niedziela, 10 kwietnia 2016

"Bo Wy jesteście wszędzie"

Od kilku tygodni, gdy tylko na dworze zrobiło się ciut, ciut cieplej, moi uczniowie bombardowali mnie pytaniami o wycieczkę rowerową. Nieodmiennie odpowiadałam: "W kwietniu". Nadszedł kwiecień i trzeba się z obietnicy wywiązać.
Umówiliśmy się jak zwykle przed szkołą. Miałam wątpliwości, czy godz 10.00 jest dobrym pomysłem, gdyż prognozy pogody wspominały coś o przymrozku. Jednak późniejsza godzina nie wchodziła w rachubę, bo... zaplanowałyśmy dodatkowe atrakcje.

Okazało się, że dzień wstał ładniejszy niż prognozowano i o 10.00 było całkiem przyjemnie. Z lekkim opóźnieniem spowodowanym koniecznością dopompowania szkolnych rowerów ruszyliśmy na trasę. Na pierwszą tegoroczną wycieczkę wybrałyśmy Cerkwicę- miejscowość położoną zaledwie 10 km od Trzebiatowa z ciekawym zabytkiem. Mimo niedługiego dystansu była to wyczerpująca wycieczka- pofałdowany teren dał się dzieciakom we znaki i do Cerkwicy dojechały lekko zmęczone.


Na miejscu otrzymały przewodniki i mapy, aby przygotować informacje o Studzience św. Ottona. Chuda nie wiedziała, co planuję i teraz uśmiechnęła się promiennie, wiedząc, ze to nie ona będzie kolejny raz opowiadać historię i legendę o nietypowej studzience. A jest o czym mówić, bo to przecież tu Otton z Bambergu chrzcił w 1124 r Pomorzan. Gdy zadanie zostało rozwiązane, a słodycze zjedzone ruszyliśmy w drogę powrotną. Spacerowym tempem dotarliśmy do granicy Trzebiatowa, gdzie w parku czekali już na nas sympatycy Stowarzyszenia Królewski Gaj.
Od 11.00 mieszkańcy naszego miasteczka mogli wspólnie ze Stowarzyszeniem porządkować tzw. "Duży park", czyli dawny Królewski Gaj. Malowano ławki, wycinano młode siewki, sprzątano śmieci. Prawdziwy czyn społeczny! Organizatorzy ubolewali trochę że dzieci i młodzież nie dopisała, a na mój protest, że przecież my jesteśmy, usłyszałam podsumowanie:
- Bo wy zawsze jesteście.
Cóż, to prawda! Jeśli dzieje się coś ważnego, gdy można coś zrobić dla innych, to my jesteśmy zawsze do dyspozycji!
Dzieciaki dostały rękawiczki i worki. My tez zgłosiłyśmy się po odpowiedni sprzęt i ruszyliśmy w najgłębsze zakamarki parku, zbierać śmieci. Czegóż tam nie było... butelki, puszki, worki foliowe... Znalazłyśmy nawet... trochę przerdzewiałą saperkę ( Ślubny potem ją w domu obejrzał i stwierdził że jeszcze się nada do kopania). Będę miała czym ziółka wykopywać. Mogłyśmy jednocześnie przekonać się, że wiosna przyszła, bo w parku kwitło i pachniało.

Po zebraniu worków śmieci zostaliśmy poczęstowani kiełbaską z ogniska, chlebkiem oraz kawą i herbatą.
Dzieci wróciły z wycieczki bardzo zadowolone, choć słychać było głosy, że była za długa ( a przecież przejechaliśmy tylko 30 km i dzieci były tej odległości świadome- nie wzięły tylko pod uwagę "górek")

5 komentarzy:

Unknown pisze...

Gratuluje inicjatywy i rowerowej i chwili dla ziemi :-)

Karol B pisze...

Gratuluje inicjatywy i rowerowej i chwili dla ziemi :-)

hegemon pisze...

Dzielne dzieciaki :-). Często organizuję wycieczki dla dorosłych, jak oni potrafią marudzić, że 30 kilometrów na rowerze, to strasznie dużo!

Anna Kruczkowska pisze...

Wyobrażam sobie :)

Niania w Paryzu pisze...

Super Aniu! Podziwiam za organizacje, chęci i sympatie do dzieci!