sobota, 20 lutego 2016

Krew w kinie czy może kina we krwi? cz. 2

Drugim filmem, który obejrzałam jest „Zjawa” meksykańskiego reżysera  Alejandro Gonzáleza Iñárritu. Główną rolę zagrał Leonardo DiCaprio, który do tej pory zdobył już wszystkie możliwe nagrody za tę kreację i trudno wyobrazić sobie, że Oskar miałby trafić do kogoś innego w tym roku. Jest to film diametralnie inny od wcześniej omawianej „Nienawistnej ósemki” Quentina Tarantino. Gdy tamta w swej brutalności była prześmiewcza i karykaturalna, tak tu skrajny naturalizm nie pozostawia miejsca na śmiech. 


http://film.wp.pl/id,34693,idPhoto,445047,title,Zjawa,film_plakaty.html?ticaid=11683d

Film prawdopodobnie jest naprawdę dobry. Na pewno jest wstrząsający. I zachwycający – krajobrazy, zdjęcia dzikiej i groźnej w swojej obojętności przyrody potrafiły zaczarować przestrzeń. Wzbogacone zostały wyraźnie słyszalnymi dźwiękami – deszczu, wiatru, szumu drzew, a nawet padającego śniegu. Film jest jednak tak długi, że momentami miałam wrażenie, iż można z niego zrobić dwa filmy – fabularny i przyrodniczy. Muzyka momentami zdawała mi się nachalna – w momencie rosnącego napięcia i ona je potęgowała, ale właśnie w sposób bardzo natarczywy. A gra Leonarda moim zdaniem jak najbardziej warta jest tych wszystkich nagród – sądzę bowiem, że niełatwo jest stworzyć postać, która niemal nie mówi, a przez większość filmu jedynie charczy, dyszy i wydaje inne nieartykułowane dźwięki. 

To nie jest zły film. To naprawdę film bardzo dobry, a pewnie nawet wybitny. Moje odczucia uzależnione są zupełnie subiektywną niechęcią do naturalizmu i słabością do obrazów skrajnie popkulturowych.  

Drugi raz „Zjawy” oglądać nie chcę. (Chyba, że ktoś wytnie tylko krajobrazy i przyrodę – to mogłabym obejrzeć i usłyszeć raz jeszcze - pewnie nie jeden.) Wiąże się to z krwią w filmie – rzeczywistą i naturalistyczną. Każda rana jest prawdziwa, ból odczuwamy nawet w kinowym fotelu. Widzimy zabieg szycia ran na szyi (w lesie, na żywca) i czujemy kłucie w gardle, widzimy wypalanie rany i czujemy swąd palących się włosów i skóry (film oglądała w 2D w razie wątpliwości), widzimy gnijące w ranach mięso i wstrząsa mną, gdy bohater bada je palcami. Widzimy w końcu plamy krwi na śniegu i czujemy jej żelazny zapach, czujemy przejmujące, lodowate zimno. Wszystkie rany, blizny są prawdziwe. Do każdej z tych śmierci doszło. Tu werystycznie oddana rzeczywistość realnie boli i wwierca się w czucie. Tej krwi należy wierzyć. 
CDN




14 komentarzy:

Alicja P. pisze...

Byłam w kinie na tym filmie, podobał mi się bardzo i gra Leonardo znakomita!

Szpilka ta pisze...

nie dałabym rady w życiu tego obejrzeć, za wrażliwa jestem, jeszcze bym zemdlała podczas seansu i to w technice 2D :D

Marchevka _ pisze...

Nie jestem na bieżąco z kinem, przyznaję bez bicia. Ale po takiej zachęcie może się naprawdę skuszę i wybiorę na seans...?

Sol (Blog Włóczykijów) pisze...

Kurczę. Aż ciekawa jestem. Nie przepadam za takimi naturalistycznymi obrazami, ale z drugiej strony na pewno ma to w sobie przynajmniej jakiś realizm, w przeciwieństwie do wielu innych filmów tego typu. Myślę, że go chętnie obejrzę. Plus chciałabym zobaczyć tego aktora w tak nietypowej roli... ;)

Dreptak Zenon pisze...

Hmmm... może jednak obejrzę? Generalnie od dłuższego czasu oglądam tylko filmy miłe łatwe i przyjemne, unikając czegoś poważniejszego. W efekcie jestem bardzo już "do tyłu". Zobaczymy, może zdołam niedługo coś pooglądać?

Chuda pisze...

Ja nie lubię naturalizmu w żadnej dziedzinie sztuki właściwie, ale sądzę, że jest to film, który w tym roku zobaczyć warto, szczególnie wziąwszy pod uwagę ilość nagród, jaką mu do tej pory już przyznano. Patrząc na niego, przy całej swojej niechęci do konwencji, wiem za co te nagrody są.

Chuda pisze...

Ten miły, łatwy i przyjemny nie jest z pewnością. Więcej - spora część scen aktorskich jest naturalistycznie nieprzyjemna, gdy widz jest wrażliwy. Niemniej - warto, chociażby po to, by zachwycić się krajobrazami i szumem padającego śniegu.

Chuda pisze...

Leonardo istotnie bardzo dobry. :)

Chuda pisze...

Mną momentami mocno wstrząsało, ale nie żałuję czasu spędzonego w kinie.

Chuda pisze...

Warto - chociaż po to, by wiedzieć, czym wszyscy się tak zachwycają. ;)

Dreptak Zenon pisze...

Hmmm... zaskoczyła mnie zmiana stylu wypowiedzi - nie spodziewałem się na blogspocie multibloga - a tu widzę aż trzy autorki! Nie jest to dla mnie niemiła niespodzianka, bo od dawna głoszę wyższość tej formy blogów! :) Sam również popełniłem kilka tekstów na innym blogu, stąd jeszcze do dzisiaj wisiała na moim profilu informacja o adresie innym, niż mój macierzysty. Z tego powodu p. Kruczkowska powędrowała za mną na "Refleksje po 60-ce". Tymczasem na ogół można mnie spotkać na Kneziowisku. :)
To tyle w kwestii wyjaśnienia sytuacji.
Natomiast polazłem popatrzeć na ową "Nienawistną ósemkę" i po przeczytaniu recenzji (opisu) wstępnej dałem sobie spokój - to chyba nie jest jednak film na mój aktualny nastrój - innym razem, może?
Pozdrawiam wszystkie Autorki i gości! :)

Anna Kruczkowska pisze...

Zgadza się, nasz blog to inicjatywa rodzinna- matka i dwie dorosłe córki :) Stąd taka różnorodność stylu i tematów. Co zaś tego łażenia- fakt, z Kneziowiska powędrowałam na "Refleksje po 60-ce", które nieźle mnie ubawiły.

Dreptak Zenon pisze...

Nasze Kneziowisko u zarania, czyli 10 lat temu również było czysto rodzinną inicjatywą, ale prawie natychmiast dołączyli inni :)
I tak to się kręci na kolejnym serwerze. :)

gwiezdna pisze...

dopiero dzisiaj przeczytałam Twoją recenzję i powiem Ci, że po projekcji miałam podobne do Ciebie odczucia. ale jakby go tak zwiężlić, skrócić i momentami pozbawić tej przyrody to chyba byłby łatwiejszy do przełknięcia :) osobiście nie mam nic przeciwko scenom naturalistycznym i przyrodniczym jednakże nie w nich widzę sens istnienia kina :)