż w naszych kosmetykach.
- Galaretki drobiowej nie zjesz?- pytam przymilnie.
-  O... będzie drobiowa galaretka. To zjem!
No to ustalone. Galaretka, w której więcej jest warzyw niż mięsa może być.

sobota, 26 listopada 2016

Dzień z życia blogerki (na wesoło)

Sobota! Weekend! Laba! Ta.... laba ... Ciekawe, kto wczoraj wpadł na pomysł, że ma ochotę na galaretkę drobiową? A że placki na obiad? A pierniczki, że będziemy piec w sobotę?
No ok... blogerka. Więc będzie laba po blogowemu...
Wstaję o świcie ( ha, ha, ha, o świcie? Za oknem ciemna noc!) Zegar w kuchni wyświetla godzinę 5.45. Idealny czas, by się porozciągać w ciszy i spokoju- ostatnio z niedowierzaniem stwierdziłam, że niektóre ćwiczenia sprawiają mi trudność, więc koniec z odpoczywaniem po sezonie- trzeba się za siebie wziąć (choć kilka minut dziennie). Rozciągam więc mięśnie, a pies patrzy z dezaprobatą, po czym wraca do ciepłej, ciemnej i przytulnej sypialni.

poniedziałek, 21 listopada 2016

"Talenty" w Warszawie...

Znów byłam w drodze - tym razem moim celem była Warszawa. W ramach wycieczki ze szkoły, w której pracuję wybraliśmy się z uczniami na Targi Motoryzacyjne Warsaw Moto Show.
Wyjechaliśmy późnym wieczorem i wczesnym rankiem byliśmy już na terenach wystawienniczych. Spędziliśmy dwie godziny, dosypiając jeszcze w autobusie, a później nadszedł czas zwiedzania.

sobota, 19 listopada 2016

Cydrowy grzaniec na listopadowe dni

Mokro, ciemno, zimno... najchętniej zasunęłabym rolety i obudziła się wiosną. No, ale wiadomo, że tak się nie da. Dlatego szukam sposobów na osłodzenie sobie tych długich jesiennych wieczorów.

piątek, 18 listopada 2016

Z miłości do radości albo znowu kupiłam czekoladę!

Czekolada... słodycz, którą uwielbiam w każdej postaci ( no może prawie bo tej z chili nie lubię). Jeśli tylko pojawi się jakakolwiek promocja, wiadomo, że wrócę z torbą pełną czekoladowych cukierków albo 10 tabliczkami. Od pewnego czasu, a dokładnie od czasu gdy wróciły Tiki taki, Malaga i Kasztanki, zajadam się czekoladami firmy Wawel. Wcześniej też je kupowałam, podobnie jak ukochane Michałki, ale ekspansja pralin sprawiła, że Wawel stał się moim numerem jeden.

wtorek, 15 listopada 2016

Żyć pełnią życia...

Ze względu na pewne zawirowania osobiste mało mnie ostatnio było i cały ciężar prowadzenia bloga spadł na Mamę. Ale spokojnie, powoli wychodzę na prostą. Właściwie dość krętą prostą - jak w tytule wpisu - zaczynam żyć pełnią życia, w związku z czym do końca roku skończyły mi się już weekendy. Dziś będzie o tym ostatnim - długim weekendzie z 11 listopada, który spędziłam we Wrocławiu u Marzenki. Cóż, ze względu na specyfikę mojej pracy długi weekend mam co tydzień, więc wolny piątek nie był dla mnie niczym nadzwyczajnym. Ale weekend to weekend, a jak wiadomo - siedzenie w domu zabija. Wobec tego już od jakiegoś czasu zaplanowane było, że wsiadam w pociąg i przyjeżdżam. Plany na ten czas klarowały się powoli - pewne było spotkanie z Natalką i wieczorne wyjście do klubu. W międzyczasie znajomy zaproponował nietypowy teatr, a do kin wszedł "Doktor Strange" Marvela.  

poniedziałek, 14 listopada 2016

Spotkanie autorskie w Leśnym Kurorcie

"Weekend z autorką" przeczytałam na barwnym plakacie udostępnionym na fanpejdżu "Leśnego Kurortu" w Gierczynie. Hm... pomyślałam... to może być ciekawa propozycja. Nieważne, że nazwisko autorki nic mi nie mówi. Skoro zaprasza, to można zajrzeć...

niedziela, 13 listopada 2016

Gdy budzi się listopadowy dzień

W listopadzie trudno uchwycić słońce o wschodzie, zazwyczaj chowa się za mgłą lub ciężkimi od deszczu bądź śniegu chmurami. Gdy po przebudzeniu ujrzałam pierwszy nieśmiały poblask jutrzenki, wiedzialam, że muszę iść za górę powitać dzień.

piątek, 11 listopada 2016

W listopadowej mgle


W listopadzie będę pisać książki, gdy mgłowe duchy otulą dom, wcisną się szczelinami do wnętrza, zawirują w rozgrzanym powietrzu nad blachą kaflowego pieca. W białej ciszy słychać będzie ich szepty, podpowiedzi. Opowieść napisze się sama z gry cieni na białych ścianach, z chrobotów w zakamarkach, z ledwo słyszalnych szelestów. ..

piątek, 4 listopada 2016

Chleb słonecznikowy

Topinambur... ależ egzotyczna nazwa! Nim zorientowałam się, co kryje się za tym słowem, wyobrażałam sobie jakieś bardzo ciepłe i wilgotne miejsce, gdzie w dziczy rosną jadalne bulwy. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zamiast nieosiągalnej amazońskiej rośliny zobaczyłam... wysoki żółty wiecheć, który na dodatek porasta wszystkie nieużytki!

wtorek, 1 listopada 2016

Spacer w okolicach radlińskiego cmentarza

1 listopada... słońce wyjrzało na tyle wcześnie, że zdecydowaliśmy się na dłuższy spacer.
Będąc w okolicy postanowiliśmy obejrzeć radlińską tężnię. Może wydaje się to dziwne, ale w górniczym mieście wybudowano ... tężnię solankową. Pierwszą na Górnym Śląsku. Stoi ona na miejscu dawnego basenu. Z dzieciństwa pamiętam, jak spędzaliśmy czas kąpiąc się i plażując w tym miejscu. Potem całymi latami były to nieużytki, koszmarne miejsce,na które nikt nie miał pomysłu, tylko dzieci bawiły się tu budując bazy i biegając wśród drzew. Wreszcie ktoś wpadł na wydawałoby się totalnie nierealny pomysł z tężnią. I to był strzał w dziesiątkę.

poniedziałek, 31 października 2016

Spacerem po Emmie

Być w Radlinie i nie odwiedzić Emmy? Byłoby to niewłaściwe. Zatem korzystając z pięknej jesiennej aury wybraliśmy się na spacer. Radlińska Emma jest przykładem starego górniczego osiedla mieszkaniowego z typowymi ceglanymi familokami. Od kilku lat władze dbają o rewitalizację osiedla, chcąc zachować piękno XIX-wiecznych budynków.

sobota, 29 października 2016

Niespodziewana wycieczka na Jaworowy Wierch

Lubię nieplanowane, zupełnie spontaniczne wycieczki. Taka przytrafiła nam się pierwszego dnia pobytu na Śląsku. Wstaliśmy trochę po wschodzie słońca. I...o dziwo słońce było! Dla mnie widok błękitu był czymś zaskakującym- cały październik był mokry, szary i pochmurny. Przez wiele dni słońce nie pokazywało się, a złota polska jesień była niespełnionym marzeniem.
Wiedziałam, że muszę z tego słonecznego dnia wycisnąć jak najwięcej. Stwierdziłam, że na pewno pójdę do lasu na spacer. A potem od słowa do słowa zaczął w nas kiełkować szalony plan: wsiąść do samochodu i pojechać w góry. Jakiekolwiek.

środa, 26 października 2016

Zadbać o cerę z serią kremów Anew

- Jak ty to robisz, że wyglądasz tak młodo?- to pytanie pada ilekroć uświadamiam rozmówcy, że jestem kobietą dojrzałą.
Hm... dojrzałą? Dojrzałe to może być jabłko. Ja jestem w kwiecie wieku ;) No dobra.... wiem... jestem przed pięćdziesiątką. Nie czarujmy się! Metryki nie oszukasz.

niedziela, 23 października 2016

Urodzinowe popołudnie w Szczecinie

Zazwyczaj urodzinowy weekend spędzamy w jakimś ciekawym mieście. Tym razem, ze względu na zaduszkowy wyjazd na Śląsk zmieniliśmy tradycję i zostaliśmy w domu, choć nie do końca. Moje urodziny wypadły w tym roku w sobotę. Postanowiliśmy więc pojechać do Szczecina i w rodzinny gronie zjeść obiad i obejrzeć film. Uzgodniliśmy, że przyjedziemy wczesnym popołudniem, skorzystamy z zaproszenia Syna, który już jakiś czas temu proponowałam, abyśmy odwiedzili go w jego wynajętej kawalerce. Potem wspólnie pojedziemy do centrum handlowego, zrobimy zakupy. Potem obiad i kino.

piątek, 21 października 2016

Ślunski łobiod na niedziela

Jeśli w niedzielne przedpołudnie słyszysz dziwne dźwięki dochodzące z kuchni sąsiadów, możesz być pewnym, że sąsiadka tłucze kotlety na obiad. Typowo polski obiad niedzielny to nadal schabowe. No, chyba, że mieszkasz w śląskim bloku, bo wtedy tłuczona jest wołowina na rolady.

poniedziałek, 17 października 2016

wtorek, 11 października 2016

Które wiersze zabiorę dla siebie? - R.T. Korek "Kobieta, która chce być mną"

Przebrzmiały już słowa Tadeusza Żukowskiego i jego przyjaciół dyskutujących o poezji Renaty. Teraz w ciszy, w wieczornej zadumie mam je tylko dla siebie. Mogę wczytywać się w każde słowo, analizować lub chłonąć. Interpretować po swojemu.

piątek, 7 października 2016

Faszerowane warzywa i kwiaty

O tym, że uwielbiamy faszerowane papryczki i dynie, pisałam nieraz. zmienia się tylko farsz. Tym razem głównym składnikiem farszu była, obok mielonego mięsa, zielona soczewica.
Składniki:
8 papryk, 4 dynie ozdobne, kilka kwiatów dyni
 na farsz:
1/2 kg mięsa mielonego
1 szklanka ryżu
1 szklanka soczewicy zielonej
1 cebula
sól
pieprz
oregano i bazylia
Wykonanie:
Paprykom odcinamy ogonki, czyścimy z pestek, dynie przecinamy tak, by utworzył się "kapelusik" i wydrążamy je , z kwiatów delikatnie wyciągamy słupki.
ryż gotujemy na sypko, a soczewicę namaczamy w wodzie. Cebulę obieramy i kroimy w drobna kostkę. łączymy ze sobą wszystkie składniki, doprawiamy. Do każdego warzywa nakładamy farsz, przykrywamy kapelusikiem. Z kwiatami obchodzimy się bardzo ostrożnie, by nie podrzeć płatków.
Układamy wszystkie warzywa na blaszce kapeluszami do góry, Pieczemy w średnio nagrzanym piekarniku jakieś 40 minut.
Smacznego!


Chleb z dynią i jabłkami

Korzystając z jesiennej obfitości, przygotowałam chleb ze świeżymi jabłkami i ... zmielonymi pestkami dyni. Nim przejdę do przepisu wyjaśnię, że pestki zostały zmielone razem z łupinami- były to pesteczki dyni ozdobnej, nie wszystkie dawały nadzieję na bogate wnętrze, postanowiłam je więc po wysuszeniu zmielić w młynku do kawy. Drobna kaszka ma bardzo przyjemny zapach i ładny żółtawy kolor.

środa, 5 października 2016

Poetycka podróż z Renatą Teresą Korek

Za oknem  pogoda tak koszmarna, że wyjście z domu zda się bohaterstwem. Wydawać by się mogło, że przy takiej pogodzie nikt z własnej woli nie ruszy się spod koca. A jednak trzebiatowski Pałac pękał w szwach, a znalezienie miejsca na parkingu graniczyło z cudem. Sprawcą tego pospolitego ruszenia była pani dyrektor Renata Teresa Korek, która zaprosiła swoich licznych znajomych i przyjaciół na wieczór autorski.

niedziela, 2 października 2016

Sprzątanie plaży z Błękitnym Patrolem WWF

Co można robić w pierwszą niedzielę października? Sprzątać plażę!

Wzorem ubiegłego roku odpowiedziałyśmy na apel zaprzyjaźnionego ekologa i w niedzielny poranek stawiłyśmy się w umówionym miejscu. Chwilę poczekaliśmy na resztę uczestników. Pogoda była niewyraźna, jakby miało zacząć padać, choć prognozy przewidywały polepszenie pogody.

sobota, 1 października 2016

Śniadanie z Jogobellą

Czy jest ktoś, kto choć raz nie słyszał reklamy:
-Kim chciałbyś zostać?
- Owocem Jogobelli? 
Te słowa jako pierwsze nasunęły mi się, gdy wysyłałam ankietę do akcji promocyjnej na platformie TRND. Wypróbować nowe smaki jogurtu? Czemu nie! 

czwartek, 29 września 2016

Pani Samochodzik i... praskie tajemnice.

Przy Chevrolecie Camaro 
Praca w Technikum Samochodowym łączy się różnymi ciekawostkami. Poza opowieściami uczniów (chociaż w tej kwestii przodują uczniowie Technikum Rolniczego) mogą to być także imprezy tematyczne. I tak poprzedni weekend spędziłam w...Pradze na targach motoryzacyjnych. 

niedziela, 25 września 2016

Bałtyk na powitanie jesieni

Pierwszy jesienny weekend rozpieścił nas słońcem i ciepłem. O ile sobotę poświęciłam na pracę na działce i przetworzenie kolejnych wiader śliwek i jabłek, o tyle w niedzielę wsiadłam na rower. Wycieczka nie był daleka, ot do Pogorzelicy i dalej ścieżką rowerową do Mrzeżyna. 
Jechałam niezbyt szybko, rozkoszując się piękną pogodą. W okolicach Włodarki spotkałam znajomych z grupy rowerowej- spieszyli na Zlot Gwieździsty do Kołobrzegu. Nawet proponowali, bym się przyłączyła, ale ja nie miałam całej niedzieli wolnej, a tylko kilka porannych godzin. 

piątek, 23 września 2016

Ziołologia cz. 3 - Cudze chwalicie... - O modach i nazwach.

Następne zioła, których temat poruszę bardziej mnie bawią, niż przerażają. Dziś będzie o szarłacie i szałwii hiszpańskiej. Mimo, że obie nazwy brzmią swojsko, to raczej nieczęsto je usłyszymy. Szukając tych roślin prędzej natkniemy się na Amaranthus i Chia. Obie rośliny pochodzą z Ameryki Południowej, a wiadomo, jak coś pochodzi z Ameryki Południowej i przez tysiące lat uprawiane jest przez Indian, to musi być zdrowe i „łał!”. Niemniej, mimo swej wielotysiącletniej historii w uprawie popularne stały się dopiero niedawno na fali mody na zdrowe odżywianie. Co więcej modna nie jest szałwia hiszpańska a „nasionka chia” - to brzmi tak światowo! Podobnie nikt z nas nie kojarzy cudownej mąki z amaranthusa z babcinym ogródkiem i charakterystycznymi (amarantowymi właśnie) kwiatami ze specyficznym „wiechciem”.

czwartek, 22 września 2016

Śliwkowe wspomnienia

Gdy Ślubny postawił przede mną pięciolitrowe wiaderko czerwonkawych gierczyńskich renklod, byłam mocno zaskoczona.  Nie spodziewałam się, że będzie mu się chciało zrywać owoce.
Przygotowałam sobie herbatę i usiadłam do pestkowania- po 6 godzinach przewożenia należało je szybko przetworzyć. Po palcach ściekał mi słodki lepki sok, a myśli uciekły do gierczyńskich pejzaży i wspomnień. Śliwa, której owoce trzymałam w dłoniach ma z pewnością ok. 100 lat. Stoi prze pustce najbliżej Domku pod Orzechem. Stała tam, od zawsze, odkąd sięgam pamięcią i od zawsze obok były tylko resztki kamiennych murów, zarośnięte, opuszczone, zdziczałe. Nie pamiętam, bym kiedyś doczekała dojrzewania tej śliwy. Zazwyczaj wyjeżdżałam, nim zielone owoce przebarwiły się i nabrały słodyczy. Ilekroć patrzyłam na bogactwo owoców, było mi żal drzewa, że jego wysiłek nie spotka się ludzką akceptacją, że owoce opadną i zgniją. Nie nie zmarnują się, po posłużą milionom owadów i ptaków, ale przecież tę renklodę posadziły ludzkie ręce. Ktoś kiedyś o nią dbał i ją pielęgnował, a ona odwdzięczała się cudownymi owocami. Teraz stoi bezpańska i opuszczona, podobnie jak rosnąca w pobliżu czerwona porzeczka. O jakże nietrwały jest człowiek, jak pogmatwane ludzkie losy... Jedni zasadzili, a potem musieli odejść, inni nie chcieli się osiedlić lub bali się pokochać to miejsce... i tak z domów zostały gruzy, tylko śliwa stoi jak stała...

poniedziałek, 19 września 2016

Od świtu do nocy- Ultramaraton w Świnoujściu

Po zwiedzeniu Fortu Gerharda i zjedzeniu solidnej porcji obiadokolacji pojechałyśmy z Chudą na odprawę techniczną. W MDK w Świnoujściu zebrała się już spora grupa znajomych, więc do odprawy miałyśmy czas dokładnie wypełniony. Oczywiście trzeba się było z wszystkimi przywitać- przede wszystkim z Elą i Czarkiem, którzy od lat organizują ten maraton. Z niecierpliwością czekałam na informacje o trasie, gdyż w tym roku Org Czarek, rezygnując z tradycyjnych kółek wzdłuż Zalewu Szczecińskiego, wyznaczył prawie 350 km ultramaraton do Nowego Warpna i z powrotem. Mnie przerażał przejazd przez Szczecin, miałam więc sporo wątpliwości, które po odprawie niestety pozostały. Niepokoiła mnie też prognoza pogody- zapowiadano bardzo silny północno-wschodni wiatr.

niedziela, 18 września 2016

Spacer po Forcie Gerharda

Gdy w 2011 zaczynałyśmy z Gui szlak latarń morskich,odwiedziłyśmy latarnię w Świnoujściu. Przejeżdżałyśmy wówczas obok obiecująco wyglądającego obiektu o nazwie Fort Gerharda. Niestety, plany miałyśmy napięte, więc zwiedzanie zostawiłyśmy na bliżej nieokreśloną przyszłość.

środa, 14 września 2016

Ziołologia cz. 2 - Cudowne ziele?

Na pierwszy ogień – bohater pojawiający się coraz częściej, remedium na wszelkie dolegliwości, cudowne zioło prosto z naszych łąk i przydrożnych rowów. Jego majestatyczność Wrotycz. Żółci się dumnie w słońcu, pachnie specyficznie, gorzko – co kto lubi, ja uwielbiam.

wtorek, 13 września 2016

Towarzyska trzysetka- Utramaraton w Rewalu

Pomysł, by wykupić noclegi w Rewalu pojawił się nagle, gdy okazało się, że nie da się do małego autka Chudej wcisnąć trzech rowerów i tyluż ludzi. Zamiast więc kombinować, zarezerwowałam drewniany domek i w piątkowe południe ruszyliśmy na trzydniowy urlop nad morzem. Chuda spakowała bagaże i swój rower do auta, a Robert i ja przejechaliśmy te kilkanaście kilometrów rowerami. W planach mieliśmy leniwe popołudnie na plaży, gdyż od rana ostro świeciło słońce. Jakież było nasz rozczarowanie, gdy po przyjeździe na miejsce okazało się, że nadciągnęła mgła.

sobota, 10 września 2016

Śliwkowa zupa korzenna

Od wielu dni z niepokojem przyglądałam się dojrzewaniu węgierek na ich trzech śliwach. Mnogość owoców z jednej strony cieszy, z drugiej napawa troską. Po pierwsze ciężkie od owoców gałęzie uginają się niebezpiecznie grożąc złamaniem, po drugie, przecież ktoś te wszystkie śliwki musi przerobić!

czwartek, 8 września 2016

Hostel Krokus- miejsce, do którego chce się wracać

Gdy trzy lata temu pierwszy raz zarezerwowałam noclegi w hostelu Krokus w Karpaczu, byłam pełna obaw. Zdjęcia wyglądały zachęcająco, ale cena noclegu była zaskakująco niska. Pierwsze wrażenia opisałam na blogu, więc nie będę do nich wracać, Ale już wówczas obiecałam sobie, że poświęcę czas i miejsce na osobny wpis. Potrzebowałam na to aż trzech lat...

środa, 7 września 2016

Ziołologia cz. 1

Jest wiedza przekazywana przez pokolenia. I jest wiedza wyniesiona z książek. Zwykło się sądzić, że jedna drugiej przeczy albo przynajmniej odbiega znacznie. Czasem jednak dzieje się inaczej, czasem wiedza pokoleń zakorzenia się głęboko, kłuje pod bokiem, tkwi w głębi świadomości i pcha we właściwą stronę, do właściwych książek. I później nie wiadomo już, co wie się od zawsze, a co wyniosło się z tekstów. Wtedy wiedza staje się pełniejsza, lepsza, ugruntowana doświadczeniem nie tylko pokoleń matek i córek, ale także badaniem naukowców i badaczy.

wtorek, 6 września 2016

Maraton Liczyrzepa- poczuć się jak Majka

Jest piątkowe późne popołudnie w Karpaczu. Tradycyjnie, mimo szczerych chęci spóźniamy się na odprawę techniczną. Niestety, z Trzebiatowa do Karpacza jedzie się długo i tyle.
Kilka minut wcześniej zameldowaliśmy się w hostelu Krokus, teraz odbieramy pakiety startowe.  Stylowe czarne koszulki, które znajdują się w pakiecie, tak nam się podobają, że natychmiast musimy je nałożyć.
Witamy się ze znajomymi, odpytujemy Orga Staszka z trasy (bo przecież zmieniona, a my na odprawie nie byłyśmy :( ) Decydujemy się na kolacje w Dworze Liczyrzepy, gdzie tradycyjnie już znajduje się biuro maratonu. Dania wyglądają smakowicie i takie są.

czwartek, 1 września 2016

Blondynki w lunaparku

Uwielbiamy wspólnie spędzać czas, niestety, odkąd Gui wyprowadziła się do Wrocławia mamy mniej okazji do babskich spotkań. Gdy jednak udaje nam się znaleźć dla siebie czas, chcemy go spędzić jak najpełniej.
W sierpniu Gui spędzała kilka dni w Trzebiatowie, gdy szykowałyśmy się na wyprawę. Wtedy też postanowiłyśmy skorzystać z zaproszenia Krzysztofa i spędzić popołudnie w lunaparku w Ustroniu Morskim. Wybierałyśmy się jak sójki za morze, a na opłotkach Trzebiatowa okazało się, że zapomniałam reklamówki z "wałówką" dla Krzysia i trzeba było zawrócić.

wtorek, 30 sierpnia 2016

Chleb z nasionkami

Dla chleba trzeba mieć czas. Pozwolić mu na powolne dojrzewanie, namnażanie drożdży, rośnięcie... Trochę trwało, nim nauczyłam się chlebowej filozofii i cierpliwości.
Najpierw przygotowuję zakwas. Łączę w litrowym słoiku kawałek surowego ciasta bez dodatków, kilka kromek czerstwego chleba pszenno-żytniego (takiego zwykłego, z supermarketu), szklankę wody, dwie łyżki mąki żytniej i łyżeczkę soli.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Wiatraki w słońcu- II Supermaraton Szlakiem Don Kichota w NIetążkowie

Słoneczko! Jego niedobór był dla mnie w tym roku zmorą. Maiłam wrażenie, że ciągle jest zimno, mokro i wietrznie. I nagle, pod sam koniec sierpnia- trzy dni upału. Akurat w czasie trwania maratonu w Nietążkowie. Dla mnie bomba, bo lubię takie warunki rowerowe. Ale po kolei.
Na maraton wybrałyśmy się we dwie z Chudą- Ślubny coś nie miał ochoty, Gui w tym roku ma inne priorytety, Robert dołączył do nas w Nietążkowie.

środa, 24 sierpnia 2016

Z wizytą w magicznym ogrodzie


Pewnym przedsięwzięciom z naszej okolicy kibicujemy od pewnego czasu. Tak jest właśnie z Parkiem Edukacji i Rekreacji Mandragora w Gąbinie. Park niedawno został oficjalnie otwarty i namawiamy wszystkich do jego odwiedzenia - czeka odrobina historii okolicy, sporo tajemnic i magii i ogrom zabawy na świeżym powietrzu. Za każdym razem, gdy przyjeżdżamy czeka na nas coś nowego, czego nie było wcześniej. Jest to więc niemal odkrywanie na nowo tego miejsca, które z każdą porą roku wygląda zupełnie inaczej (wiosną było TAK).

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Bałtycki Park Miniatur

Ostatniego dnia naszej rugijskiej przygody miałyśmy zaplanowana tylko jedną atrakcję, a mianowicie Bałtycki Park Miniatur.  Nim tam jednak dotarłyśmy przejechałyśmy trasę spod Wolgast do Świnoujścia. Nie obyło się bez pamiątkowej fotki na przejściu granicznym oraz słodkościach na świnoujskim deptaku ( przy czym w kawiarni stawiłyśmy się punktualnie w godzinę otwarcia- o 10.00) Po poinformowaniu bliskich, że mamy już kontakt ze światem i jesteśmy w Polsce ruszyłyśmy do Międzyzdrojów.

sobota, 20 sierpnia 2016

Pachnacy relaks z Le Petit Marseillais

Przed samym wyjazdem na Rugię kurier przyniósł mi pachnącą niespodziankę. Była to paczka ambasadorska z Le Petit Marseillais. Pięknie, starannie zapakowana, cieszyła oczy przy otwieraniu. To druga kampania, w której uczestniczę. Zawartość paczki mile mnie zaskoczyła, bo oprócz trzech pełnowartościowych produktów zawierała 30 próbek do rozdania koleżankom. Ucieszyłam się, gdyż o wiele łatwiej o czymś opowiadać, gdy może się sprezentować próbkę.

Pałacowe strachy w Muzeum

Po raz kolejny Trzebiatowski Ośrodek Kultury zaproponował mieszkańcom i turystom nocne zwiedzane wnętrz pałacowych połączone z licznymi atrakcjami.

Blondynki na Rugii - cz.4 i ostatnia

Śniadanie zaplanowane na 7.30, mamy więc mnóstwo czasu na spakowanie dobytku. Namiot zostawiamy rozłożony, by omiotły go pierwsze promienie wschodzącego słońca i jeszcze trochę podsuszyły. (tak zafiksowałam się na tym, że nie muszę robić kawy, że nie obudziłam się na wschód słońca :( a do plaży miałam tak blisko...)

piątek, 19 sierpnia 2016

Blondynki na Rugii- cz.3.- nie tylko rower.

Budzi nas poranny chłód. Jest wilgotno i pochmurno. Nadal wieje. Śniadanie jemy na klifie, próbując w żółtym pasie nad morzem dopatrzeć się słońca. Nie jest to wymarzony wschód nad morzem (a marzyłam, by obejrzeć, jak wschodzi słońce nad środkiem widnokręgu)

czwartek, 18 sierpnia 2016

Blondynki na Rugii cz.2- dzień latarni

2.00 w nocy... budzi nas jednostajnie narastający terkot silnika. Korony drzew i czubek naszego namiotu omiata silne światło reflektorów. Coś jedzie drogą... Zaraz, zaraz... tu nie ma drogi, jest tylko zaorane pole i las! Coś jedzie polem... Zawraca. Pół godziny później sytuacja się powtarza... Po naszym polu jeździ wielki gąsienicowy traktor z... bronami. To ostatnia rzecz, jakiej mogłyśmy się tej nocy spodziewać! Gui jest trochę zdeprymowana sytuacją, jednak moje tłumaczenie, że po pierwsze rolnik ma inne zajęcie niż patrzeć w krzaki, a nawet gdyby spojrzał, to nasz namiot zamaskowany szarą folią malarską zlewa się z ciemnym tłem zarośli, pozwala jej się uspokoić . Zatyczki do uszu i możemy spać dalej. Ok. 5.00 traktorzysta kończy pracę, a my powoli się rozbudzamy. Dzień wstaje leniwie i powoli, niebo zasnute gęstymi chmurami nie wróży ładnego dnia. Przygotowuję nasz tradycyjne biwakowe  śniadanie składające się z kaszki ryżowej (z gruszkami zerwanymi poprzedniego dnia) oraz kawy. Gui w tym czasie składa śpiwory, karimaty, namiot. To nasz stały podział obowiązków.

środa, 17 sierpnia 2016

Blondynki na Rugii część pierwsza

Gdy dwa lata temu zahaczyłyśmy o południowy skrawek Rugii, wiedziałyśmy, że wrócimy na wyspę. Początkowo tegoroczny plan zakładał Green Velo, ale jakieś ulotne wspomnienie zmusiło nas do zmiany planów i powrót na Rugię. Pakowanie przebiegło perfekcyjnie, zgodnie z listą stworzoną rok temu. Różnica polegała na zamianie zbędnej elektroniki, czyli kamerki go pro (zawieruszyłam gdzieś dodatkowe baterie- potem okazało się, że woziłam je cały czas ze sobą) i tabletu na dwa dodatkowe powerbanki ładowane słońcem oraz wymiana "cywilek" na jeszcze jeden komplet rowerowy. Tym razem miałyśmy wszystkie niezbędne rzeczy i niczego nie zapomniałyśmy.