sobota, 6 lutego 2016

Ulepimy bałwana

Ulepimy dziś bałwana... nuciłam, gdy mozolnie podjeżdżaliśmy pod Domek pod Orzechem. Mimo niesprzyjających prognoz, mówiących o wysokich temperaturach,  w górach leżał świeżusieńki biały puch. Szybko uporaliśmy się z powitaniami i wizytami u znajomych, rozgrzaliśmy wychłodzone mury i gdy zrobiło się ciemno, wyszliśmy ulepić bałwana. Padał drobny deszcz i wiał halny, to jednak nas nie zniechęcało. Powyżej domu stanął pokaźny bałwan.  Przy okazji nasz staruszek pies też prawie zamienił się w bałwanka - jego nogi obwieszone były mnóstwem białych kuleczek.

Już o świcie okazało się, że miałam rację upierając się, żeby iść lepić bałwana- wystarczyła jedna noc z halnym wiatrem, by po śniegu zostało jedynie wspomnienie i kilka szybko znikających zasp.
Tradycyjnie w sobotnie przedpołudnie wybraliśmy się na targ. Nie mieliśmy jakiś specjalnych potrzeb, ale przecież na targu w Mirsku trzeba być.
Tym razem moim łupem nie padły filiżanki,  (choć jedną już trzymałam w dłoniach) ale zupełnie odjechane ceramiczne przydasie.


W południe, gdy Ślubny instalował nową lampę w izbie i zakładał klosz w kuchni (nareszcie!) ja poszłam łapać słońce.
Wybrałam się najpierw na stok Kufla i jego zboczem dotarłam na zachodnie zbocze Blizbora- rzadko tamtędy chodzę, gdyż zazwyczaj jest ono porośnięte chaszczami. Teraz wykorzystałam fakt, że zielsko wyschło i położyło się. Powędrowałam nieistniejącymi duktami, po raz kolejny zastanawiając się, dokąd mogły prowadzić i kto je budował. Mimo kalendarzowej zimy zwaliska kamieni nie są martwe (pomijam stada saren, które na mój widok ostrzegawczo szczekały i uciekały w las).
Głazy porośnięte są niezliczonymi mchami i porostami, które wcale nie wyglądają na obumarłe, raczej na pełne życia.
Za oknem szaleje wichura , ale w domu jest bezpiecznie i ciepło. Raźnie strzelają drewniane kołki w piecu, a pies mruczy zwinięty na kocu.
A jutro czeka mnie ciekawy dzień.

6 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Dzień dobry, Anno.
Więc jesteś w Domku, pali się ogień i jest ciepło. Miłe wrażenia.
Mój jutrzejszy dzień też zapowiada się ciekawie. Żeby nie tracić godzin dnia, wstanę o trzeciej, powinienem około siódmej być na miejscu, i… w drogę!

consek pisze...

Dobrze, że udało się pstryknąć zdjęcie zanim się przystojniak rozpuścił.

Anna Kruczkowska pisze...

czekamy!Gui też się zapowiedziała.

Anna Kruczkowska pisze...

Bez fotki ani rusz.

Niania w Paryzu pisze...

Oj w tym roku zimy chyba nigdzie nie ma. U mnie 14 stopni na plusie. Kwitną żonkile, magnolie i śliwy.... Za 10 dni jedziemy na narty w Pireneje ale gdyby nie sztuczne naśnieżanie stoków to tez ze śniegiem kiepsko na ponad 2000 M....

Anonimowy pisze...

Pięknie tam u Ciebie w górach. Taka cisza i spokój. Odpoczywaj i ładuj akumulatory!