poniedziałek, 22 lutego 2016

Krew w kinie czy może kina we krwi? cz. 3

Ostatnim z obejrzanych przeze mnie niedawno filmów jest „Deadpool” – kolejna ekranizacja komiksów Marvela ze świata X-Menów. Tym razem jednak nie otrzymujemy typowego marvelowego filmu o superbohaterze. Deadpool to postać skrajnie prześmiewcza, antybohater, który świadom jest tego faktu. Świadom jest też faktu bycia tworzywem popkultury. Z premedytacją burzy czwartą ścianę i wchodzi w interakcję z widzem w kinie. Zagaduje, żartuje, opowiada (a nawet upomina, by nie zostawiać syfu w kinie). 

Już napisy początkowe wywołują salwy śmiechu – nie dość, że same w sobie są skrajnie niepoważne („Ostra laska”, „Zbuntowana nastolatka”, „Jakiś koleś wciśnięty na siłę z innego filmu”, „Palanty”…), to w ich tle widać scenę walki w samochodzie (z głupimi minami zaatakowanych, wciąganiem kogoś do samochodu za majtki itp.), natomiast wszystkiemu towarzyszy ckliwa muzyka.  Potem jest już tylko lepiej (gorzej?). Jeżeli ktoś ma zamiar obejrzeć film z wysublimowanym humorem, to nie tędy droga (wówczas lepiej włączyć „Zupełnie nowy testament”). Tu żarty są raczej rynsztokowe, nawiązujące często do sfery intymnej i cielesnej. Ale nie oszukujmy się – tego się po tym filmie spodziewamy – idziemy do kina wyć ze śmiechu z żartów, które na co dzień są zbyt niskie i prostackie, byśmy się z nich otwarcie śmiali (chyba, że nasze towarzystwo ma podobne poczucie humoru i nie zostaniemy wzięci za szowinistycznych i rasistowskich ksenofobów z niedoborem intelektualnym). 



http://marvelcomics.pl/news/index/id/24175/Nowy%20plakat%20Deadpoola

I muzyka… czekam aż cały soundtrack będzie można spokojnie przesłuchać. Kilka utworów wpadło mi w ucho, do kilku nogi same chodzą. Całość tylko podkreśla niepoważny charakter tej produkcji, często stając w zupełnym kontraście do tego, co dzieje się na ekranie.


„Deadpool” to produkcja skrajnie popkulturowa i nie ukrywająca tego. Nie bawi się w złożoną fabułę, nie sili się na wysublimowany humor, operuje tym, co efektowne – wybuchami, spektakularnymi scenami walk, ckliwą historią miłosną (można jednak zastanowić się, czy nie jest to też antyhistoria miłosna). To film rozrywkowy. Ale świadom swojej popkulturowości, masowości, bycia produktem, który trzeba sprzedać. I nie ukrywa tego przed widzem, nie sili się na ukrywanie swojej popowości i masowości, a podkreśla je i przerysowuje.  

http://naekranie.pl/aktualnosci/deadpool-ryan-reynolds-o-crossoverze-z-x-men-724091

Jako superbohater Deadpool walczy z bandą „złoli” nie szczędząc przy tym uwag odautorskich. Krew tryska, wnętrzności się rozbryzgują, a ciała ulegają różnym deformacjom. Ale tu nie twórca, a sama postać puszcza nam oko. I to w sposób niemalże nachalny – wali nas prawie po głowach transparentem „ Jestem wymyślony przez jakiegoś głupka, nie wierz w to co robię”. Śmierć i przemoc stają się tu częstym tematem żartów bohatera balansującego na granicy dobrego smaku (i przekraczającego ją wielokrotnie). I tym razem widz ma jednak świadomość, że nie ma tu prawdy, krew jest sztuczna, a spektakularny upadek jest zasługą nie kulki z pistoletu, a kunsztu kaskadera.

Różnice w ukazywaniu i postrzeganiu krwi w trzech omówionych przeze mnie produkcjach wynikają z różnych efektów, jakie twórcy chcieli osiągnąć. Tarantino gra z konwencją, tworzy pastisz przerysowując cechy charakterystyczne dla gatunków, przekraczając wszelkie granice przyzwoitości. Udowadnia, że to, od czego bardzo często ostro się odżegnujemy, tak naprawdę bawi nas, gdy podane jest w formie skrajnie wyolbrzymionej, ale opatrzonej klauzulą nieprawdziwości. 

http://naekranie.pl/aktualnosci/nowy-plakat-deadpoola-762911

Iñárritu tworzy obraz skrajnie naturalistyczny. Werystycznie oddaje rzeczywistość, ukazując dzikie piękno natury i brzydotę tego, co związane z człowiekiem – jego fizjologią i funkcjonowaniem. Widz wie, że na ekranie rozgrywa się historia prawdziwa i rzeczywista w chwili jej oglądania. Że ból, śmierć, krew, zimno są prawdziwe, podobnie jak przedstawione postaci. I nie ma tu znaczenia, czy opowiedziana historia była prawdziwa – w chwili rozgrywania się – jest.

W końcu „Deadpool”  - film z samej swojej natury sztuczny i nieprawdziwy. Od samego początku krzyczy o nieprawdziwości przedstawionej historii i wszystkich jej elementów – łącznie ze śmiercią i bólem. Śmiejący się ze swojej własnej sztuczności i  popkulturowości. I bawiący tym pełną salę widzów, którzy wybiorą się pewnie także na nowego Batmana walczącego z Supermanem, Avengersów czy Suicide Squad z pełną świadomością, że to nie jest sztuka wysoka, że to rozrywka dla mas, bazująca na najniższych mechanizmach, ale przez to tak kusząca i lubiana – bo prosta. I nie ma w tym nic złego.

1 komentarz:

gwiezdna pisze...

z Marvela jedynie Batman wchodzi u mnie w rachubę :) pozdrawiam