sobota, 23 kwietnia 2016

Cel wycieczki- Wicimice

Podejrzewam, że na widok tej nazwy zrobiliście równie wielkie oczy, jak ja, gdy zobaczyłam ją wczoraj na facebooku. Bezmyślnie przesuwając kolejne obrazki, trafiłam na zdjęcie ruin w zachodniopomorskim, ziejących pustymi oczodołami okien . Uwielbiam takie miejsca, więc zatrzymałam wzrok i doczytałam, że... owe Wicimice leżą w zasięgu mojego roweru. Miałam więc gotowy plan na sobotę- jadę do Wicimic.

Trochę trwało nim się rano rozbudziłam, przejrzałam mapę, ustaliłam trasę i doczytałam, co to właściwie mam obejrzeć. Ale kilka minut po ósmej jechałam już bardzo okrężną drogą w kierunku mojego celu. Dlaczego okrężną? Z dwóch powodów: po pierwsze chciałam przejechać obok innego pałacu- w Stuchowie, by mieć porównanie tego, co można zrobić z zabytkiem (XIX-wieczny neorenesansowy pałac w Stuchowie został przepięknie odrestaurowany z funduszy unijnych) , po drugie- bez 100 km szkoda wsiadać na rower (no chyba, że ma się wyjątkowe towarzystwo, jak ja tydzień temu w Pogorzelicy)
Wiatr, zgodnie z prognoza nie był uciążliwy i póki co wiał raczej w plecy, temperatura powoli podnosiła się, zatem jechało się cudnie. Po drodze mijałam zielone łąki i pola, na których raczej nieśmiało pobłyskiwały pierwsze żółte kwiaty rzepaku. Upojnie pachniały kwitnące drzewa owocowe, w pewnej chwili minął mnie ogromny traktor z przyczepą. ciągnął się za nim zapach ziemniaków- jakoż za chwilę traktor skręcił w przygotowane do sadzenia pole.
Nim się obejrzałam, minęłam nie tylko Stuchowo, ale i Gryfice. Skierowałam się na Resko, by w Modlimowie skręcić na krajową 6. Nie lubię nią jeździć, ale do Wicimic szosówką inaczej się nie dojedzie. Gdy na liczniku pojawiło się 60 km, minęłam tablicę z nazwą wsi. Zgodnie z widokiem na palach google pojechałam w kierunku kościoła. Ale to nie sam kościół pw. Józefa Robotnika zwrócił moją uwagę, ale drzewo o niesamowitym obwodzie, stojące przy samym kościele. Okazało się, że to ponad pięciusetletni dąb szypułkowy o obwodzie... ponad 7 m. Kościół raczej niewielki, o skromnej bryle, dosyć charakterystycznej dla naszego regionu, ciekawostką może być, że remont elewacji sfinansowany był pieniędzy unijnych, co potwierdza moją tezę, że jak się chce, to wiele można zdziałać.

Po krótkim postoju przy kościele ruszyłam na poszukiwanie pałacu Z opisu wynikało, ze stoi nad niewielkim jeziorem, a to prześwitywało między drzewami. Jakoż za chwile moim oczom ukazał się obraz nędzy i rozpaczy, czyli ruiny pałacu w Wicimicach.
Neorenesansowy pałac został zbudowany w drugiej połowie XIX w. przez ród Ostenów, po wojnie pałac powoli popadał w ruinę, choć jeszcze na początku lat siedemdziesiątych jego sale były wykorzystywane przez mieszkańców.
Obecnie pałac jest w rękach prywatnych, ale jak powiedzieli mi miejscowi od ośmiu lat niewiele się tu dzieje. Właściciel rozpoczął remont od... piwnic, a w tym czasie zawalił się dach i ściany. W sumie co jakiś czas ktoś się pojawia, i udaje, że pracuje. Teren jest ogrodzony, ale przez dziurę w płocie udało mi się dostać na teren i zrobić kilka zdjęć.

Serce pęka! A mogłaby to być żyła złota, gdyż pałac Ostenów z dwóch stron otoczony jest malowniczym jeziorem. Do budowli przylega też pałacowy park z aleją bukową (chyba- jest wiosna, liści jeszcze w zawiązkach)
Jeśli jednak właściciel szybko nie weźmie się do roboty, to niedługo nie będzie co ratować- jedynie wyburzyć i postawić od nowa (no chyba, że właściciel  właśnie do tego dąży albo może tylko czegoś szukał w piwnicach ?- taka myśl przyszła mi do głowy po lekturze "Sedinum")
Z Wicimic postanowiłam wracać najkrótszą drogą, bo po południu wiatr miał się zmagać i wiać od północy, czyli prosto w twarz- i tak też się działo. Gdy z szóstki zjechałam w kierunku domu od razu odczułam, że wieje. Mimo wiatru udało mi się utrzymać przyzwoitą prędkość i po 6 godzinach od wyruszenia byłam znowu w domu.
P.S. Jeśli macie chęć, a jeszcze nie zagłosowaliście, to przypominam, że można nam pomóc w zdobyciu funduszy na pracownię plastyczną: Kolorowe warsztaty

16 komentarzy:

Krys Tek pisze...

Krew mnie zalewa gdy czytam o prywatnych właścicielach zabytków. Efekt ich "działań" widać na Twych zdjęciach. W sumie to sama odpowiedziałaś na pytanie o co tu chodzi. "pałac Ostenów z dwóch stron otoczony jest malowniczym jeziorem" czyli atrakcyjna działka... tylko trzeba poczekać aż ruiny się zawalą lub przynajmniej aż coś porządnie walnie i zostanie wydany nakaz rozbiórki ze względów bezpieczeństwa.

Marchevka _ pisze...

Kolejna ruina :( Żal patrzeć...

Wicimice. U mnie w domu nazwa funkcjonuje jako Wcimicice. Jak zwykle przez mój talent do przeinaczania faktów ;)

Anna Kruczkowska pisze...

Bardzo atrakcyjna- obok przebiega krajowa 6. Idealne miejsce na centrum konferencyjne.

Anna Kruczkowska pisze...

Oj, ją też potrafię stworzyć niezłe neologizmy geograficzne!

Dreptak Zenon pisze...

Trzeba sobie jasno powiedzieć i uzmysłowić, że do stanu ruiny te obiekty na ogół zostały doprowadzone przez nasze jakże wspaniałe państwo i to państwo radośnie pozbywa się ruin, oddając je w ręce prywatne, jednocześnie narzucając warunki nie bardzo możliwe do spełnienia. Oczywiście, że trafiają one tez często w ręce spekulantów, którzy radośnie i celowo niszczą, co jeszcze pozostało do zniszczenia, żeby później sprzedać sama działkę bez "zbędnych", a kosztownych obiektów. Kiedyś oglądałem zamek w Dobrej - obraz nędzy i rozpaczy - wysoko na pustej wieży rosły samosiejki! Stropy zawalone, gruz, zlasowane tynki i zwęglone belki! A teraz prywatny właściciel dźwiga to z ruin! Podobnie pałac w Kurozwękach, czy dworek w Dąbiu pod Żółkiewką - prywatni właściciele dokonali cudów!

Anna Kruczkowska pisze...

Też znam takie miejsca, gdzie ruiny zostały odbudowane w zachwycającym stylu, np. w Dolinie Pałaców i Ogrodów w Sudetach. I z oskarżeniem, ze to nasze państwo też się zgadzam. Często jednak oprócz państwa są to jego obywatele, którzy rozkradają i niszczą, co się da! Podałam też przykład, gdzie właścicielem jest gmina i to gmina zdobyła fundusze na przywrócenie zabytkowi blasku. Wszystko zależy od chęci.

Aleksandra ma kota pisze...

Nigdy nie miałam okazji zobaczyć Twojego bloga, aż do teraz. Bardzo ładny wizualnie i przejrzysty blog, ale nie o tym chciałam powiedzieć. Podziwiam Cię, bo ja jeżdżąc na rowerze jeżdżę max 20-30km. Zrobienie tylu km co Ty, u mnie graniczy z cudem, fakt nie jeżdżę często ale mam nadzieję że kiedyś osiągnę taką kondycję jak Twoja.
Pozdrawiam! :)

Anna Kruczkowska pisze...

Dziękuję- za stronę wizualną odpowiada Gui, moja córka. Chcieć to móc. Kilka lat temu 100 km wydawało mi się wyczynem ponad moje siły, teraz mierze się z dużo większymi odległościami, o czym przekonasz się, jeśli zajrzysz głębiej w posty lub będziesz częściej odwiedzać to miejsce.

Trajbajowa pisze...

Aniu, zaraz piszę do Ciebie wiadomość, ponieważ jestem naszym Zwycięzcą :))) Od lat podziwiam Twoje trasy rowerowe i widzę, że planujesz tak jak my :)

Adam Gulbinowicz pisze...

Polska w ruinie...no comments,,

Krzysztof Gdula pisze...

Cześć, Aniu.
Zapewne niektórzy właściciele posesji z pałacami specjalnie pozwalają popaść im w ruinę, niektórzy przeliczyli się z finansami; niewątpliwie wiele zawiniło państwo, zwłaszcza w czasach komuny, ale ja chciałem zwrócić uwagę na dwa aspekty. Jeden poruszył Zenon: u nas konserwator zabytków pełni funkcję władza absolutnej – częstokroć raczej ze szkodą dla obiektu, który ma chronić. Każdy z nas słyszał historie o kosmicznych wymysłach konserwatorów. Jednocześnie prawo pozwala na samoistną ruinę: stanie i niszczenie jest zgodne z prawem.
Ten drugi aspekt to ilość pałaców. Jak wiesz, nieźle znam Góry Kaczawskie, ale podobnie jest w całych Sudetach: jest tam chyba setka pałaców. W moich górach jest przynajmniej jeden pałac w każdej większej wiosce, a na przykład w Sokołowcu jest ich trzy; dwa z nich powoli rozlatuje się, oczywiście zgodnie z prawem. Aniu, nie bardzo wyobrażam sobie wykorzystanie takiej ilości pałaców. Ten w Rząśniku, a zostały z niego tylko mury, miał parę tysięcy metrów kwadratowych powierzchni. Dla kogo? Bogatych biznesmenów? Oni nie przyjadą do małej, brzydkiej i pustej wioski dziurawą drogą, żeby wokół pałacu zobaczyć biedę. Natomiast ludzi naprawdę majętnych, których stać byłoby na koszmarnie drogi remont i takież użytkowanie, mamy za mało w naszym niezbyt zamożnym kraju.
Tak wiele się zmieniło za zewnątrz, poza murami pałaców, że większość z nich skazana jest na niebyt. Piszę to ze smutkiem, bo chciałbym widzieć je zadbane, piękne, a widzę drzewa rosnące na rozlatujących się murach, których nikt nie chce.

Anna Kruczkowska pisze...

Wiem, że sporo się zmieniło na zewnątrz pałaców, ale to nie znaczy, że można je tak sobie skazać na niszczenie. W wielu gminach znaleziono sposób na zagospodarowanie tych perełek architektonicznych, czyli chcieć to móc. Tylko, że u nas panuje ogólne niechciejstwo i tosięniedajstwo :( Ludziom się nie chce- widać to nawet po naszym głosowaniu- napisałam do wszystkich rodziców moich uczniów i jakoś nie widzę efektów mojej prośby- rodzicom nie zależy, żeby dzieci uczyły się w lepszych warunkach? Przykre, prawda?

Krzysztof Gdula pisze...

Tak, Anno, pomysł i inicjatywa są niezbędne, ale jednak wrócę do moich słów.
Chciałem w swoim komentarzu podkreślić wagę kosztów, po prostu pieniędzy, i mój wniosek: w naszym okrutnie ekonomicznym świecie nie znajdzie się takiego sposobu użytkowania tyluż pałaców, aby były dochodowe, aby zarabiały na siebie. Jeśli nie, to zostaje tylko remontować je i po prostu mieszkać w nich. Ale ile kosztować będzie remont „mieszkania”, później jego utrzymanie, skoro ma powierzchnię tysiąca lub dwóch tysięcy metrów?
Sama niezgoda na ruinę tych budowli nie wystarczy, za nią muszą iść pieniądze. Wielkie pieniądze, a tych wystarczy tylko na niektóre pałace.
Rodzice nie głosują? Może część z nich nie bardzo wie, o co chodzi w tym głosowaniu, jak te kliknięcia mają się przełożyć na pieniądze? Nie wiem, tak tylko głośno myślę…

Anna Kruczkowska pisze...

Wiem, że wiele rozbija się o pieniądze, ale znów- są fundusze unijne,a w przypadku tego konkretnego pałacu-koszty szybko by się zwróciły, bo ma fantastyczne położenie!

Krzysztof Gdula pisze...

Właśnie, położenie, także najbliższe otoczenie. Wiesz, myślę o wspomnianym pałacu w Rząśniku: często go widzę i żal mi tych murów, kiedyś tak ładnych. Wokół nie ma już parku, ledwie parę starych drzew zostało, a tuż obok brzydkie domy stoją przy zaniedbanych ulicach. Szkoda.
Tak przy okazji (i w ścisłym związku), Aniu, powiem Ci, że nierzadko wspominam gierczyński pałac, ten vis a vis Domku; ciekawi mnie jego przyszłość, czyli jak będzie z planami właścicielki.

Anna Kruczkowska pisze...

Wiesz, też często myślę o pałacyku i mam nadzieję, że im się uda. Szczerze im tego życzę ( już marzę o relaksie w grocie solnej i niedzielnym obiedzie z widokiem... na mój Domek!)