wtorek, 8 marca 2016

Szydełkowe robótki

Ostatnie dni są inne niż zazwyczaj. Kolejna fala przeziębienia unicestwia moje marzenia o rowerze. Siedzę zatem w domu i zapewniam zajęcie moim dłoniom. Tylko tak mogę oszukać mózg, bolesne pragnienie ucieczki w przestrzeń. Zamiast tego- liczę oczka, dodaję i odejmuję słupki. Przypominam rękom prawie zapomniane ruchy.
W dzieciństwie babcie nauczyły mnie chyba wszystkiego, co same umiały- jedna szycia, cerowania i wyszywania,  druga szydekowania i robienia na drutach, czyli heklowania i sztrykowania.
 Ze wstydem muszę przyznać, że początkowo nie przykładałam się do tych zajęć, co teraz można zrzucić na karb dysleksji i złej koordynacji ruchowej. Wtedy jednak nikt o tej przypadłości nie słyszał, więc chcąc nie chcąc powoli nabierałam wprawy w robótkach ręcznych. Moja artystyczna dusza buntowała się jednak przez ścisłym trzymaniem się wzorców, a schematy drażniły, choć jako osoba o ścisłym umyśle (tak, tak można połączyć ścisły umysł z artystyczna dusza i zamiłowaniem do języka polskiego i książek), nie miałam problemów z czytaniem rysunkowych wzorów i wykrojów. Spod moich palców wychodziły wiec rzeczy dziwne, czasem zaskakujące- ulubiłam sobie zwłaszcza druty, którymi potrafiłam wyczarować prawdziwe dzianinowe cuda- zachody słońca, fantazyjne kwiaty, wzory geometryczne. Do dzisiaj używam wełnianego płaszcza, który zrobiłam prawie 30 lat temu.
Na studiach dorabiałam robieniem szydełkowych rękawiczek, a gdy na świecie pojawiły się dzieci- robiłam czapeczki, sweterki i body.
Co jakiś czas przypominam sobie o swoich umiejętnościach, zwłaszcza gdy ktoś mnie natchnie albo przymusi .
Tak było i tym razem. Chuda w czeluściach Internetu wyszperała coś i chciała takie mieć. Przyszła do mnie ze zdjęciem i zapytała- umiesz takie? No mnie tylko tak zapytać- jasne, ze umiem! Nawet jakbym nie umiała, to umiem!
Razem ze znajoma rękodzielniczką przysiadłyśmy przy zdjęciu. Naradziłyśmy się, co i jak i... obie postanowiłyśmy spróbować. Wyjeżdżałam akurat w góry, więc szydełko, a raczej ogromne szydło i grubą jak powróz włóczkę zabrałam w podróż. Nim dojechaliśmy do Gierczyna robótka była gotowa. Gui była zachwycona i zapragnęła podobnego cuda, choć wykonanego według jej zachcianki. W drodze powrotnej robiłam zatem kolejny kaptur, a kilka dni później- trzeci, dla córki koleżanki.
Taki powrót do szydełkowania sprawił że w nieograniczonych marzeniach Chudej zrodził się kolejny pomysł. Nim go jednak zrealizuję, muszę nauczyć się kilku nowych wzorów, przypomnieć sobie kilka schematów. Okazją ku temu są nachodzące święta wielkanocne i... no własnie moje przeziębienie.
Siedzę zatem i dziergam osłonki na jajka, osłonki na doniczki, kwiatuszki. Pewnie i jakąś kurkę zrobię. Mam zajęcie, czas płynie a moje koleżanki na pewno ucieszą się, gdy przez świętami dostana kolorowe szydełkowe cudeńka.  Zaś dzięki osłonkom na pojemniczki z ziołami mój parapet w kuchni nabrał wiosennych barw. W wielokolorowych pojemniczkach kiełkują pomidory, koper, zieleni się pietruszka i cebulka. Jest też miejsce na rzeżuchę. W planach mam jeszcze przygotowanie rozsady melonów oraz zasianie szczypiorku i mięty.
Szydełkowe robótki są odskocznią od innej ręcznej pracy, której się z Chudą oddajemy, czyli szyciu słowiańskich strojów. Ona szyje, ja wyszywam. Co wychodzi spod naszych placów można obejrzeć na jej profilu na Instagramie.

2 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Te zimowe ubranka jajek są milutkie. Chyba im cieplutko w nich?
Moja mama do dzisiaj robi na drutach alb na drucie. Teraz wyszywa obrusy: rysuje wzory, wyszywa skomplikowane obrysy kolorowymi nićmi używając specjalnego drutu z haczykiem na końcu, a później wycina materiał spomiędzy linii wzorów. Skomplikowane to bardziej, niż 16 biegów w ciężarówce, ale efekt jest.

Anna Kruczkowska pisze...

Niektóre robótki są faktycznie niesamowicie misterne i skomplikowane, jestem skłonna przyznać Ci rację, ze łatwiej nauczyć się jazdy ciężarówka niż precyzyjnych haftów typu richelieu.